Sprawa dotyczy właściciela jednej ze szkół, który bez uprawnień przeszkolił ponad pół tysiąca osób. Fałszował także dokumenty i łamał sądowy zakaz jazdy samochodem.

Marek K., pomimo że od kilku lat nie posiadał prawa jazdy, to w najlepsze szkolił kursantów. W dokumentach podrabiał podpis ojca, który formalnie był zatrudniony w ośrodku jako instruktor. Wpadł w 2009 roku, kiedy to pod wpływem alkoholu prowadził szkolenie praktyczne. Zatrzymali go legniccy policjanci. W chwili, gdy chcieli odebrać mu prawo jazdy okazało się, że instruktor od dawna ich nie posiada. Za jazdę po pijaku sąd skazał mężczyznę na 3,5 roku więzienia w zawieszeniu na 7 lat. Dodatkowo w październiku tego roku zdecydował, że wszystkie zaświadczenia wydane przez jego szkołę w okresie, gdy nie miał on prawa jazdy, są nieważne. To ponad pół tysiąca uprawnień. Jak zbadała Gazeta.pl urzędnicy ze starostw i urzędów nie wiedzą, czy - zgodnie z wyrokiem sądu - prawa jazdy ludziom odbierać, czy jednak nie. Wszczęte zostało na razie jedno postępowianie, gdzie wydano odmowę wydania prawa jazdy osobie szkolonej przez Marka K. Sprawę rozpatruje Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Ma być to wyznacznik dla urzędników przy kolejnych decyzjach. A niektóre sprawy mogą być bardzo skomplikowane. Dziennikarze przywołują przykład Artura Smyki, właściciela jednego z OSK w Strzegomiu. Kilka lat temu postanowił rozszerzyć profil szkoły o naukę jazdy na motorze, więc na kurs prawa jazdy kat. A. trafił do ośrodka, gdzie szkolił Marek K. Od tamtej pory Smyka sam przeszkolił już 16 osób. Czy jemu i jego kursantom grozi utrata uprawnień? - Co z nimi? Czy i im zostaną odebrane prawa jazdy? - pyta na łamach portalu Gazeta.pl. On również czeka na decyzję SKO. Jeżeli jednak decyzja okaże się niekorzystna, to planuje odwołać się do Strasburga.


red


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0