Jeżdżą tak, jak ich uczymy

Toyota

Drodzy instruktorzy, szanowni właściciele OSK, szanowne komisje i organa administracji państwowej! Jeżeli chcemy, żeby na drogach było bezpieczniej, interesuje nas zmniejszenie finansowych i społecznych kosztów wypadków drogowych, musimy, jako profesjonaliści zajmujący się kształceniem kierowców, zadbać o jakość szkolenia!

Tym razem chciałbym poruszyć temat, który dla wielu z was może być drażliwy. Chodzi o odpowiedzialność instruktora nauki jazdy za przyszłe poczynania wyszkolonych przez niego kierowców. Wszyscy przecież z niecierpliwością czekamy na wprowadzenie od dawna zapowiadanych zmian, wynikających z zapisów ustawy o kierujących pojazdami i dotyczących obowiązkowych szkoleń oraz nadzoru nad kierowcami w tzw. okresie próbnym.

Na kogo narzekamy? Jeśli na kierowców, to także na siebie…

Od kilku tygodni, m.in. przy okazji sporządzania opinii dotyczącej wypadku drogowego, zacząłem się zastanawiać, czy istnieje związek między jakością wyszkolenia i umiejętnościami instruktora a zachowaniem na drodze osoby, która była szkolona i teraz posiada już uprawnienia do kierowania samochodem.

Wszyscy wiemy, jak jeżdżą polscy kierowcy. Narzekamy na nich, czyli także, szanowni instruktorzy, w jakimś stopniu na siebie. Media, przy okazji poważnych wypadków, mówią głośno o tym, że stan bezpieczeństwa w Polsce jest na kiepskim poziomie i plasujemy się na szarym końcu europejskiej listy. Dlaczego tak jest?

Po analizie zdarzenia, w zakresie którego dane mi było wydawać opinię, i przeczytaniu zeznań kierujących, doszedłem do wniosku, że od instruktora nauki jazdy zależy jednak bardzo wiele. Wiem, nie odkryłem Ameryki. Mimo to chciałbym, drodzy czytelnicy, zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii związanych z kształtowaniem przyszłego kierowcy.

Bliskie spotkanie z walcem

Za niedopuszczalne uważam doprowadzanie do sytuacji, w której instruktor podczas jazdy szkoleniowej zachęca osobę szkoloną do popełnienia wykroczenia słowami typu: „dawaj, dawaj (…), zdążymy na żółtym przelecieć, bo potem będziemy tu czekać godzinę”. Niestety, o takich zdarzeniach słychać coraz częściej. To przykre, bo instruktor powinien być wzorcem godnym naśladowania, a nie spieszącym się gdzieś uczestnikiem ruchu, który uważa, że takie „drobne przewinienia” ujdą mu na sucho.

W ostatnim czasie byłem nawet świadkiem, jak instruktor nauki jazdy podczas prowadzenia szkolenia oznakowanym pojazdem pojechał z kursantem drogą zamkniętą dla ruchu, czyli remontowanym zjazdem na ekspresówkę. Gdy w bardzo niebezpiecznej sytuacji zatrzymali go pracownicy drogowi, tłumaczył się, że musiał zdążyć na kolejną jazdę. Warto dodać, że pojazd z literą L na dachu o mało nie został przejechany przez walec drogowy, którego operator właśnie wycofywał (przypomnę, na zamkniętym odcinku drogi!).

Egzamin, czyli koniec edukacji

Od wielu lat stoję na stanowisku, że obowiązkowe warsztaty dla instruktorów nauki jazdy powinny być prowadzone w ODTJ-otach lub przynajmniej w sposób, który pozwoliłby doskonalić umiejętności w zakresie prowadzenia auta. To bardzo ważne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, szkoleniowiec musi posiadać wiedzę i umiejętności, które przekaże kursantowi, czyli przyszłemu kierowcy. Dzięki temu unikniemy także niebezpiecznych sytuacji, które mogą zdarzyć się w trakcie prowadzonego szkolenia.

