Jednorazowa teoria?

egzamin teoretyczny na prawo jazdy

Kierowcy, którzy mają prawo jazdy np. kategorii B i starają się o uprawnienia na ciężarówki lub autobusy, mieliby zdawać tylko egzamin praktyczny. Z taką inicjatywą wystąpił poseł Paweł Szramka. – A co z wiedzą specjalistyczną? – dopytują eksperci z branży szkoleniowej.

Parlamentarzysta Kukiz’15 złożył w tej sprawie interpelację. Przypomina ministrowi infrastruktury i budownictwa, że: „Każdy kierowca, który posiada już prawo jazdy danej kategorii, i który postanawia uzyskać uprawnienia na inną kategorię, jest zobowiązany do ponownego zdania części teoretycznej egzaminu na prawo jazdy”. I przekonuje: „W ocenie wielu kierowców i ekspertów jest to zbędna konieczność, zważywszy na fakt, iż przepisy ruchu drogowego są identyczne dla posiadaczy wszystkich kategorii prawa jazdy. Nie ma więc żadnej logicznej przesłanki przemawiającej za utrzymaniem obowiązujących przepisów”.

Poseł Szramka pisze o „wyjściu naprzeciw oczekiwaniom kierowców” i postuluje zmiany w ustawie o kierujących pojazdami. Pyta, czy ministerstwo podejmie się zmiany „niekorzystnych” dla obywateli przepisów. Resort jeszcze do sprawy się nie ustosunkował. Do czasu zamknięcia tego numeru miesięcznika nie odpowiedział również na pytania dotyczące wspomnianej interpelacji przesłane przez redakcję „Szkoły Jazdy”.

– Odpowiedź jest w przygotowaniu – usłyszeliśmy w biurze prasowym MIiB.

Wyższa szkoła jazdy

Za to eksperci od szkolenia i egzaminowania chętnie komentują temat.

– Kategorie C i D to szkoła wyższa dla kierowców. Musi być też wyższy poziom szkolenia – stwierdza Leszek Kida, kierownik wydziału egzaminowania Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnobrzegu. – Oceniając problem w kontekście BRD można powiedzieć, że kierowca motocykla czy osobówki może spowodować wypadek, a kierujący autobusem lub ciężarówką – katastrofę.

Kida zwraca uwagę na wielką odpowiedzialność ciążącą na kierowcach zawodowych, ale również obszerną wiedzę, którą muszą przyswoić.

– Zasady przewozu ładunków, dokumenty transportowe, czas pracy – wylicza.

Rzeczywiście, trudno porównać pakowanie walizek do bagażnika z załadunkiem 30-tonowej naczepy. Czy takimi wyzwaniami, jak platformy kolejowe, przeprawy promowe.

– Można by przewrotnie zapytać: po co komuś studia, skoro ma średnie wykształcenie? – komentuje Tomasz Rejek, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych w Gdyni.

Szef PSPD sięga po takie same porównania, jak egzaminator nadzorujący WORD Tarnobrzeg.

– Kolejne kategorie praw jazdy to stopniowanie wiedzy – tłumaczy. – Kompetencje kierowcy zawodowego muszą być wyższe od kompetencji osób, które jeżdżą tylko autami osobowymi. Egzaminy są więc bezwzględnie potrzebne. Takie przepisy znajdują odzwierciedlenie również w regulacjach UE.

Przypomina też, że zawodowi kierowcy co pięć lat mają obowiązkowe szkolenia okresowe. Żeby odnowić uprawnienia, muszą przejść badania lekarskie, psychologiczne i zaliczyć pięć dni zajęć.

– A człowiek, który dopiero stara się o kategorię C, miałby być zwolniony z kursu i egzaminu teoretycznego? – pyta retorycznie prezes PSPD.

Mniej wiedzy ogólnej, więcej specjalistycznej

Tak liberalne podejście do kwestii szkolenia kierowców nie przekonuje nikogo z naszych rozmówców. Dyrektorzy WORD-ów mówią to samo, co właściciele OSK. A to naprawdę rzadkość.

– Można założyć, że posiadacz prawa jazdy kategorii B zna przepisy drogowe. Ale co z wiedzą specjalistyczną? Nauczy się we własnym zakresie? Ile osób podeszłoby do tego uczciwie? – zastanawia się Marta Ogryzek, współwłaścicielka ośrodka szkolenia kierowców w Olsztynie. – Uczenie się tylko z Internetu, książek, to nie to samo, co zajęcia z fachowcem, który wyjaśni, doradzi. Poza tym obowiązek zaliczenia szkolenia i egzaminu mobilizuje kursantów.

– Kurs i egzamin zawsze stanowią pewną dolegliwość dla zdającego – przyznaje Zbigniew Przeworek, dyrektor WORD-u w Pile. – Sprawdzenie wiedzy jest jednak konieczne. Trzeba na to patrzeć w kategoriach odpowiedzialności, a nie uprzykrzania życia kierowcom.

Autor interpelacji zapewne zgodziłby się z ostatnią częścią zdania. Swoich intencji nie chciał jednak szerzej przedstawić na łamach „Szkoły Jazdy”. Kierowniczka biura poselskiego tłumaczyła, że Paweł Szramka jest w Brukseli. A po powrocie ma napięty terminarz. Mówiła, że postara się jednak odpowiedzieć na nasze pytania. Niestety. Żadnego maila lub telefonu się nie doczekaliśmy.

– Nie słyszałem o tej interpelacji, ale jeśli parlamentarzyści chcą jakoś ulżyć kandydatom na kierowców, to dyskutować warto – stwierdza Krzysztof Bandos, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. – Może wprowadzić jakieś inne rodzaje testów? Mniej pytań? Mniej wiedzy ogólnej, więcej specjalistycznej? Może e-learning?

