Jazda defensywna – studium przypadku

nauka jazdy

Warto uczyć podstaw jazdy defensywnej, bo znacznie ułatwiają proces kształcenia kierowców, dają dużo większy margines na błędy i przede wszystkim szanse młodemu człowiekowi na bezpieczniejszy początek samodzielnej jazdy już po zdanym egzaminie.

Szanowni Szkoleniowcy! Proszę sobie wyobrazić sytuację: kilka lat temu, listopad, pierwsze poważne zmiany warunków pogodowych , mroźny poranek, śnieg prószy. Rozpoczynam „jazdę” z osobą, która zapisała się na kiedyś wymagany kurs dodatkowy. Po niezdanych trzech egzaminach ów kandydat na kierowcę z wielkim niezadowoleniem przybył na kolejne lekcje jazdy. Był to osobnik, którego nie znałem, ponieważ cały kurs podstawowy realizował w innym ośrodku szkolenia. Zatem na początku pierwszego spotkania wypytałem jaki był mniej-więcej przebieg jego szkolenia i co się wydarzyło na egzaminach. Zapewniał, że został bardzo dobrze „przygotowany do egzaminu” i ogólnie był zadowolony ze swojego kursu, jednak coś poszło nie tak…

Samochód, jak zwierzę

Po krótkiej rozmowie, przygotowujemy się do jazdy. Zapinam pas, kursant wyraża obawy co do jazdy w zimowych warunkach, ponieważ cały swój kurs zrealizował latem, tylko w dzień i tylko po Toruniu. Omawiam z nim zasady bezpieczeństwa i pomagam bezpiecznie ruszyć. Wyjeżdżamy z parkingu na ulicę w prawo, kursant na obserwację tylko lewej strony poświęca około jednej sekundy, robi to w pośpiechu, bo przecież samochód jadący na drugim biegu narzuca tempo jazdy. Gdyby odbywało się na tej drodze wyprzedzanie to oczywiste jest, że kursant wjeżdża prosto na czołówkę. Ze świata zewnętrznego cała scena musiała wyglądać dość komicznie, bo to tak jakby wprawić w ruch kulę do kręgli a następnie próbować ją dogonić. W rękach „doświadczonego” kursanta samochód sprawiał wrażenie zbuntowanego zwierzęcia. Szybkie ruchy podające kierownicę z ręki do ręki, następnie złapanie toru jazdy i „już” jesteśmy w ruchu. Czy aby na pewno? Czy już zakończyła się faza włączania się do ruchu? Mając 17km/h trudno mówić o płynnym i zdecydowanym zaistnieniu w ruchu. Chwila cierpliwości, nieśmiałe dodanie gazu i bieg trzeci przy 20km/h. Hmmm warunki faktycznie nie najlepsze, więc zadaję pytanie z nutką pochwały, czy to taka zamierzona płynność i powściągliwość? Kursant jednak odparł z lekkim zdziwieniem w głosie, że zawsze tak zmienia biegi, bo zawsze przy tej prędkości powinien być trzeci bieg. Ręce opadają. Ale cóż, już dawno należałoby przywyknąć do najróżniejszych „ciekawych” wytłumaczeń osób uczących się.

„Hamulec się zepsuł!”

Pełne skupienie wyrysowane na twarzy kursanta patrzącego się 30 metrów przed siebie, nie daje żadnych szans na dodatkowy luksus zerkania w lusterka. Jedziemy po niezbyt ruchliwej ulicy z prędkością 40km/h, warunki znośne, ale nawierzchnia dość śliska. Na obserwowanym przeze mnie sygnalizatorze włącza się światło żółte. Prędkościomierz ani myśli zmieniać swojego położenia. W myślach zastanawiam się kiedy kierujący raczy zwolnić, przynajmniej ująć odrobinę nogę z gazu. I w tym przypadku umysł ucznia przesiąknięty schematyczną jazdą zdecydował się na bardzo konkretne acz późne działanie. Prawa noga zdecydowanym ruchem nacisnęła hamulec. Zdziwienie! Panika! „hamulec się zepsuł!” krzyczy spanikowany kursant podrywając prawą nogę. Jak się domyślamy, powodem zaskoczenia był system ABS, którego naturalną cechą jest drżenie/pulsowanie samego pedału hamulca. Jest to powszechnie znane nam zjawisko świadczące o prawidłowym działaniu systemu. Należałoby jednak zastanowić się dlaczego ABS rozpoczął pracę?!

