Krótki poradnik uczestnika zdarzenia drogowego

Instruktor nauki jazdy powinien mieć niezbędną wiedzę. Choćby po to, żeby w sytuacji zdarzenia drogowego zachować się profesjonalnie. Co to dla mnie znaczy? Chodzi o prawidłowe zachowanie się jako uczestnik zdarzenia drogowego, ale również wykorzystanie tych nieprzyjemnych w sumie chwil do pokazania osobie szkolonej tego, jak należy postępować – zgodnie z przyjętymi zasadami.

Tym razem w kolejnym odcinku cyklu „Co instruktor wiedzieć powinien” przygotowałem poradnik, który przyda się uczestnikom zdarzeń drogowych. Wiadomo, że towarzyszy im wiele emocji. Każdy stara się przecież zminimalizować ryzyko zderzenia. Trudno zatem mówić o kimś, że nabrał w tej kwestii niezbędnego doświadczenia.

Po pierwsze: nie szkodzić!

Ale instruktor nauki jazdy powinien mieć niezbędną wiedzę. Choćby po to, żeby w takiej sytuacji zachować się profesjonalnie. Co to dla mnie znaczy? Prawidłowe zachowanie się jako uczestnik zdarzenia drogowego, ale również wykorzystanie tych nieprzyjemnych w sumie chwil do pokazania osobie szkolonej tego, jak należy postępować – zgodnie z przyjętymi zasadami.

Na początek chciałbym krótko przypomnieć, że jako kolizje uznaje się takie zdarzenia drogowe, w których ucierpiało tylko mienie lub ewentualnie doszło do drobnych urazów, nieskutkujących rozstrojem zdrowia trwającym dłużej niż siedem dni. Wypadki to z kolei te zdarzenia, w których mamy do czynienia z ofiarami lub rannymi, a rozstrój zdrowia któregokolwiek z uczestników zdarzenia trwa dłużej niż wspomnianych siedem dni.

Kiedy dochodzi do zderzenia dwóch pojazdów, uderzenia pojazdem w jakiś element na lub przy drodze, w najgorszym wypadku potrącenia niechronionego uczestnika ruchu drogowego (pieszy, rowerzysta, motocyklista), należy przede wszystkim zachować spokój, myśleć i nie szkodzić.

Gdy opadnie kurz…

Jak więc powinien zachować się instruktor nauki jazdy, kiedy doszło do zdarzenia na drodze? Gdy opadnie już kurz, co z reguły trwa kilkanaście sekund, musi szybko i trafnie ocenić, czy osoba, którą szkolił, i on sam nie odnieśli obrażeń. Do właściwej oceny sytuacji powinno wystarczyć kilka prostych pytań, na przykład: „Czy wszystko jest OK?” „Nic cię nie boli?”. Następnie trzeba poprosić kursanta o pozostanie w pojeździe (no, chyba że zagraża to jego bezpieczeństwu) i udać się do drugiego uczestnika zdarzenia, żeby sprawdzić, czy nie ma innych poszkodowanych.

Miejsce zdarzenia trzeba zabezpieczyć, używając do tego wszelkich dostępnych sposobów. Chodzi o korzystanie z trójkątów ostrzegawczych, kamizelek odblaskowych, błyskowych świateł, włączenie świateł awaryjnych w pojazdach (pamiętajmy, że drugi uczestnik może być w szoku i nie będzie potrafił tego zrobić).

Zdjęcia mogą być pomocne

Teraz przychodzi moment na chłodną ocenę sytuacji. Jeżeli zakwalifikujemy zdarzenie jako kolizję, próbujemy pojazdy usunąć z drogi, tak żeby nie stwarzały dodatkowego zagrożenia. W przypadku gdy mamy przesłanki, że doszło do wypadku, pojazdy bezwzględnie pozostają na swoich miejscach. I jeszcze jedna ważna rzecz. Zanim przystąpimy do usuwania pojazdów, koniecznie wykonajmy fotografie ogólnie dokumentujące miejsce zdarzenia i ustawienie pojazdów. Może się to przydać później, przy likwidacji szkody lub ustalaniu sprawcy.

W przypadku kolizji następują ustalenia między uczestnikami zdarzenia. Chodzi o to, czy będzie spisywane oświadczenie z miejsca zdarzenia, czy zasadne jest wezwanie policji. Z kolei w przypadku wypadku (którykolwiek z uczestników zgłasza jakieś obrażenia, złe samopoczucie), bezwzględnie należy wezwać służby medyczne i mundurowych!