Niestety, z moich obserwacji wynika, że nie jest dobrze. Wszystko zaczyna się w chwili, gdy przyszły szkoleniowiec uczestniczy w kursie dla kandydatów na instruktorów. Kursy w wielu OSK prowadzone są bardzo pobieżnie. Brakuje fachowych zajęć dotyczących techniki jazdy, a wizyta w ODTJ-ocie jest często tylko symboliczna. Dobrze, że egzamin na instruktora jest (na szczęście) sitem o dość małych oczkach. Nie zmienia to jednak faktu, że każda osoba do niego przystępująca prędzej czy później go zda. Konsekwencją tego faktu jest uzyskanie stosownych uprawnień.

Problem w tym, że właśnie wtedy edukacja instruktora dobiega końca. To bardzo przykre. Uważam, żeby nadążyć za zmieniającymi się czasami, przepisami i rozwiązaniami technicznymi w pojazdach, instruktorzy powinni cały czas się edukować. I teraz zadam pytanie, tylko odpowiedzcie sobie uczciwie: kiedy ostatnio zajęliście się swoim samodoskonaleniem?

Bądźmy odpowiedzialni!

Drodzy instruktorzy, szanowni właściciele OSK, szanowne komisje i organa administracji państwowej!

Jeżeli chcemy, żeby na drogach było bezpieczniej, interesuje nas zmniejszenie finansowych i społecznych kosztów wypadków drogowych, musimy, jako profesjonaliści zajmujący się kształceniem kierowców, zadbać o jakość szkolenia! Musimy wymagać od kursantów myślenia, kultury – i co najważniejsze – zdrowego rozsądku za kierownicą! Każdy instruktor, egzaminator, policjant i zwykły kierowca powinien krytykować i potępiać zachowania na drodze prowokujące np. agresję.

Zachęcam do przemyśleń i przypomnienia sobie o tym, co napisałem, podczas odbywania tegorocznych obowiązkowych warsztatów doskonalenia zawodowego!

mgr inż. Marcin Kukawka, instruktor techniki jazdy, rzeczoznawca samochodowy

Fot. Joanna Oleszek/PORD Gdańsk

 

Wasze komentarze (11)

