Teksty do „Szkoły Jazdy” piszę od dobrych kilku lat. Przez ten czas wielu moich kolegów po fachu w swoich komentarzach wieszało na mnie psy, komunikowało, że mam idiotyczne poglądy i jestem głupi. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie jeden fakt.

No właśnie, jaki? Autorzy tych komentarzy nie podpisują się pod nimi imieniem i nazwiskiem. Wolą używać nicków. Apeluję, nie róbcie tego, nie ma się czego bać. Nie będę się sądził z ludźmi, którzy mnie znieważają, obiecuję!


Buntownik? Nie, raczej obserwator


Konstruktywna krytyka czy polemika jest wskazana i pożądana. Zachęcam więc do ostrej, ale merytorycznej dyskusji pod moimi, jak to ładnie ktoś kiedyś napisał, „wypocinami”. Może w końcu zawiąże się grupa dyskusyjna na mój temat? A nuż będzie można kiedyś zrobić roast Marcina Zygmunta? Ktoś kiedyś powiedział „nieważne, co mówią i piszą na twój temat, ważne, żeby nazwiska nie przekręcali”.


Drodzy czytelnicy „Szkoły Jazdy”, proszę się tak nie denerwować, nie mam zamiaru zbawić całej branży nauki jazdy. Stwórca nie powierzył mi żadnej misji polegającej na wypaleniu wszelkiego zła ogniem i mieczem. Proszę mi wierzyć, jestem bardzo skromnym człowiekiem, który obserwując od środka system nauki jazdy w naszym kraju co jakiś czas coś napisze. Co poradzę, że jestem sarkastyczny, może trochę złośliwy i uszczypliwy? Bardzo wielu osobom moje artykuły się nie podobają, postrzegają je wręcz jako podburzanie do buntu. Proszę się nie bać. Nie stanę na czele buntowników idących po prezesów stowarzyszeń działających dla dobra całej branży i wsłuchujących się w głos instruktorów, których przecież reprezentują.


Towarzystwa wzajemnej adoracji? To nie dla mnie


Mój numer telefonu oraz adres e-mailowy są ogólnodostępne. Jak widzę, bardzo wielu hejterów z tego korzysta. Nie ma problemu, proszę wyładować swoje frustracje, niskie zarobki oraz obarczać mnie winą za brak kursantów. Szkoda, że ci ludzie nie korzystają jednak z moich rad. Chodzi choćby o podniesienie ceny kursu, zwiększenie jakości, zatrudnienie fachowców. Może wtedy interes zacznie się kręcić?


Nie trzeba się użalać, mówić jaki świat jest zły. Nie trzeba nienawidzić konkurencji. Wystarczy zacząć zmiany od siebie, a wtedy - proszę mi wierzyć - będzie dobrze. Od kilku lat piszę o tym, jak można zarządzać fajną szkołą jazdy, jak z niej wyżyć i mieć w lokalnym środowisku bardzo wielu kolegów. O zgrozo, są to szefowie konkurencyjnych OSK! Jeżdżąc po Poznaniu machamy do siebie, uśmiechamy się i żyjemy w zgodzie, szanujemy się. Może dlatego, że ci konkretni szefowie OSK potrafią liczyć pieniądze, dbają o swoich kursantów i są ludźmi patrzącymi z optymizmem w przyszłość, mimo trudnego dziś i niepewnego jutra?


Chcę również bardzo mocno zaznaczyć, że nie zamierzam być członkiem żadnego stowarzyszenia czy organizacji. Przyczyna jest prosta. Nie należę do ludzi, którzy dobrze odnajdują się w towarzystwie wzajemnej adoracji. Przyglądam się bardzo uważnie poznańskiemu stowarzyszeniu i widzę, jak heroiczny bój toczy wiceprezes. Swoją drogą, trzymam za niego kciuki. Ostatnio dzwonił do mnie pewien człowiek. Miał, jak to określił, propozycję nie do odrzucenia. Albo przestanę „pisać te swoje głupoty”, albo on skorzysta ze znajomości. Spytałem więc, kogo on takiego zna, bo ja mogę pochwalić się znajomością z Krzysztofem Jarzyną ze Szczecina. Nie zrozumiał żartu, rozłączył się. Może nie oglądał „Poranka kojota”? Bo tam Krzysztof Jarzyna był szefem wszystkim szefów. Myślę, że taka znajomość dużo w dzisiejszych czasach daje.


My hejterów nie potrzebujemy


Na koniec mogę tylko wspomnieć, że dalej będę przelewał na papier swoje przemyślenia dotyczące nauki jazdy. Proszę nie brać tego personalnie. Nigdy nie napisałem o kimś konkretnie, zawsze nakreślam problem, który jest ważny i toczy naszą branżę jak rak. Proszę mi wierzyć, on zabija. Nawet jeżeli z nim wygramy, jest to zwycięstwo chwilowe. Bo on tylko czeka na dogodny moment. I wtedy atakuje ze zdwojoną siłą.


Wszystkim instruktorom walczącym z patologiami życzę sukcesów, a wiecznie niezadowolonym i narzekającym odwagi do zmieniany pracy. Bo my hejterów nie potrzebujemy.


Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel ośrodka szkolenia kierowców

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0