Instruktorze, ucz odpowiedzialnie. Felieton Marka Kasprzyka

Jest coś, co możemy zrobić, żeby pozytywnie wpłynąć na mentalność przyszłych pokoleń. Uświadamiajmy kursantów, żeby już po uzyskaniu uprawnień pamiętali o tym, jak to jest być kandydatem na kierowcę.

Zdecydowaną większość swojego czasu instruktor nauki jazdy spędza aktywnie, w ruchu drogowym. Z wnętrza pojazdu uważnie obserwuje sytuacje na drodze. Stara się jak najlepiej wpłynąć na rozwój umiejętności swojego kursanta.

Nauka obserwowania zachowań innych uczestników ruchu drogowego oraz umiejętnego przewidywania to absolutna podstawa bezpiecznej jazdy. To dopiero wyzwanie! A kursant musi to opanować w ciągu 30 godzin szkolenia praktycznego. Nie można nabyć tej umiejętności na wykładach lub studiując podręcznik.

Oprócz tego instruktor musi zatroszczyć się o rozwój wielu innych umiejętności koniecznych do usamodzielnienia się za kierownicą i poradzenia sobie na egzaminie państwowym. Zadanie to nie należy do łatwych. Dlatego tak ważne jest efektywne wykorzystanie części praktycznej szkolenia.

Żelazne nerwy szkoleniowca

Instruktor, oprócz trafnie dopasowanej taktyki szkoleniowej (indywidualnie do każdego kursanta), musi również zadbać o właściwą atmosferę na zajęciach. Jest wiele technik, które w tym pomagają. Ważne, żeby je właściwie dobierać, biorąc pod uwagę charakter kursanta, jego predyspozycje do prowadzenia pojazdu oraz podejście do szkolenia.

Niekulturalne i agresywne zachowania kierowców wpływają deprymująco na pracę instruktora, z kolei kursantowi znacząco utrudniają naukę. Każdy szkoleniowiec doświadcza co najmniej kilku, a bywa, że nawet kilkudziesięciu nieprzyjemnych starć z takimi kierowcami dziennie. Od instruktora wymaga się jednak żelaznych nerwów i umiejętności panowania nad sytuacją. I słusznie, bo to on jako jedyny w tej sytuacji jest zawodowcem. O co przede wszystkim powinien zadbać?

Kursant może się mylić

Instruktor powinien mieć z tyłu głowy, że złośliwe zachowania kierowców mogą zagrażać bezpieczeństwu wszystkich uczestników ruchu. Odpowiednio przewidując musi tak ukierunkować kursanta, żeby wyprowadził pojazd prawidłowo. Uniknięcie zagrożenia to cel nadrzędny. Dlatego w momencie, gdy kursant panikuje, instruktor musi zapanować nad napiętą atmosferą, stworzoną przez agresora z innego pojazdu. Następnie powinien postarać się spoziomować napięcie u kursanta.

Instruktor musi także szybko przypomnieć kursantowi, że nawet jeśli popełnił błąd, ma do tego prawo. Pojazd, którym się poruszają, jest właściwie oznakowany. To wyraźnie wskazuje innym kierowcom, że kierująca nim osoba może popełniać błędy.

Kierujący pojazdami uprzywilejowanymi są w zupełnie innej sytuacji, ponieważ oni świadomie podejmują wszystkie decyzje. Kursant nie myli się z premedytacją. Każdy uczeń popełnia błędy, na nich się uczy. Niestety, wielu kierowcom nie wystarcza wyobraźni, żeby to zrozumieć. Dlatego twierdzą, że elka musi jechać wzorowo. A jeśli kursant się pomyli, winny jest instruktor. To w jego stronę skierowana jest największa złość i agresja.

Instruktor czuwa

Wdawanie się w dyskusję z pozbawionymi wyobraźni agresorami to najgorsze, co można zrobić. Do nich nie docierają żadne argumenty. Poza tym są święcie przekonani do swoich racji. Brakuje im empatii i kultury osobistej. Jakakolwiek dyskusja jest tylko niepotrzebnym zaognianiem sytuacji, dodatkowo zwiększa stres kursanta. Instruktor musi zaimponować dojrzałością i unikać takiego dialogu.