  1. Ma Pan myślenie zyczeniowe... na własnym przykladzie wiem,ze to jak jezdzę zalezy wyłącznie ode mnie a nie od mojego instruktora. Kultura jazdy to w duzej mierze wypadkowa wielu czynnikow min.społecznych,kulturowych i psychologicznych. Niestety jakze prawdziwe jest powiedzenie ze ostatnia jazda zgodna z przepisami to ta na "L" i na egzaminie... przykre ale prawdziwe.
  2. Witam. Nie do końca jest tak ze to wina szkolenia wyłącznie. Na jazdach kursanci jeżdżą poprawnie nie scinaja ciągłych jeżdżą wolno. Nie wiem co się z tymi kursantami potem dzieje ale idą w złą stronę. Na jazdach kulturalni puszczają pieszych stosują się do znaków. Juz kilka razy mój kursant który parę lat temu zdał egzamin na prawo jazdy wyprzedzał mnie na podwójnej ciągłej na skrzyżowaniu jak jechałem z innym kursantami pędził chyba 70 km/hej. Na jazdach jest to niedopuszczalne sytuacja. Nie pozwoliłby na to ten sam kursant na jazdach jeździł wzorowa a tu nie wiem co się z nim stało. To jest tzw samodzielna nauka.
    • Widzą jak ich super instruktorzy po pracy jazdą z telefonem przy uchu, z L na dachu i w niezapiętych pasach mkną miastem 70 - 100 km/h, bo się spieszą do kochanki :)
      • Z reka na sercu Ty nie jezdzisz? I w obszarze zabudowanym na 2pasmowce (gdzie jest 50tka) tez jedziesz 50 ?taa jasne. Jakbym gdzieś pogrzebal to odszukałbym jak jezdzi jeden z dyr.WORDu -prywatnym autem rzecz jasna
  3. Pamiętaj jedno biorą przykład z mamusi i tatusia i jeżdżą tak jak oni a nie tak jak ich ktoś uczył . Patologia rodzi się z patologi,
  4. Jak wygląda jazda młodego kierowcy z doświadczonym kierowcą: "Po co ten martwy punkt, wystarczą ci lusterka", "tu kierunkowskaz niepotrzebny" (a wracam po ominięciu na swój pas), "dawaj trzeci bieg i jedź szybciej" (a jest ograniczenie do 30), "jedź tak szybko jak inni, bo będą trąbić" (oni jadą 60, a jest 40). Prawo jazdy mam od tygodnia i na razie boję się jeździć sama, ale z kim mam jeździć, skoro nie ma nikogo, kto by nie mówię - sam przestrzegał - ale bezwzględnie akceptował u mnie zasady, jakie miałam wpojone na kursie? Mam znowu prosić instruktora? Po kursie jesteśmy traktowani jak tumany, które prędzej czy później powinny jeździć "tak jak wszyscy", czyli wbrew przepisom!!!
  5. Artykuł poruszył bardzo ważną kwestię - szkolenia dla instruktorów. Tam jest szerokie pole do zmian. Warsztaty doskonalenia zawodowego....myślę, że 1/4 instruktorów nawet na nim nie była a zaświadczenie dostało...więc o czym tu mówić. Natomiast szkolenie kierowców polega głównie na nauce "Pod egzamin" i nie ma się czemu dziwić. Każdy chce aby kursant zdał jak najszybciej
    • Polakom zawsze wszędzie się spieszy i stracony czas chcą nadrobić na drodze, jak komuś się śpieszy to ten ktoś nie myśli na drodze. Jeżdżenie jak wszyscy jest nudne, czyli szybko i nie przepisowo. Większość kierowców nie daje kierunkowskazu jak opuszcza rondo. Dlaczego? Bo inny tez nie dał jak ja wjezdzalem na rondo no to ja innemu tez nie włącza. I w taki sposób tworzy się łańcuszek nienawiści który trzeba przerwać i być madrzejszym i nie robić innemu co tobie nie miłe. Żyjemy w czasach średniowiecznych i dlatego tak jeździmy. Bierzemy przykład z Niemców to jest rozwinięty kraj. Mój znajomy był niedawno we Włoszech na wakacjach, jechał drogą dwupasmowa z ograniczeniem do 70 km /h, wszyscy włosi jechali 70-60km/h a on jako jedyny pędził 120. Nie dość że miał wolne jechał na plażę się byczyc i tak pędził a włosi byli w trakcie prowadzenia normalnego trybu życia, jechali do pracy, zalatwiali sprawy i nikomu nigdzie się nie spieszy.
  6. Zgadzam się z wszystkimi , że instruktorzy są współodpowiedzialni za wszechstronne wyszkolenie i przygotowanie do samodzielnego rozwoju przyszłych kierowców. Jednak zrzucanie na nasze barki wszystkich zaniedbań wychowawczych z jakimi dorośli już kursanci rozpoczynają społecznie ważne starania o uzyskanie prawa jazdy jest zadaniem z jakim żadna nawet najlepsza , prowadzona przez najwybitniejszego właściciela szkoła jazdy sobie nie poradzi. Musimy pamiętać ,że jesteśmy tylko jednym z wielu uczestników procesu łącznie z najważniejszym wychowywaniem w rodzinach i szkołach. Oczywiście trzeba ubolewać, że słabym ogniwem w tym łańcuchu wieloletniego kształtowania postaw my również mamy swój udział . Jest całkowicie odmienną sprawą w jaki sposób wykonujemy swoją pracę i co należy jak najszybciej zmienić aby podnieść jej jakość ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.