Jednym z największych grzechów każdego instruktora jest przeświadczenie o istnieniu pewnych oczywistych elementów, o których nie trzeba w czasie kursu wspominać, bo przecież wszyscy to wiedzą. Najwięcej takich grzechów zostaje popełnionych podczas szkolenia poza obszarem zabudowanym.

Niestety, jest to wciąż niedoceniana lekcja, ponieważ często instruktorzy traktują ją jako zło konieczne albo jako lekcję do wykonania, bez zbędnego wysiłku. Nic bardziej mylnego. Samo przekazanie podstaw podczas zajęć teoretycznych nie wystarcza. Proszę wykonać prosty test i zapytać kursanta, jak rozpoznać, kiedy jesteśmy poza terenem zabudowanym. Gdy będziemy przejeżdżać w szczerym polu, pytanie wyda mu się banalne i odpowie poprawnie, ale wystarczy, że na horyzoncie pojawią się budynki i już odpowiedź nie będzie taka oczywista. Poza terenem zabudowanym jesteśmy tylko


i wyłącznie wtedy, gdy miniemy znak oznaczający wyjazd z obszaru zabudowanego (D-43). Chodzi o to, aby kursant też nauczył się patrzenia na drogę w ten sposób, żeby wiedział, że za wszelkie reguły na drodze odpowiedzialne są postawione znaki, a nie kierował się często stosowaną przez kursantów metodą „na oko”. Dlaczego jest to tak istotne? Ponieważ lekcja poza terenem zabudowanym ma przede wszystkim nauczyć rozpoznawania rodzajów dróg i przez to dozwolonych prędkości.


Niech jednak nie zmylą nas kursanci, którzy przed samą lekcją bez zająknięcia wymienią nam tabelkę z dozwolonymi prędkościami. Początkujący kierowca często po prostu nie potrafi sobie tej teorii wyobrazić w praktyce, dlatego najlepiej niech zobaczy to naprawdę. W związku z tym, podczas wymyślonej przez nas trasy, tak często jak się da zadajemy pytanie „jaka to droga?”. Dzięki temu zobaczymy, w jaki sposób kursant rozumie teorię. Po pierwsze, czy jest poza terenem zabudowanym (wiemy, był znak), po drugie, czy jest jedna jezdnia, czy dwie. Proszę mi wierzyć, nie jest to takie oczywiste, biorąc pod uwagę to, że często dla kursantów „jezdnia” to „pas ruchu”. W takim razie mówimy prosto - dwie jezdnie mamy wtedy, gdy jest pas zieleni, pas rozdzielający, a jedną jezdnię „od trawy do trawy” - bo takie sprytne tłumaczenie słyszałem (wydaje się proste, ale skuteczne). Wreszcie po trzecie kursant musi rozpoznać, czy jest to autostrada, czy droga ekspresowa. Często w języku potocznym kursanci nazywają autostradą jakąkolwiek drogę dwujezdniową poza obszarem zabudowanym i potem stwarza to problemy w czasie lekcji. W związku z tym ponownie prosta wskazówka - z autostradą, z drogą ekspresową mamy do czynienia tylko wtedy, gdy był znak (by być szczegółowym: odpowiednio D-9 i D-7).


W zależności od warunków jakie mamy w naszym regionie, proszę zawsze tak spróbować ustalić trasę, aby trafić na jakąś problemową ciekawostkę, która zmusi kursanta, na tej pozornie dla niego prostej lekcji, do myślenia. Np. mamy znak „koniec autostrady” (D-10), a droga jest nadal dwujezdniowa. Z jaką prędkością możemy jechać? Kursanci długo będą dochodzić do prawidłowej odpowiedzi: 100 km/h. Albo jeżeli dwie miejscowości leżą w bliskiej odległości od siebie, wówczas obszar zabudowany może mieć zaledwie paręset metrów i choć będzie to zaskoczeniem dla wielu kursantów (zwłaszcza jeżdżących „na oko”), bo przecież nie zmieniło się otoczenie, prędkość dopuszczalna na tym krótkim odcinku to 90 km/h. Jeszcze jedno zadanie. Wjechaliśmy z powrotem w obszar zabudowany (był znak D-42) i jednocześnie za parę metrów został ustawiony znak ograniczenia prędkości 50 km/h. Zagadka dla kursanta - ile może jechać? Według znaku obszaru zabudowanego i ograniczenia prędkości - 50 km/h. Dobrze. To jaki jest sens ustawienia dwóch znaków zamiast jednego? Ponieważ na tym odcinku między godziną 23 a 5 rano prędkość dopuszczalna to też 50, a nie 60 km/h, co w czasie lekcji w ciągu dnia nie jest takie oczywiste. Tego typu zagadek można wymyślać całe mnóstwo, wszystko zależy od inwencji instruktora. Cel jest jeden - kursant ma zobaczyć w jaki sposób poruszać się po drogach, według znaków, a przede wszystkim, że jest to jedyna metoda.