To jasne. Kursant nacisnął hamulec tak samo jak robił to zawsze podczas letniego kursu nauki jazdy. Późno i mocno. Wystarczyło, że na moment doszło do uślizgu kół. A mogło być tak pięknie gdyby tylko ujął nogę z gazu wcześniej. Nigdy nikt nie pokazał mu jak hamować awaryjnie, i tak przejeździł kilkadziesiąt godzin L-ką. Zatem nie otrzymał nawet cienia szansy by jakkolwiek zareagować na sytuację awaryjną i w dodatku w trudnych warunkach.

Jednak po tym co zaszło, postanowiłem sprowadzić kursanta na najbliższy parking, zasiąść za kierownicą i dotrzeć na plac manewrowy defensywnym stylem jazdy. Po drodze wyjaśniłem osobie szkolonej, że albo sama się oszukuje, albo została oszukana. Porozmawialiśmy do czego służy system

ABS i jaka jest charakterystyka zachowań samochodu podczas hamowania w różnych warunkach.

Zacznijmy od początku

Pokazałem na przykładach, jakie korzyści ma duży odstęp oraz patrzenie jak najdalej się da. Dotarliśmy na plac, zaczęliśmy naukę jazdy od początku. Obsługa gazu, hamulca, sprzęgła, obserwacja lusterek, wiele technik ruszania, zatrzymywania się a także hamowanie awaryjne z bardzo małych prędkości. Kursant powoli odkrył właściwe zastosowanie skrzynki biegów. Slalom między pachołkami to dobry trening właściwego kręcenia kierownica, oceny gabarytów pojazdu, a także nauka precyzyjnego operowania pedałem przyspieszenia. Na drugiej jeździe kursant przestał „gonić” za samochodem, kilka prostych ćwiczeń ułatwiło zarządzanie prędkością.

Niestety odkręcanie nieprawidłowych przyzwyczajeń wymagało dużego wysiłku. Taka troszkę podwójna robota. Tylko dlatego, że ktoś kiedyś na kursie podstawowym nie raczył dać temu młodemu człowiekowi szansy na zrozumienie samochodu. Oczywiście, nie da się zupełnie obiektywnie ocenić pracy instruktora po późniejszych wyczynach kursanta, ale trafiając na wiele podobnych przypadków trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś się do swojej pracy nie przyłożył.

Instruktorzy często pozornie zyskują na czasie ograniczając zajęcia na placu. Wczesny wyjazd na miasto pogłębia negatywny stres, a wszystko co robi kursant podszyte jest paniką i nie ma nic wspólnego z nauką i panowaniem nad samochodem.

Młody kierowca obarczony nieprawidłowymi nawykami przez lata nieprecyzyjnej jazdy wyrobi sobie swój własny styl, zazwyczaj jeszcze gorszy i zniekształcony przez wpływ innych kierowców. Tak rodzi się „bylejakość” polskich kierowców.

