Krzysztof Piasecki – satyryk za kierownicą

jazda z gwiazdą

“Jazda z Gwiazdą” to nowy cykl, w którym rozmawiamy ze znanymi osobami o ich przygodach za kółkiem. Na początek satyryk Krzysztof Piasecki.

Podczas jednego ze spotkań kabaretowych Piotr Bałtroczyk mówił o nim, że jest w ścisłej czołówce polskich artystów, jeśli chodzi o liczbę przejechanych w ciągu roku kilometrów. Żartował, że dorabia sobie, przewożąc paczki. Jednego dnia jest w Szczecinie, tego samego dnia w Gdańsku.

 – Czy z tymi paczkami to prawda?

 – Piotr Bałtroczyk nie kłamie. Przypominam, że kiedyś „paczka” mawiano na sto złotych. Piotr już chyba wtedy żył, ale był jeszcze mało znany i słabo zarabiający. Wyraźnie zazdrościł starszemu koledze, który woził paczki, czyli miał przy sobie przynajmniej 200 złotych – dwie paczki. Było to oczywiście przed denominacją, czyli obcięciem czterech zer. W tamtych czasach nie było sztuką być tego samego dnia w Gdańsku i Szczecinie, to raptem 370 km. To dzisiaj jedzie się dwa dni. Chyba że pociągiem – wtedy trzy.

 – Czy lubi Pan samochody?

 – Bardzo. To właściwie powinno wystarczyć. Pewnie wiąże się to z tym, że pochodzę z rodziny motoryzacyjnej. Moja mama twierdziła, że nam, mężczyznom, płynie w żyłach benzyna, mój dziadek jeździł przed wojną motocyklem, mój ojciec też – nawet próbował swych sił w rajdach, później stale borykał się z kolejnymi używanymi, czasem nawet bardzo, samochodami. Trudno by było z takim pochodzeniem nie lubić samochodów. I całe szczęście, bo jeśli chce się wykonywać mój zawód związany z podróżowaniem, trzeba samochody lubić.

 – Jak i kiedy zaczęła się Pana przygoda z motoryzacją?

 – Kiedy mój ojciec stał się szczęśliwym posiadaczem samochodu marki Syrena, potrafiłem godzinami siedzieć w nim w garażu, udając, że jadę. Zmieniałem biegi, naciskając sprzęgło, wszystko odbywało się jakbym jechał, tylko że nie jechałem. Odgłosy wydawałem sam. A naprawdę to zacząłem od motocykla WFM. Używany. Najwięcej kilometrów zrobiłem, próbując, czy udało mi się go naprawić. Potem była Jawa 175. Też używana. Później pierwszy samochód kupiony na spółkę z kabaretem, z którym wówczas występowałem. Volkswagen Wariant 1600. Oj, bardzo używany!

 – Jak wspomina Pan swój kurs na prawo jazdy i egzamin? Czy łączy się z tym jakaś wesoła historia?

 – Prawo jazdy najpierw zrobiłem na motocykl. Jeżdżąc sporo tymi motocyklami, dość nauczyłem się poruszać w ruchu drogowym, więc kiedy postanowiłem zrobić prawo jazdy samochodowe, zdawałem egzamin eksternistycznie, bez kursu, miałem tylko wykupione jazdy. Kupiłem tych jazd 5 godzin, to było minimum. Pierwszy egzamin oblałem już na parkingu, bo ruszyłem z zaparowaną przednią szybą. Dokupiłem jeszcze 5 godzin i drugi zdałem.

 – Czy kiedyś był to podobny stres, jak dziś?

 – Dla mnie każdy egzamin jest stresem. Egzamin na prawo jazdy też.

 – W kilku skeczach poruszał Pan temat kobiety i samochodu. Czy w rzeczywistości kobiety są dobrymi kierowcami?

 – Różnie bywa. Znam kobiety bardzo dobrych kierowców i znam mężczyzn bardzo złych. Chyba różnica polega tylko na tym, przynajmniej dotyczy to mojego pokolenia, że kobieta posługuje się sprzętem o nazwie samochód, a mężczyzna jedzie samochodem!

 – Polskiego kierowcę postrzega się często jako tego, który jeździ za szybko, pod wpływem alkoholu, bez prawa jazdy, a przy kontroli drogowej zawsze proponuje łapówkę. Na ile stereotyp ten jest tożsamy z rzeczywistością?

 – Nie podzielam tej opinii. Uważam, że jesteśmy coraz lepszymi kierowcami. Wystarczy zwrócić uwagę na to, jak często ktoś nam na szosie ustępuje, zjeżdżając na prawo. A czy jeździmy za szybko? To bywa. Za granicą nikt nie jeździ za szybko, bo mają autostrady. U nas też to się zmieni.

 – Jakie grzechy zdarzają się Panu za kierownicą?

 – To wynika z mojej poprzedniej odpowiedzi – szybkość za szybka lub może raczej szybsza niż dozwolona mi się zdarza.