Dodatkowo podczas tej lekcji trzeba pokazać kursantowi na żywo wszystkie informacje dotyczące znaków szlaków drogowych. To zadanie polega na rozpoznawaniu rodzaju drogi ze względu na jej symbol. Tzn. jaki symbol i numer ma droga krajowa, wojewódzka, autostrada, droga ekspresowa, jak zmieniają się kolory tablic ze względu na rodzaj drogi (np. autostrady, drogi ekspresowe - niebieskie, krajowe - zielone, wojewódzkie - żółte). Jeżeli mamy w zasięgu autostradę, pokażmy nieco specyficzny, aczkolwiek intuicyjny sposób jej oznaczenia. Tj. trzy informacje przed wyjazdem, ustawione w odległości średnio 3000 m od niego, co ma odpowiednio przygotować kierowcę do zjazdu, biorąc pod uwagę duże prędkości. To wszystko ma nauczyć przyszłego kierowcę sposobów korzystania z ustawionych przy drodze znaków, wykorzystania w przyszłości symboli zapisanych na mapie, a nie tylko uciekania się do systemu GPS…


Następne pytanie, które zmusi do myślenia i pomoże w rozwiązywaniu testów na prawo jazdy, to podstawowa różnica, oprócz prędkości, między autostradą, a drogą ekspresową. Otóż autostrada będzie zawsze dwujezdniowa, natomiast droga ekspresowa niekoniecznie. Też warto zwrócić uwagę na okrągłe zjazdy z tych dróg, ponieważ to często zadziwia kursantów, którzy zapominają dostosować prędkość do ostrego łuku zjazdowego (nie bez kozery, często na wspomnianych tablicach szlaków drogowych jest informacja o ograniczeniu prędkości na zjeździe do 40 km/h). Właśnie to kolejny element szkolenia, który należy uwypuklić. Względne odczucie prędkości. Gdy kursant ma okazję podczas jednej lekcji jechać 130 km/h (aczkolwiek nie chodzi o zabawę w „czy dasz radę tyle?”), potem powiedzmy 90, a gdy wjedzie w obszar zabudowany - już tylko 50 km/h, niejednokrotnie mówi: „czuję się jakbym spacerował, a nie jechał samochodem”. To prosta, ale bardzo ważna obserwacja, ponieważ pokazuje przyszłemu kierowcy, jak łatwo przyzwyczajamy się do prędkości, zapominamy o jej dostosowaniu do warunków na drodze, co w konsekwencji może doprowadzić do wypadku. Innym problemem, mającym przełożenie wprost na bezpieczeństwo, jest zjeżdżanie (zwłaszcza na drodze jednojezdniowej, jednopasmowej) samochodów „wolniejszych” na pobocze, aby te „szybsze” mogły przejechać. Niestety, często do tych pierwszych zalicza się nauka jazdy. Niezrozumiałe. Jak bardzo niebezpiecznie może być stosowanie takiej praktyki ze względu na stojące na poboczu pojazdy, rowerzystów i pieszych, już kiedyś pisałem z punktu widzenia bocznego fotela.


Nie może umknąć nam jedna bardzo ważna rzecz. Musimy pamiętać, że o regułach poruszania się poza obszarem zabudowanym prawdopodobnie nasz przyszły kierowca nie będzie miał już okazji więcej usłyszeć. Dlatego mamy jedną, może dwie okazje, żeby te najważniejsze problemy omówić, a przede wszystkim pokazać na żywym organizmie (czytaj: drodze). Nie chodzi o to, żeby przejechać się jak najszybciej na autostradzie i żeby sobie teraz powyprzedzać, tylko o zadawanie prostych pytań, które zmuszą kursanta do myślenia. Mówią Państwo za proste? Widać przepisy są proste, to jakie mają być pytania?


 Grzegorz Lament


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0