Zmniejsz ryzyko kolizji

Dla porównania posłużę się przykładem wielu osób szkolonych o przeróżnym poziomie predyspozycji do prowadzenia samochodu, które to osoby miałem okazję szkolić na przełomie lata i jesieni. Otóż każdy kursant uczony przeze mnie podstaw jazdy defensywnej w naturalny sposób potrafił dostosować swój styl jazdy do trudniejszych warunków drogowych, które zastał pod koniec swojego szkolenia. Jeśli zawsze będziemy utrzymywać odstęp minimum 4 sekund od pojazdu poprzedzającego wówczas mamy więcej czasu na podjęcia decyzji i działanie. Większa przestrzeń strategiczna bezpośrednio przekłada się na płynność jazdy. Wczesne hamowanie (tzw. hamowanie degresywne) daje nam ogromny margines bezpieczeństwa nawet na najbardziej zmiennych nawierzchniach. Będzie miało także ogromny wpływ na każdy pojazd jadący za nami. Jazda defensywna nie zajmuje się ustalaniem kto spowodował wypadek, kto jest winny, lecz tym jak można było tego wypadku uniknąć. Hamując wcześniej sprawdzamy hamulce, na bieżąco poznajemy przyczepność nawierzchni, wytracamy na początku główną energię kinetyczną – czyli wtedy kiedy jest na to miejsce i czas, a nie wtedy kiedy tego miejsca zabraknie. Hamując wcześniej niejako zmuszamy kierujących za nami do również wcześniejszego płynnego zwalniania, zatem ryzyko kolizji zmniejsza się. Osoba szkolona, która posługuje się takimi nawykami o wiele lepiej odnajduje się także zimą. Osoby uczone podstaw jazdy defensywnej nie miały problemu z wyczuciem nawierzchni czy jako-takim dopasowaniem swoich zachowań do trudnych warunków.

Zalet stosowania podstaw jazdy defensywnej jest wiele, pojawiają się same z biegiem czasu. Doświadczeni kierowcy doznają uczucia nowej radości z jazdy, bo staje się ona płynna i daje poczucie kontroli nad samochodem. Problem w tym, że kierowcy w Polsce jeśli cokolwiek słyszeli o jeździe defensywnej to i tak kojarzą to jedynie z zasadą ograniczonego zaufania i szczególnej ostrożności. Co więcej, często na szkoleniach doskonalenia techniki jazdy większość kierowców reaguje agresją na inteligentne argumenty, a koronnym stwierdzeniem jest „ Panie, jak ja bym miał tak defensywnie jeździć na co dzień to bym nigdy nie dojechał” lub „nie da się jechać z taką odległością”. To tak jakby istniało pojęcie zbyt dużej odległości. Ale jak ktoś jest uzależniony od wyprzedzania na trasie i jeździ „szybko, bezpiecznie 120km/h” to trudno oczekiwać, żeby od razu zrozumiał jak bardzo szarpie się ze samym sobą i innymi na drodze. Jak widać często jazda defensywna kojarzona jest z powolnym przemieszczaniem się. Niestety świadczy to o braku świadomości polskich kierowców, często także zawodowych. To przykre, że trzeba z wielkim wysiłkiem przekonywać ich do ułatwiania sobie życia.

Dopiero gdy kierowcy mają okazję przekonać się o skuteczności zasad defensive driving zaczynają analizować, że faktycznie czas dojazdu prawie się nie różni, jechało się bez nerwów, spokojnie, płynnie, bez wyprzedzania, z dużo mniejszym zużyciem paliwa, w dodatku właśnie dogoniliśmy kierowcę, który pół godziny temu nas wyprzedził i wszystkich przed nami. Zadziwiające. Ilekroć hamowaliśmy degresywnie przekonaliśmy się, że większość dotychczas napotykanych nerwowych sytuacji znika.

Agresywni kierowcy sami prowokują sytuacje nerwowe i awaryjne. Spieszący się przedstawiciel handlowy po całym dniu pracy opowiada swojej żonie o co najmniej kilku sytuacjach niebezpiecznych, które go „spotkały” ale jakoś dał radę. Nie ma pojęcia o tym, że jadący za nim kierowca defensywny dotarł 5 minut później, a każde podobne wymuszenie pierwszeństwa nie było niczym stresującym bo miał przestrzeń strategiczną, mniejszą prędkość i dużo czasu na konstruktywną reakcję. Prosty przykład. Jeśli denerwuje Was kierowca, który w ostatniej chwili hamuje i skręca w prawo to znaczy, że jedziecie zbyt blisko! Kierowca defensywny nie widzi problemu nawet wtedy, gdy ten nagle skręcający kierowca przed nim ma niesprawne światła STOP. Bo przecież mając 5 sekund odstępu spokojnie zdejmujemy nogę z gazu lub lekko hamujemy widząc tę sytuację z perspektywy.