Warto wcześniej poćwiczyć metodę prawidłowego wezwania pomocy na miejsce zdarzenia. Nerwy często powodują, że wiele osób nie potrafi nawet konkretnie wskazać miejsca, w którym doszło do wypadku.

Nagrania mogą kompromitować!

Wypadałoby napisać kilka słów o rejestratorach, w które wyposażona jest już spora część naszych pojazdów. Otóż nagrania mogą zostać użyte do ustalenia sprawcy i przebiegu zdarzenia. Zachęcam jednak do wyjęcia karty z rejestratora po zdarzeniu (żeby nowe pliki nie nadpisały tych z chwili, która nas interesuje), przejrzenia jej na spokojnie i dopiero wówczas wykorzystywania przed organami prowadzącymi sprawę lub pokazywania jej innym uczestnikom. Niestety, życie pokazuje, że nagrania z rejestratorów ujawniają różne rzeczy, nie zawsze istotne dla samej sprawy, a kompromitujące dla instruktora. Jakie? Chociażby to, że tuż przed zderzeniem, zamiast prowadzić szkolenie i być skoncentrowanym na jeździe, rozmawiał sobie przez telefon o tym, co kupić na kolację!

Ufajmy sobie, nie policjantom!

Jeżeli na miejsce zdarzenia zostanie wezwana policja, jej zadaniem będzie wskazanie sprawcy i zaproponowanie mu mandatu za wykroczenie, którego się dopuścił. Pamiętajcie, szczególnie w przypadku kolizji, nie macie obowiązku przyjąć mandatu. W takim wypadku będzie można na spokojnie, w toku postępowania przygotowawczego na policji, wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia. Często chłodna ocena sytuacji zupełnie zmienia pogląd na daną sprawę.

Instruktor powinien być profesjonalistą w zakresie ruchu drogowego, dlatego często zna przepisy lepiej niż policjanci. Nie należy zatem ulegać presji z ich strony. Jeżeli jesteście przekonani o braku swojej winy, nie macie się do czego przyznawać. Gdy policjant będzie was straszył, że jeżeli nie przyjmiecie mandatu, zabierze wam prawo jazdy, nie słuchajcie go. Może on zatrzymać prawo jazdy tylko w sytuacji, kiedy zachodzi podejrzenie popełnienia wykroczenia lub przestępstwa, za które finalnie może grozić zatrzymanie dokumentu uprawniającego do kierowania. Przecież za spowodowanie kolizji nie zabiera się prawa jazdy przed sądem, więc również mundurowy nie powinien tak robić na drodze.

Znam przypadek, kiedy kierującemu pojazdem policjanci zatrzymali prawo jazdy. Uznali bowiem, że spowodował kolizję. On nie przyjął mandatu, sąd uznał, że winny był drugi uczestnik. ów kierujący dochodził (skutecznie) odszkodowania za czas, kiedy nie miał prawa jazdy i nie mógł bez niego wykonywać pracy. Sprawę wygrał!

Oświadczenie wypisuje sprawca!

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o oświadczeniu z miejsca zdarzenia. Należy bezwzględnie zastosować się do następujących zasad:

– oświadczenie własnoręcznie spisuje na druku sprawca!

– warto wozić z sobą druki oświadczeń, żeby nie pominąć jakichś ważnych danych

– na miejscu trzeba wykonać fotografie. Zarówno uszkodzeń pojazdów, jak i dokumentów drugiego uczestnika (szczególnie jeżeli jest sprawcą). Jeżeli sprawca nie chce pokazać dokumentów (prawo jazdy, dowód rejestracyjny, polisa OC), żeby je sfotografować, należy wezwać policję. Skąd bowiem będziecie wiedzieć, że wpisał w oświadczeniu prawdziwe dane?

Przestrzeganie kilku prostych, opisanych powyżej zasad powinno korzystnie wpłynąć zarówno na przebieg załatwiania sprawy na miejscu zdarzenia drogowego, jak na późniejszą likwidację szkód komunikacyjnych. Na ten temat oczekujcie artykułu już w kolejnym wydaniu miesięcznika „Szkoła Jazdy”.

mgr inż. Marcin Kukawka, instruktor techniki jazdy, rzeczoznawca samochodowy

 

Wasze komentarze (1)

  1. Super artykuł. Wnioski: 1. Przejrzeć i ewentualnie ukryć dowody w sprawie. 2. Instruktor - jasne, że zawsze profesjonalista, a policjant to oczywiście nie... Ale ogólny poklask to pewnie wzbudzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.