Można być chamem za kółkiem, wkurzać wszystkich dookoła i podnosić im ciśnienie? Można! W dodatku taka jazda może być zgodna z przepisami.

Płynność i kultura jazdy idą z sobą w parze, a przynajmniej powinny. O płynności trochę się mówi. A co z kulturą jazdy? Jest to wśród kierowców temat tabu. No bo kto rozmawiałby przy kawie, że dobrze jest czasem wpuścić kogoś przed siebie, jazda na suwak ma sens, pieszego na pasach nie można uznać za powietrze, a dwa miejsca parkingowe są przeznaczone tylko dla dwóch aut… Przecież to nudne i głupie.


Ignorowany temat


Każdy kierowca jest przecież królem, mistrzem i „wyprzedzaczem” w jednej osobie. Jak to zmienić? Być może należałoby zacząć od podstaw szkolenia, czyli kursu nauki jazdy. Problem jednak w tym, że liczba godzin teoretycznych i praktycznych jest mała i pewnie nie ma czasu na zajęcie się kwestią płynności i kultury jazdy. Temat jest nierzadko ignorowany, a tak być przecież nie powinno! Nie możemy się tylko uczyć tego, jak zdać egzamin, ale także jak zachowywać się, jeździć po zdaniu egzaminu i odebraniu dokumentu z napisem „prawo jazdy”. Może się wydawać, że płynność jazdy to nic wielkiego, ale uwierzcie, ma ogromny wpływ na to, co dzieje się na drodze.


Hamowanie bez hamulca


Podobno dobry kierowca hamuje biegami. Tak jak w każdym powiedzeniu, w tym też jest sporo prawdy. Nie odnosi się ono do niczego innego, jak właśnie płynności jazdy. Dlaczego dobry kierowca hamuje biegami? Ponieważ potrafi trafnie przewidywać to, co może wydarzyć się na drodze za kilka sekund. Jest dobrym obserwatorem. Daje mu same korzyści.


Jeżeli jedzie i widzi przed sobą korek, linię podwójną ciągłą, nie siedzi nikomu na zderzaku, nie czai się, jak szpak na czereśnie, tylko zostawia trochę miejsca przed sobą. Gdy tylko auto przed nim hamuje, on, mając zapas miejsca i czasu, po prostu zdejmuje nogę z gazu. Jedzie płynnie, a przy tym oszczędza hamulce, paliwo, a przede wszystkim nerwy. Dzięki temu, że mamy sporo czasu na reakcję, taka jazda z reguły jest o wiele mniej męcząca. Nierzadko zdarza mi się, jadąc np. z Radomia do Kielc, używać hamulca dosłownie kilka razy. Oczywiście nie trzeba popadać w paranoję typu „nie użyję hamulca”, ponieważ dążenie do takich rekordów może nas zgubić. Gdy będziemy potrzebowali ostro depnąć w podłogę, zamiast depnąć po heblach, tylko i wyłącznie zredukujemy.


Na ostro znaczy niebezpiecznie


Jeżeli wydaje ci się, że jesteś dobrym kierowcą, ponieważ jesteś zwolennikiem ostrego, sportowego stylu jazdy - ciągle szalejesz, przebierając nogami z pedału hamulca na pedał przyspieszenia - masz niestety złudne wrażenie szybkiej jazdy. Wydawać by się mogło, że do celu dotrzesz szybciej, bo co chwilę depczesz w podłogę. Ale to tylko złudzenie. W takiej sytuacji pewne jest jedynie to, że twoi pasażerowie zmęczą się takim stylem jazdy. Nie będą się zastanawiać, o której dotrzecie do celu, ale czy w ogóle.


Slalom, test łosia i pomiar przyspieszenia


Nie tak dawno widziałem, jak pewien starszy pan szarpał swojego lanosa przez kilka dobrych skrzyżowań. Wyprzedzał co prawda mnie i innych kierowców, ale tylko na chwilę. Pewnie, ku jego zdziwieniu, wyprzedził mnie wiele razy. Kto wie, może o to w tym wyścigu chodziło? Jechał raczej zgodnie z przepisami, ale tak nerwowo i ostro, że slalom, test łosia, kontrolę hamulców i pomiar przyspieszenia jego lanos zaliczył chyba piętnaście razy. Zupełnie niepotrzebnie.


Wystarczyło jechać rozważnie. Włączyć zmysł obserwacji i policzyć sobie w myślach, że w tym miejscu szybsza jazda, zwłaszcza slalomem i z piskiem opon na jedynce na wczesnym zielonym spod świateł, nie da zupełnie nic. No, może poza wzrostem ciśnienia oraz przypływem adrenaliny, a bardziej stresu. O większym zużyciu samochodu i wyższych kosztach za przejazd poprzez zwiększone zużycie paliwa nie trzeba nawet pisać.