 – Czy są manewry drogowe, które sprawiają Panu jakieś specjalne trudności?

 – Bardzo długo nie lubiłem jazdy tyłem w oparciu o obraz z lusterek. Od siedmiu lat mam chałupkę w górach, gdzie podczas zimy musiałem nauczyć się takiego cofania, ale nie lubię tego.

 – Jak ocenia Pan w skali od 1 do 10 swoje umiejętności na drodze?

 – To zależy, jakie przyjąć kryteria. Kto ma te 10 punktów? Jeden punkt ma chyba ktoś świeżo po kursie. Podobno każdy mężczyzna uznaje siebie za najlepszego kierowcę i najlepszego kochanka. Notabene bardzo podoba mi się ostrzeżenie dedykowane kierowcom, chyba właśnie mężczyznom: „jedź ostrożnie, nie każdy jest takim doskonałym kierowcą jak ty”. W życiu przejechałem około półtora miliona kilometrów. Oceniam się na 8.

 – Jest Pan artystą, który oprócz słów kojarzony jest również z muzyką. Czego słucha Pan najczęściej w samochodzie?

 – Naprawdę różnej muzyki. Zaczynając od popu, poprzez rock, blues, a kończąc na muzyce poważnej. Bardzo często słucham też radia.

 

 

Krzysztof Piasecki wyznał podczas jednego z występów, że uwielbia kolekcjonować dowcipy z cyklu kobieta i samochód. Przedstawiamy dwa z jego kolekcji:

Wyjeżdżając na dwutygodniową delegację, mąż powierzył swój samochód żonie. Zaznaczył jednak, żeby pamiętała o tankowaniu tylko benzyny bezołowiowej. Wracając, mąż spostrzega, że samochód stoi nieruszony pod domem. Pyta więc żony:

 – Dlaczego nie jeździłaś?

 – Nie jeździłam, bo nigdzie nie ma benzyny bezołowiowej. Jak nie wierzysz, to możemy pojechać i sprawdzić – odpowiada zdziwionemu mężowi żona.

 Małżeństwo wsiada do samochodu i podjeżdżają na pobliską stację, gdzie żona wskazuje na dystrybutor i mówi:

 – No zobacz, miałam rację, wszędzie przekreślone.

 

 Podczas jazdy maluchem mąż i żona słyszą huk.

 – To na pewno resor, niedługo szykuje się remont. Naprawię, jak wrócę z delegacji – mówi mąż.

 – Zostawiasz mnie z zepsutym samochodem a sam jedziesz – oburza się na to żona.

 – Kochanie, ten resor pęknie, ale to dopiero kiedyś tam, nie musisz się martwić.

 – Ale skąd będę wiedziała, że już pękł?

 – Zapewniam cię, że jak pęknie, to na pewno będziesz to czuła.

 Po powrocie męża z delegacji, żona informuje go, że trzeba będzie wymienić całe koło, bo zabrakło jej powietrza.

 – To jechałaś bez powietrza i nic nie czułaś? – pyta zdenerwowany mąż.

 – Czułam, ale myślałam, że to resor pękł.

 

 

Krzysztof Piasecki o sobie

Urodziłem się w połowie ubiegłego wieku. Prawie dokładnie w połowie, bo w 1949 roku. Znak zodiaku – Rak. Pierwsze 27 lat mego życia mieszkałem we Wrocławiu, gdzie studiowałem najpierw na Politechnice Wrocławskiej (mechaniczny i mechaniczno-energetyczny) od 1967 do 1970, a potem na Uniwersytecie Wrocławskim (kulturoznawstwo) od 1972 do 1975. Jak łatwo obliczyć, żadnych studiów nie skończyłem. W tym czasie zajmowałem się twórczością kabaretową, zdobywając wszystkie możliwe nagrody w środowisku studenckim i nie tylko (Festiwal Piosenki w Opolu 1973 nagroda za debiut). Do roku 1980 w telewizji mnie prawie nie pokazywali, choć od roku 1976 zacząłem zawodowo zajmować się twórczością satyryczną. A może właśnie dlatego. W październiku 1981 zostałem członkiem warszawskiego kabaretu Pod Egidą aż do 13 grudnia tegoż roku. Po stanie wojennym występowałem w wielu kabaretach, a potem solo. W telewizji można mnie było zobaczyć w „Dyżurnym Satyryku Kraju”, w wielu produkcjach telewizyjnej Dwójki oraz w TVN przez prawie sześć lat wraz z Januszem Rewińskim w programie „Ale plama”. Mieszkam w Krakowie, a czasem w Stryszawie (koło Zawoi).

 

Nagrody

Nagroda Radia Kolor 2001 za wyrafinowane poczucie humoru, Nagroda telewidzów na III Festiwalu Dobrego Humoru za ulubiony program rozrywkowy „Ale plama” oraz Wiktor 2003 za współautorstwo programu „Ale Plama”.

 

 

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.