- Jesteśmy kobiecym zespołem, a cały szereg działań związanych z tym faktem pobudza wyobraźnię kibiców. OtoMoto Team to prawdopodobnie jedyny taki zespół w rajdach cross-country na świecie! - mówi Klaudia Podkalicka

Jakub Ziębka: Trudno być kobietą rajdowcem?


Klaudia Podkalicka: ? Chyba nie. Wykonuję te same czynności co mężczyźni, jeździmy tymi samymi odcinkami, czas mierzą nam tak samo. W przeciwieństwie do innych sportów w rajdach samochodowych nie ma podziału na kategorie związane z płcią. Cieszę się nawet, że mogę rywalizować z mężczyznami. Na pewno nikt nie daje mi żadnego handicapu tylko dlatego, że jestem kobietą.


A może warto byłoby jednak stworzyć osobne kategorie dla kobiet?


? Tak, ale tylko pod warunkiem, że sporty motorowe zaczęłoby uprawiać znacznie więcej kobiet. Na razie jest nas po prostu za mało. To zaledwie kilka nazwisk. Ale wszystko się zmienia, więc może za kilkanaście lat? Kto wie… Na razie kobiet nie ciągnie specjalnie do motosportu.


Dlaczego?


? Trudno powiedzieć, bo widzę, że coraz więcej kobiet interesuje się motoryzacją. Mam koleżanki, które wiedzą bardzo dużo na temat swoich samochodów, potrafią je naprawić, rozpoznają marki. Może problem leży w tym, że nikt kobiet nie zachęca do uczestnictwa w rajdach. Proszę pamiętać, że cały czas utrzymuje się w Polsce mit baby za kierownicą. To na pewno nie ułatwia podjęcia decyzji o starcie w rajdach. Jednak to wszystko powoli się zmienia, mam nadzieję, że sukcesywnie będzie nas przybywać.


Twój zespół jest w ogóle szczególnym przypadkiem, bo pilotem jest także kobieta - Joanna Madej.


? To prawda. Podjęłyśmy się dosyć dużego wyzwania, bo dwie kobiety potrzebują więcej czasu, żeby się pewnych rzeczy nauczyć. Chodzi mi np. o sytuację, gdzie trzeba naprawić coś w samochodzie. Rajdy cross-country, w których startujemy, mają po 400 - 500 km długości. Znajomość mechaniki jest tu absolutnie obowiązkowa. Wcześniej jeździłam z pilotem mężczyzną. Było mi trochę łatwiej w sytuacjach, kiedy trzeba podnieść koło ważące ponad 30 kg albo odkopać samochód. Ale radzimy sobie, jest dobrze. Wiele problemów technicznych miałyśmy podczas tegorocznego rajdu Baja. Ale sobie z nimi poradziłyśmy. Wiele nas to nauczyło. To był dla nas taki mały Dakar. Projekt takiego zespołu bardzo spodobał się naszym partnerom, bez których nas by tutaj nie było. Jesteśmy kobiecym zespołem, a cały szereg działań związanych z tym faktem pobudza wyobraźnię kibiców. Otomoto Team to prawdopodobnie jedyny kobiecy zespół w rajdach cross-country na świecie!


Jak długo z sobą jeździcie?


? W zasadzie to dopiero od czerwca przechodziłyśmy testy. Pierwszym naszym rajdem była szczecińska Baja Poland. Było ciężko. Choćby dlatego, że Asia jeździła jako pilot tylko w rajdach płaskich. Zostałyśmy rzucone na głęboką wodę, ale nie było źle. Na przykład w prologu zajęłyśmy drugie miejsce. Dlatego twierdzę, że mamy potencjał.


Pomysł na stworzenie żeńskiego zespołu też powstał niedawno?


? Nie, pomyślałam o tym wiele lat temu, jeszcze zanim zaczęłam startować w rajdach. Byłam z ojcem na jednych zawodach. Właśnie tam startowały dwie dziewczyny. Kiedy stanęły na podium, pomyślałam: fajna sprawa. Potem temat ucichł. Aż do niedawna. Asię znałam już dużo wcześniej, nasz światek jest mały. Każda kobieta związana w jakiś sposób z motoryzacją zna inne. Tak ten pomysł wykiełkował. Cieszę się, bo moim zdaniem Asia jest najlepszą polską pilotką. Bardzo dobrze się nam współpracuje.


Jak mężczyźni traktują kobiety, które startują w rajdach?