Ekojazda popłaca!


Dzięki płynnej jeździe stajemy się ekokierowcami. To przecież jeden z ważniejszych elementów eco-drivingu. Gdy jedziemy eko, nasze auto pali mniej, a my oszczędzamy pieniądze. Silnik, hamulce oraz tarcze zużywają się w mniejszym stopniu. Znowu oszczędzamy pieniądze i czas, który musimy poświęcić mechanikowi.


To nie wszystko. Zwiększamy komfort jazdy. Zarówno nasz, jak i pasażerów. Płynna jazda jest dużo bardziej mniej męcząca od stylu sportowego, czyli szarpanego. O ile kierowca trzyma się kierownicy i wie, jaki głupi numer za chwilę odstawi na drodze, to pasażer, który tylko najzwyczajniej w świecie chce podziwiać okolicę przez szybę, nie może tego robić. Dlaczego? Bo robi mu się słabo i niedobrze gdy obserwuje, jak prowadzi kierowca.


Dzięki płynnej jeździe zwiększamy bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego. Mniej agresywny styl jazdy jest także bardziej przewidywalny. Głupie zachowania, np. nagłe hamowanie lub przyspieszanie, mogą spowodować efekt domina. Pozostali kierowcy mogą je małpować do tego stopnia, że w końcu któryś z nich zawini, pomyli się, nie zdąży i dochodzi do wypadku.


Trzeba także wspomnieć o poprawianiu płynności ruchu na drodze. Ten punkt jest bardzo ważny. Zwłaszcza jeżeli mamy na myśli obszary zabudowane. Jeżeli ktoś dostrzeże przed sobą kierowcę niejadącego płynnie, zawsze stara się zostawić przed sobą więcej miejsca niż mu to jest potrzebne. Dlaczego? Nie wie po prostu, co tamtemu może przyjść do głowy.


Nie muszę? Jadę dalej!


Wróćmy jednak do tytułu artykułu. Czy jeśli jeździmy zgodnie z przepisami, możemy już uchodzić za dobrego kierowcę? Pewnie, że nie!


Kiedyś wdałem się w dłuższą polemikę na temat motoryzacji. Rozmawiałem ze znajomymi. Dyskutowaliśmy właśnie o kulturze na drodze. Jedni stwierdzali, że często ustępują innym, drudzy wręcz przeciwnie. Nie ustępują, bo po prostu nie muszą. Nie wpuszczą nikogo z podporządkowanej (zazwyczaj takim kierowcom sztywnieje szyja i łapią zawias, żeby tylko nie spojrzeć na kierowcę, który oczekuje na odrobinę dobroci), bo mają pierwszeństwo. Nie ustępują pieszym, ponieważ nie muszą. Przecież mają pierwszeństwo dopiero na pasach. Jeśli więc stoją obok przejścia, to niech sobie stoją. Nie muszę? Jadę dalej.


Problem pojawi się wtedy, gdy sytuacja się odwróci. To my będziemy tym pieszym albo takim kierowcą na podporządkowanej. Wtedy zrozumiemy, że gdyby wszyscy byli uprzejmi wobec siebie, świat wyglądałby inaczej. Suwak zadziała, ruch będzie bardziej płynny, a my dotrzemy do celu szybciej. Zazwyczaj działa to inaczej. Skoro wczoraj kierowca wcielił się w rolę pieszego, stał na podporządkowanej i nikt nie chciał mu ustąpić, to dzisiaj, siedząc w samochodzie, postąpi tak samo.


Dobro wraca z podwójną siłą


Ktoś kiedyś musi dobre praktyki próbować zaszczepiać. Jeżeli nie ty, nie teraz, nie od dziś, to nic się nie zmieni. Niestety…


Jak już wywnioskowaliście, płynność i kultura idą z sobą w parze. Jeżeli będziemy starać się je stosować, siedząc za kółkiem, zaczniemy sobie wyrabiać na swój temat pozytywną opinię. Jeżeli któryś z twoich pasażerów powie ci, że po kilkuset kilometrach nie czuje się zmęczony, wiedz, że jesteś dobrym kierowcą. Ponoć dobro wraca z podwójną siłą. Jak się kulturę zacznie kierowcom zaszczepiać, będzie jej po prostu więcej. Wszak łatwiej wykonać uprzejmy gest wiedząc, że ktoś kiedyś i nad nami się zlitował. Do roboty!


Albin Sieczkowski, autor bloga StrefaKulturalnejJazdy.pl

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0