Trzymaj odstęp

A czy zatrzymanie się w korku z odległością 2m od poprzedzającego pojazdu zmienia czas dojazdu do domu? Nie. Ale jak widać, kierowcy uwielbiają podjeżdżać na 40cm. Gdy za nami nadjedzie karetka to wtedy nie ma jak zjechać, sprawnie i szybko zrobić jej miejsce. Ale przecież wolimy wierzyć w bajki, że jak się bliżej dojedzie to na pewno się na zielonym zdąży. A jest dokładnie odwrotnie. Większe odstępy to lepsza widoczność, płynna decyzja i równe ruszenie. Ale to są już szczegóły.

Czy zdarza się Wam widzieć L-kę która czeka na możliwość skrętu w lewo, przepuszcza pojazdy z naprzeciwka, stojąca na skręconych kołach w lewo a nawet ustawioną ukośnie na jezdni? Wyobraźcie sobie co by było, gdyby ktoś lekko uderzył w tył samochodu nauki jazdy. Oczywiście wylądowali by na przeciwległym pasie na czołowym zderzeniu. Tak zginęło już wiele osób. A przecież takie zachowanie wśród instruktorów nie jest rzadkością.

Reasumując. Warto uczyć podstaw jazdy defensywnej, bo znacznie ułatwiają proces kształcenia kierowców, dają dużo większy margines na błędy i przede wszystkim szanse młodemu człowiekowi na bezpieczniejszy początek samodzielnej jazdy już po zdanym egzaminie.

Jednak, żeby tak się stało najpierw instruktor musi w pełni zaufać zasadom jazdy defensywnej. Jeśli sam jeździ pospolicie i się nie rozwija, to trudno mu będzie z pełnym przekonaniem kształcić bezpiecznych kierowców.

 Podstawowe zasady jazdy defensywnej:

• Zawsze zachowuj odstęp minimum 4 sekund od poprzedzającego pojazdu

• Obserwuj obraz w lusterkach prawie tak często jak to co się dzieję przed Tobą

• Obserwuj drogę tak daleko jak to możliwe

• Zwalniaj wcześniej jak tylko widzisz, że przed Tobą ruch się zagęszcza i zwalnia

• Hamuj degresywnie – staraj się wytracić główny impet na początku drogi hamowania a nie na końcu.

• Podczas mocniejszego hamowania zawsze spoglądaj w lusterka

To oczywiście tylko ułamek całej koncepcji „defensive drive”, żeby z niej w pełni korzystać warto przejść specjalistyczne szkolenie jazdy defensywnej u certyfikowanych instruktorów.

W Szwecji, Wielkiej Brytanii czy Austrii jazda defensywna jest podstawą strategii i techniki jazdy od 30 lat. Może u nas za kolejne 30lat też tak będzie.

Adam Knietowski, instruktor techniki jazdy, koordynator szkoleń w ODTJ Toruńska Akademia Jazdy. Specjalista systemów Mobileye

 

Wasze komentarze (9)