? Różnie bywa. W rajdach cross-country każdy ma swój czas wjazdu na start, walczy sam z sobą, ze swoimi słabościami, emocjami. Tu nie ma więc większego problemu. Natomiast w wyścigach samochodowych miałam z mężczyznami olbrzymi problem. Zdarzało się, że chodziłam w kołnierzu ortopedycznym, miałam skasowany samochód. Tylko dlatego, że część mężczyzn nie mogła pogodzić się z tym, że kobieta ma czelność ich wyprzedzić. Wszystko było fajnie do momentu, gdy zaczęłam im zagrażać. Wcześniej byłam po prostu fajną, niegroźną koleżanką.


Kiedy po raz pierwszy wsiadłaś do samochodu i zaczęłaś uczyć się prowadzić?


? Miałam wtedy 13 lat. Mój tato stwierdził, że skoro nogami dosięgam już pedałów, to mogę spróbować. Pojechaliśmy więc naszą hondą civic na plac. To właśnie tam pomału próbowałam nauczyć się ruszania, zmiany biegów, hamowania. Nie miałam z tym żadnych problemów, byłam pojętną uczennicą (śmiech). Potem miałam długą przerwę, jeździłam tylko na gokartach. Jednak w wieku 16 lat ponownie zainteresowałam się samochodami. Jeździłam z moim ojcem jako pilot podczas rajdów amatorskich. Szło nam dobrze, wygraliśmy niejedne zawody w woj. zachodniopomorskim. Ale nie miałam jeszcze wtedy prawa jazdy, więc nie mogłam zasiąść za kierownicą. W końcu w 2006 r. za namową taty wystartowałam w wyścigach Kia Picanto Club. Tak zaczęła się moja przygoda z motosportem.


Egzamin na prawo jazdy zdałaś za pierwszym razem?


? Tak. Jednak na samym początku mojego kursu miałam pewne problemy z prędkością. Jechałam po prostu za wolno. Potem miałam tendencję do jechania tuż za poruszającym się bezpośrednio przede mną samochodem. Nie zachowywałam prawie żadnego odstępu. Jednak szybko się moich nawyków oduczyłam. Sam egzamin był stresujący, bo nie chciałam dać plamy ze względu na tatę (był rajdowcem - przyp. red.). Kibicowała mi cała rodzina. Dopiero gdy powiedziałam im, że egzamin przebiegł pomyślnie, wszyscy odetchnęli z ulgą.


Jakim samochodem poruszasz się na co dzień?


? Mam bmw serii 1. Fajny samochód, biały, trzydrzwiowy, 180 koni mechanicznych. Szkoda tylko, że diesel. Nie przepadam za tym specyficznym rykiem silnika (śmiech). Nie jest to auto moich marzeń, ale za to ekonomiczne. Ostatnio, przy okazji kumulacji w Lotto, zastanawiałam się, co bym zrobiła z 50 mln zł. Pewnie kupiłabym jakiś samochód. Może porsche, ferrari? Jednak to tylko gdybanie, głównej nagrody jeszcze nie zgarnęłam. Chyba będę musiała na taką przyjemność zapracować.


Czy nawyki, które wyniosłaś z rajdów, przekładają się na sposób jazdy po mieście?


? Oczywiście, że tak. Choćby sama pozycja, którą zajmuję za kierownicą, sposób trzymania rąk, koordynacja między wciskaniem gazu a odkręceniem kierownicy. Nie można tylko szybko pokonywać zakrętów. Jednak staram się jechać bezpiecznie. Od dwóch ? trzech lat nie miałam na koncie żadnego mandatu.


Co oprócz jeżdżenia samochodami lubi robić Klaudia Podkalicka?


? Miałam wiele pasji. Na początku był balet. Tańczyłam osiem lat, m.in. we Francji i Niemczech. Lubiłam jeździć konno, grać w tenisa ziemnego, pływać. Teraz też to robię, tylko trochę rzadziej. Nie potrafię siedzieć w miejscu, taki już ze mnie niespokojny duch.


 


Klaudia Podkalicka, kierowca rajdowy i wyścigowy, najszybsza kobieta w Kia Picanto Cup i w 46. Rajdzie Barbórki. Wicemistrzyni ADAC Logan Cup. Jest córką Mariusza Podkalickiego, czterokrotnego mistrza i trzykrotnego wicemistrza Polski w wyścigach samochodowych. W styczniu 2008 r. miała wystartować w rajdzie Dakar jako pilot Grzegorza Barana w ciężarowym MAN-ie. Z przyczyn niezależnych od zawodników rajd został odwołany.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0