Kursanta na takie sytuacje warto wcześniej przygotować. Trzeba mu uświadomić, że instruktor czuwa nad jego bezpieczeństwem. Ponadto dba również o własne oraz pojazd szkoleniowy. Wydaje się to oczywiste, jednak warto to kursantowi zaznaczyć na początku szkolenia. Musi on wiedzieć, że jedyną osobą uprawnioną do zwracania uwagi jest instruktor nauki jazdy. Kierowcy trąbiący na elki, krzyczący, machający rękami, poganiający to uczestnicy ruchu drogowego, których powinni ignorować. Jeśli tego nie zrobią, pozwolą się im zdenerwować i zdekoncentrować.

Zapomniał wół, jak cielęciem był

Dojrzała postawa w trudnych sytuacjach jest wymagana od instruktora. Umiejętność jednoczesnego zapanowania nad chamstwem kierowców, paniką kursanta i utrzymaniem bezpieczeństwa wszystkich z pewnością jest bardzo ważna. Wśród polskich kierowców często panuje przekonanie, że wiedzą lepiej, a nawet najlepiej. Ale tacy najczęściej się mylą. Już sam fakt, że trąbią na elkę, świadczy o ich poziomie. Życzę wszystkim instruktorom mnóstwa cierpliwości, opanowania i siły do walki w takich sytuacjach. Jest coś, co możemy zrobić, żeby pozytywnie wpłynąć na mentalność przyszłych pokoleń. Uświadamiajmy kursantów, żeby już po uzyskaniu uprawnień pamiętali o tym, jak to jest być kandydatem na kierowcę. By byli pomni powiedzenia „zapomniał wół, jak cielęciem był”. To ważne.

Marek Kasprzyk, właściciel szkoły jazdy Quattro z Krakowa i Nowego Sącza

Wasze komentarze (4)

    • Do qsq- niedpowiedzialny komentarz. Bleble ble. Nie masz absolutnie żadnego pojęcia o zachowaniu się instruktorów.
  1. " Większość instruktorów" to skrót myślowy. Faktycznie czasem widać niewłaściwa postawę instruktora. Ręce na stałe założone za głowę w postawie "relaks" i to także na ruchliwych skrzyżowaniach, palenie papierosów / zgoda na takie zachowanie ze strony kursanta jest absolutnie niewystarczająca/ . Telefon do rozmów koniecznie, natomiast internet i social media już nie / kursant to widzi przecież/. Katalog takich postaw jest niezbyt duży. Natomiast postawa instruktora wobec innych uczestników ruchu jest kluczowa. Kształtujemy zachowanie kursanta na drodze poprzez osobisty przykład i jak słusznie wywodzi autor zachowania społecznie nieprzyjazne ze strony instruktora nie wchodzą w rachubę. Natomiast wielu instruktorów zachowania nieprzyjazne i nawet agresywne wykorzystuje jako lekcje poglądową. Po prostu zachowania chamskie na drodze należy podkreślać jako przykłady negatywne i wykorzystywać jako narzędzie do szkolenia. Jednak obok tego leży innym problem. Kiedy podjąć interwencję? Kiedy użyć za kursanta hamulca, kierownicy itp. ? Do jakiego stopnia pozwalać kursantowi na popełnianie błędów na drodze tak , aby uczyć go samodzielności, świadomości zagrożeń i odpowiedzialności za własne działania za kierownicą? Na niektóre / jakie ????/ błędy należy kursantowi pozwolić i przy okazji narazić się na tradycyjne "Jak uczysz baranie ?" , gdy inny kierowca odbierze zachowania w L-ce za niedopuszczalne. Rzecz oczywista, że nie takie "uwagi" powinny być dla instruktora wskazówką do wyznaczania zakresu samodzielności kursanta. Gdzie jest ta granica w której instruktor bezwzględnie musi już zareagować na drodze? Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony bezpieczeństwo jazdy, a z drugiej w ramach przyrostu umiejętności kursanta powiększanie jego samodzielności na drodze. W jakim punkcie te racje zderzają się i wyznaczają nieprzekraczalną granicę? I już na koniec. Empatia, kultura osobista, postawy społeczne, przyjazność. Proponuję , aby każdy z Nas wykorzystywanie katalogu takich określeń sprowadził u siebie. Wszyscy coraz rzadziej nim posługujemy się w szkoleniu. Dla Pana Instruktora Marka, autora artykułu BRAWO. Bez zadęcia i wielkich słów, aż prosi się na warsztatach o tym pogadać, bo niby wszyscy o tym wiemy. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.