  1. Adamie wiesz dobrze, że instruktorzy czasami sami nie potrafią prawidło ruszyć, już nie wspominam o kręceniu kierownicą. Ilu instruktorów hamowało awaryjnie na drodze, czy w sytuacji zaaranżowanej na płycie poślizgowej w ODTJ. Zawód instruktora to już nie wiedza, umiejętności, prestiż to tylko walka o przetrwanie na rynku gdzie OSK obniżają cenę kursu. Jakość szkolenia jest mierna, ale grunt, że kasa wpadła do portfela. Szczerze powiem, że kursanci są bardzo ciekawi eco jazdy, defensywnej jazdy, ćwiczenia hamowania itp. tylko kto ma ich tego uczyć Ty się nie sklonujesz :)
    • "W Szwecji, Wielkiej Brytanii czy Austrii jazda defensywna jest podstawą strategii i techniki jazdy od 30 lat. Może u nas za kolejne 30lat też tak będzie". Moze tak bedzie a moze nie. Ale skoro tak jest obecnie w innych krajach to poco meczyc sie w naszym kraju ? Nie narzekac, uczyc sie jezyka i wyjezdzac z tego kraju.
      • Szanowny PA. Być może dla wielu osób to jedyne słuszne rozwiązanie, bo każdy powinien mieć szanse na dobre samopoczucie i samorealizację. Jeśli jednak już chce się żyć w tym kraju i chce się wypełniać jakiś konkretny zawód, to warto dążyć do lepszych rozwiązań i dawać szanse innym na bezpieczny rozwój. Zatem mój mały sarkazm w wypowiedzi idzie w kierunku nadziei - że choć na razie jest ciężko, to powoli jest lepiej, i będzie lepiej, Ale wymaga to sporo rzetelnego podejścia do pewnych dziedzin. Pozdrawiam
        • Dokładnie Adamie, już chyba Korczak powiedział "jeżeli chcesz mieniać świat, zacznij od siebie". Więc jeżeli instruktorzy zmienią podejście do pewnych spraw, to za 30 lat nikt w Polsce nie będzie pamiętał, że można jeździć "niedefensywnie".
      • Są zbyt głupi na naukę języków, jedyne co potrafią to prowadzić auta, a ta za mało, by wyjechać, najłatwiej jest narzekać na "nierozgarniętych" kursantów, a przecież gdyby nie kursanci, oni nie mieliby roboty. Jak komuś warunki w RP nie odpowiadają, szerokiej drogi na zachód... na ZMYWAK :)
    • "W Szwecji, Wielkiej Brytanii czy Austrii jazda defensywna jest podstawą strategii i techniki jazdy od 30 lat. Może u nas za kolejne 30lat też tak będzie". Moze tak bedzie a moze nie. Ale skoro tak jest obecnie w innych krajach to poco meczyc sie w naszym kraju ? Nie narzekac, uczyc sie jezyka i wyjezdzac z tego kraju.
  2. Jazda defensywna jest elementem programu nauczania w Akademii Auto Świat. Nowa jakość szkolenia kierowców.
    • Ja szkolę swoich kursantów z eco i defensywnej jazdy od kiedy zostałem instruktorem. Czekam na medal od prezydenta RP :)
  3. Witam Was serdecznie i tych co stosują techniki jazdy defensywnej i tych którzy tego nie umieją. Według moich obserwacji chcemy żyć tak jak nasi bracia i siostry z krajów zachodu. Ubieramy się jak oni, oglądamy to co oni, kupujemy samochody tak jak oni, ale jeszcze jedno nas znacząco odróżnia! To nasza mentalność bo np: jak skomentujecie widok nowego merca, vw, forda z zamontowanym już na pierwszy rzut wzbudzającym wątpliwości oka fotelikiem dziecięcym. I nie chodzi tutaj o markę, kolor ale po prostu wykonanie. Zmierzam do tego, że jeżeli będziemy podchodzić dalej tak do spraw motoryzacyjnych to nie dogonimy naszych sąsiadów jeszcze nawet przez 30 lat., bo wyobraźcie sobie, że nie mamy auta, jak wtedy byśmy sobie poradzili? No pewnie, że dalibyśmy radę bo to z kolei odróżnia Nas od zachodu! Zmieńmy mentalność a zyskamy dużo więcej. Pozdrawiam Was wszystkich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.