Zarządca sieci kolejowych w Polsce, Polskie Linie Kolejowe proponuje, żeby kierowca, który dwukrotnie zostanie zatrzymany na ignorowaniu znaku "stop" lub czerwonego światła był traktowany podobnie jak ten przekraczający prędkość o 50 km/h w terenie zabudowanym. W konsekwencji straciłby prawo jazdy.

Obecnie taki kierowca, łamiący prawo na przejeździe, traci tylko dwa punkty karne, a ryzykuje życie swoje i pasażerów. Również niskie mandaty nie skłaniają do większej troski o życie pasażerów auta, maszynisty i podróżujących pociągiem - tłumaczą PLK.


 


Ubiegły rok był najbezpieczniejszy w historii polskiej kolei. O 14% spadła liczba zdarzeń na przejazdach kolejowo - drogowych. Dzięki konsekwentnej realizacji programu poprawy bezpieczeństwa zawierającemu ponad 200 inicjatyw, ten trend jest utrzymywany. W tym roku od stycznia do sierpnia na przejazdach doszło do 89 wypadków i kolizji. To o 17 mniej niż w ubiegłym roku. Te dane mogłyby być lepsze, gdyby kierowcy nie ignorowali znaku STOP. Dlaczego kierowcy nagminnie lekceważą ten znak?

- Na stosunkowo mało uczęszczanych przejazdach kolejowych kierowcy mają poczucie, że „wiedzą lepiej co tu się dzieje” niż osoby odpowiedzialne za ustawianie znaków. Ponadto, jeśli wewnętrzne przekonanie kierowcy o możliwości bezpiecznego przejazdu przez tory jest wystarczająco silne, znak STOP nie jest respektowany. Reguła stosowana w praktyce brzmi „nie wolno wjechać na drogę poprzeczną, jeżeli stoi znak STOP”. Tymczasem w przypadku torów, kierowcy traktują znaki tylko jako sugestię - mówi dr hab. Adam Tarnowski, psycholog transportu z Uniwersytetu Warszawskiego.

 


Zarządca sieci kolejowych proponuje kontrowersyjne rozwiązanie mimo tego, że ubiegły rok był najbezpieczniejszy w historii polskiej kolei. O 14 proc. spadła liczba zdarzeń na przejazdach kolejowo-drogowych. Dzięki konsekwentnej realizacji programu poprawy bezpieczeństwa zawierającemu ponad 200 inicjatyw, ten trend jest utrzymywany. W tym roku od stycznia do sierpnia na przejazdach doszło do 89 wypadków i kolizji. To o 17 mniej niż w ubiegłym roku. Te dane mogłyby być lepsze, gdyby kierowcy nie ignorowali znaku "stop". Dlaczego nagminnie lekceważy się ten znak?


- Na stosunkowo mało uczęszczanych przejazdach kolejowych kierowcy mają poczucie, że „wiedzą lepiej co tu się dzieje” niż osoby odpowiedzialne za ustawianie znaków. Ponadto, jeśli wewnętrzne przekonanie kierowcy o możliwości bezpiecznego przejazdu przez tory jest wystarczająco silne, znak STOP nie jest respektowany. Reguła stosowana w praktyce brzmi „nie wolno wjechać na drogę poprzeczną, jeżeli stoi znak STOP”. Tymczasem w przypadku torów, kierowcy traktują znaki tylko jako sugestię - mówi dr hab. Adam Tarnowski, psycholog transportu z Uniwersytetu Warszawskiego.


jaz


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0