Zgadza się z argumentem posła Szramki, że każdy kierowca, choćby miał uprawnienia tylko na motorower, choćby robił prawko pół wieku temu, kodeks drogowy powinien znać.

– Ale czy śledzi zmiany prawa, różne nowinki? Czy zdałby egzamin teoretyczny tak z marszu, bez nauki? Obawiam się, że nie – mówi Bandos. – Niedawno miałem zajęcia z kierowcami pojazdów uprzywilejowanych i oni też wielu oczywistym dla mnie przepisom się dziwili. A dwadzieścia lat karetkami jeżdżą!

Może warto by więc wprowadzić zasadę, że kto robił prawko więcej niż pięć lub dziesięć lat temu, musi ponownie przejść kurs i egzamin z  teorii. A kto ma świeższą wiedzę – zalicza część teoretyczną tylko w formie e-learningu.

– Ale wiedza specjalistyczna, dotycząca przywozu osób, przewozu rzeczy musi być rzetelnie zweryfikowana – podkreśla prezes PFSSK. – Kierujący ciężarówką ma kilkadziesiąt ton „pod nogą”. Kierowca autobusu odpowiada za kilkadziesiąt osób!

Ułatwienia? Już są. Może być więcej.

O ewentualnych zmianach formuły egzaminów mówią też inni eksperci. Zwracają uwagę, że z innego pułapu startuje kierowca, który posiada prawo jazdy kategorii B, C, E i stara się o kategorię D. Inaczej zaś należy traktować kierowcę, który jeździł tylko autami osobowymi lub jednośladami.

– Testy można by przygotować w różnych wariantach. Inny zakres zagadnień, inne rozłożenie akcentów – proponuje Marta Ogryzek.

Prezes PSPD przypomina, że przepisy dotyczące uzyskiwania kolejnych kategorii zostały już zliberalizowane.

– Swego czasu był egzamin teoretyczny od E do C. Przyczepy, naczepy. Ten obowiązek zniesiono, mimo różnych opinii, różnych argumentów – opowiada Rejek. – Ja byłem na tak. Powtarzanie teoretycznego nie miało sensu. Przecież bardzo często egzamin na E robiła osoba, która kilka miesięcy wcześniej uzyskała C.

Kandydaci na kierowców mogą też korzystać z innych ułatwień. Na przykład posiadacze kat. B1, którzy chcą uzyskać pełne B, przechodzą krótszy kurs (dwadzieścia godzin) i zdają tylko egzamin praktyczny. Przejście z A1 na A2 również jest uproszczone. Egzaminu teoretycznego nie ma. Trzeba zaliczyć dziesięć godzin szkolenia i jazdę egzaminacyjną. Taka sama procedura dotyczy awansu z kategorii A1 lub A2 na A. Jeśli chcemy zrobić uprawnienia B+E, czyli osobówki z przyczepą, lawetą, WORD nie sprawdza naszej znajomości teorii, a wyłącznie praktyczne umiejętności. Posiadacze kategorii C+E mogą jeździć także autobusem z przyczepą (posiadając kat. D) i oczywiście samochodem osobowym z przyczepą.

Nie chodzi o kasę

Dalsze łagodzenie, upraszczanie przepisów na pewno spodobałoby się kandydatom na kierowców. Oznaczałoby oszczędność czasu i pieniędzy. Ale warto zwrócić uwagę, że teoretyczna część szkolenia i egzaminu stanowi niewielką część kosztów uzyskania prawa jazdy. WORD-y kasują za testy tylko 30 zł, niezależnie od tego, na jaką kategorię zdajemy. Natomiast egzaminy praktyczne kosztują od 140 zł (kat. AM i B) do 245 zł (C+E oraz D+E). Egzaminy na C i D – po 200 zł. Różnicę kosztów teorii i praktyki jeszcze wyraźniej widać w opłatach za kursy. Zainteresowanym kategorią B „samoukom” szkoły jazdy oferują zniżki 50-100 zł. Przy cenie szkolenia na poziomie 1,5 tys. zł.

Kurs na kat. C organizowany przez Pomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych kosztuje 2,4 tys. zł. Ile taniej byłoby bez części teoretycznej?

– Nie podam konkretnej kwoty: 100 czy 200 złotych – mówi Tomasz Rejek. – Ale procentowo to bardzo mało. Oszczędność będzie nieadekwatna do konsekwencji, które może ponieść kierowca nieposiadający stosownych kompetencji.

Przy cenach kursów na kat. D (4-6 tys. zł) ulga związana z ewentualnym zniesieniem teorii wydaje się symboliczna. Zmiany nie miałyby też wpływu na finanse WORD-ów. Starający się o uprawnienia na ciężarówki i autobusy to zaledwie kilka procent wszystkich egzaminowanych. A zdawalność w tych grupach kierowców utrzymuje się na poziomie 70-80 proc.

– Na kategorię C w październiku mieliśmy 65,6 proc. Na kategorię D – 77,8 proc. – wyjaśnia egzaminator nadzorujący w tarnobrzeskim WORD-zie. – Teraz jest łatwiej niż kiedyś. Baza pytań jest jawna. Ogólnodostępna.

– My w październiku mieliśmy 67,32 proc. na kategorię C – informuje dyrektor WORD Piła. – Szczerze mówiąc myślałem, że zdawalność jest wyższa. Najbardziej aktualne dane pokazują jednak, że jedna trzecia kierowców musi uzupełnić wiedzę – podsumowuje Zbigniew Przeworek.

Tomasz Maciejewski

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.