Jazda na suwak. Tak prosta, tak trudna

Kierowcy mają poważny problem z jazdą po schodzących się pasach ruchu. Na tyle, że planowane jest wprowadzenie nowego znaku, który uporządkuje sytuację.

Obecnie miejsca łączenia się pasów ruchu są punktami zapalnymi. W świetle prawa zmieniający pas stoją na przegranej pozycji. Muszą ustąpić pierwszeństwa kierowcom z pasa, na który zamierzają wjechać. Oni z kolei nie zawsze okazują uprzejmość i uniemożliwiają wykonanie manewru. Panuje przekonanie, że zmieniający pas jest cwaniakiem, który chce zaoszczędzić czas, na czym cierpią osoby jadące swoim pasem. Napięcia niejednokrotnie prowadzą do nieprzyjemnych czy niebezpiecznych wręcz sytuacji. W sieci nie brakuje filmów prezentujących wyczyny kierowców wymuszających pierwszeństwo i ryzykujących spowodowanie kolizji, jak również stojących na straży „szeryfów”, którzy w mylnym poczuciu sprawiedliwości zajmują oba pasy ruchu, żeby uniemożliwić ich pełne wykorzystanie nawet na setki metrów przed zwężeniem.

Bez dyscypliny i uprzejmości się nie obejdzie

Poczucie niesprawiedliwości i posądzanie innych o drogowe cwaniactwo będą istniały tak długo, jak kierowcy nie zrezygnują z opuszczania kończącego się pasa w różnych jego miejscach. Jeżeli wszyscy wykorzystywaliby go w pełni i zjeżdżali na jego końcu, ruch przebiegałby płynniej, a korzystanie z zanikającego pasa nie tworzyłoby okazji do wyprzedzania innych aut. Pełne wykorzystanie drogi jest niezwykle ważne, gdyż skraca sznur samochodów. Oznacza to mniejsze prawdopodobieństwo powstania kolejnych zatorów – szczególnie w obszarach miejskich, gdzie nie brakuje skrzyżowań. Gdyby kierowcy przestali marnotrawić miejsce na drodze, mogłoby okazać się, że większa liczba z nich byłaby w stanie zmienić kierunek jazdy lub przejechać przez skrzyżowanie w jednym cyklu sygnalizacji.

By jazda na suwak przynosiła oczekiwane efekty, kierowcy muszą wykazać się zarówno dyscypliną, jak i uprzejmością. Wystarczy, że jeden z nich nie ustąpi, a drugi zacznie się wahać i znacznie zwolni, a zostanie uruchomiona reakcja łańcuchowa. Zaburzenia tempa jazdy zaczną szybko rozprzestrzeniać się po sznurach jadących pojazdów, w skrajnej sytuacji doprowadzając do stłuczek. A wówczas korek murowany. Kierujący od pierwszych godzin w aucie powinni mieć wpajaną ideę zasady „jazdy na suwak”. Byłoby idealnie, gdyby instruktorzy zwracali im uwagę na fakt, że wpuszczenie pojedynczego pojazdu nie przekłada się na jakąkolwiek stratę czasową. To dystans, który pokonuje się w ułamku sekundy!

Co z tym znakiem?

Do czasu wprowadzenia nowych regulacji prawnych policja będzie miała związane ręce i może jedynie zalecać jadę na suwak. Możliwość ukarania „szeryfów” czy kierowców niepoprawnie zmieniających pas ruchu pojawia się jedynie w sytuacji, gdy poruszają się oni z prędkością utrudniającą jazdę innym, zajmują dwa pasy ruchu, przekraczają linię ciągłą bądź w jeszcze inny sposób powodują zagrożenie.

Uregulowanie zasad ruchu w obszarach oznaczonych nowym znakiem jest proponowane od dłuższego czasu. Pod koniec 2012 roku podczas Międzynarodowego Kongresu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w ramach projektu „Drogi zaufania” Grzegorz Dziedzina z GDDKiA omówił stan przepisów w zakresie oznakowania i kierunki zmian. Wśród propozycji było ograniczenie liczby znaków, ujednolicenie oznakowania w Polsce i krajach Unii Europejskiej, przywrócenie zaufania kierowców do oznakowania oraz standaryzacja oznakowania. Jedną z sugestii były znaki D-56 informujące o konieczności „jazdy na suwak”. Od kilku lat ich różne mutacje można spotkać na drogach z dopiskiem „zalecana zasada ruchu”. Nowelizacja prawa zatwierdziłaby znak, jak również zobligowała kierowców do pożądanych zachowań – jazdy do końca pasa oraz stosowania reguł „jazdy na suwak”.

Zmiana dopiero za dwa lata?

Nieoficjalnie mówi się, że na zmiany kierowcy będą musieli poczekać nawet do drugiej połowy 2018 roku. Trzymamy kciuki, by idea nowelizacji nie zaginęła w morzu innych projektów. Najlepiej, gdyby udało się ją połączyć z innymi poprawkami. Warto dodać, że wśród propozycji nowych znaków z 2012 roku pojawiły się też tablice zawężające obowiązywanie danego ograniczenia (np. prędkości) do czasu opadów atmosferycznych oraz rekomendujące obniżenie prędkości w trakcie jazdy we mgle w zależności od skali ograniczenia widoczności. Dodatni wpływ na bezpieczeństwo z pewnością miałoby wprowadzenie zakazu wyprzedzania z prawej strony na drogach ekspresowych i autostradach. Aktualnie manewr nie jest zakazany, jednak często prowadzi do powstania groźnych sytuacji. Nieprzypadkowo obowiązuje m.in. w Niemczech, a jego naruszenie jest karane mandatem w wysokości 100 euro z możliwością zwiększenia do 200 euro w przypadku stworzenia zagrożenia.

Łukasz Szewczyk

foto: Adrian Grycuk (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], Wikimedia Commons

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.