Aktualności Jazda na wesoło

Kurs nauki jazdy, a tym bardziej późniejszy egzamin, to dla większości kursantów pasmo nerwów i stresów. Zdarzają się jednak zabawne i nieprzewidziane sytuacje. Sprawdziliśmy, co bawi kursantów i instruktorów.

Kiedy Kamil Wojtasiuk ze Szczecina jako 19-latek rozpoczynał kurs prawa jazdy, nie czuł się zbyt pewnie za kierownicą.


- Samochody nigdy nie były moją największą pasją, oczywiście miałem jakieś próby za kierownicą z tatą, czy mniej oficjalnie z kolegami, ale prawdziwych umiejętności niewiele - wspomina. - Odczuwałem więc dużą presję, bo po pierwsze, zależało mi, żeby mieć już prawo jazdy, a po drugie, wiadomo, nie chciałem się ośmieszyć. To mnie bardzo stresowało. Potem zobaczyłem swojego instruktora… I kolana ugięły się pode mną jeszcze bardziej, bo stanął przede mną starszy jegomość z grobową miną. A nieraz słyszałem opowieści o niemiłych, opryskliwych czy groźnych instruktorach.


Po wielu latach pan Kamil wspomina tę sytuację z uśmiechem, ponieważ, jak się szybko okazało, starszy pan, który miał go uczyć, okazał się mistrzem dowcipu.


- Na wejście opowiedział dwa kawały, tak że od razu lody pękły - mówi. - Potem często, nawet w trudnych sytuacjach, obracał różne rzeczy w żart, szczególnie kiedy widział, że coś mi nie wychodzi, przez co się frustruję i idzie mi jeszcze gorzej. To pomagało. Sympatycznie wyśmiewał też różne sytuacje, które wynikały z mojego roztargnienia albo niewiedzy. Oczywiście potem to na poważnie omawialiśmy, ale jednocześnie nauczyłem się patrzeć na sytuację na jezdni z pewnym przymrużeniem oka i mieć dystans do siebie jako kierowcy. To bardzo przydatne dzisiaj.


Przyjazna atmosfera bardzo pomaga


Poczucie humoru instruktora i umiejętność stworzenia przez niego przyjaznej, pozytywnej atmosfery to jedna z najbardziej cenionych przez kursantów cech. Szkoleniowcy również przyznają, że lepiej pracuje im się w wesołej atmosferze, a różne sytuacje na drodze i w aucie często sprzyjają żartom i śmiechom.


 - Jest mnóstwo anegdot o kursantach i tym, co czasem wyczyniają na drodze - potwierdza Ryszard Kamiński z OSK Kamiński z Łomży. - Oczywiście to kwestia indywidualna i wszystko zależy od charakteru instruktora i kursanta. Nie każdy w każdej sytuacji się zaśmieje. Oczywiście są słynne momenty mylenia kierunków przez panie, ale chyba najbardziej zabawne dla instruktorów są spontaniczne reakcje młodych kierowców na drodze. Z bezradności albo zaskoczenia często wyrywają im się śmieszne powiedzonka albo zastygają w bezruchu z dziwną miną… Oczywiście nikt z nas nie śmieje im się w twarz, ale to jest zabawne i sympatyczne.


Przesiadka środkiem


Również w szkole jazdy Duet w Krośnie krążą anegdotki na temat kursantów.


 - Niezmiennie śmieszy mnie, kiedy jedziemy gdzieś z poczatkującym kursantem, ja prowadzę, na miejscu zatrzymuję się i proszę, aby kursant przesiadł się na miejsce kierowcy - mówi jeden z instruktorów z Duetu. - Wtedy ja wysiadam, a kursant, zamiast również wysiąść i przejść dookoła, gramoli się środkiem na drugie siedzenie. To często się powtarza. Często też kursanci w zabawny sposób, po swojemu, nazywają różne elementy samochodu albo manewry, na przykład wskaźnik pomiaru oleju - patyczkiem.


- Czasami kursanci robią rzeczy naprawdę absurdalne i niezrozumiałe - dodaje Anna Stortz-Skręty ze szkoły Crazy Driver ze Szczecina. - Jedna dziewczyna z kompletnie nieznanych mi przyczyn, kiedy chciała zmienić bieg na wyższy, wyłączała silnik, podwyższała bieg i próbowała ruszyć na przykład z trójki. To było bardzo zabawne… trzy pierwsze razy. Kiedy zdarzało jej się to po dziesięciu godzinach - już nieco mniej.


Zabawne powiedzonka


Instruktorka przywołuje również śmieszne stwierdzenia kursantów. - „Kierownica mi się skończyła” - bardzo często mówią przy mocnym zakręcie w którąś ze stron - mówi. - Niedawno natomiast jedna z pań oznajmiła, wykonując łuk do tyłu, oczywiście na wstecznym „Jakoś szybko ten samochód jedzie, chyba jadę na dwójce”.


- Ja mam niestety mieszane uczucia, jeśli chodzi o instruktorów i ich poczucie humoru, i dwa różne doświadczenia - komentuje młoda adeptka kursu Monika Czarko. - Mój pierwszy instruktor był bardzo dowcipny, ale chyba tylko jego bawiły te kawały. Często czułam się niezręcznie lub miałam wrażenie, że się ze mnie wyśmiewa. To na pewno nie dodawało mi pewności siebie. Natomiast kolejny pan wiedział, kiedy zażartować i na co może sobie pozwolić. A że zdarzało mi się robić naprawdę niezłe głupoty na drodze, śmialiśmy się z tego razem.


Anna Łukaszuk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0