Grasz? Zdasz!

Badania i analizy statystyczne nie pozostawiają wątpliwości. Osoby, które mają kontakt z grami wideo, lepiej radzą sobie za kierownicą i częściej kończą egzamin na prawo jazdy z pozytywnym wynikiem.

Pierwsze gry samochodowe pojawiły się pod koniec lat 70. XX wieku. Ich znaczący rozwój dokonał się w latach 90., po wprowadzeniu trójwymiarowej grafiki oraz widoku z wnętrza wirtualnego pojazdu. Wrażenie obcowania z pojazdem stało się jeszcze pełniejsze wraz z dalszym udoskonalaniem grafiki czy fizyki rządzącej modelem jazdy. Współczesne gry są na tyle dopracowane, że przydają się nawet profesjonalnym kierowcom wyścigowym. Zawodnicy twierdzą, że za wirtualną kierownicą można przeprowadzić ok. 60 proc. treningu, poznając krzywizny zakrętów na torze, punkty hamowania i przyspieszania, a także ćwicząc refleks i poprawność reakcji w trudnych sytuacjach.

Sprawniejsi gracze

Czy gry mogą być też pomocne na etapie kształcenia kierowców? Brytyjska sieć szkół jazdy BSM przeprowadziła badania, z których wynika, że 54 proc. regularnie grających kursantów zdało egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem. Pozostała grupa miała 45-procentową skuteczność. Dysproporcję można w naukowy sposób wyjaśnić. W lipcu amerykański miesięcznik „Psychological Science” przedstawił wyniki badań o zależnościach między kontaktem z grami akcji a reakcją na bodźce.

– Z naszych badań wynika, że nawet sesje z prostymi grami akcji przez pięć godzin w tygodniu mogą być efektywnym z punktu widzenia kosztów narzędziem do poprawiania szczególnie istotnych podczas prowadzenia samochodu aspektów wizualno-motorycznej sprawności – podsumowała półroczny eksperyment Li Li z New York University Shanghai.

Eksperyment

Podstawą do wyciągnięcia tych wniosków było sprawdzenie w symulatorze, jak gracze oraz osoby, które nie mają kontaktu z grami, radzą sobie z utrzymaniem w pasie ruchu samochodu targanego podmuchami bocznego wiatru. U regularnie grających zaobserwowano skrócony czas reakcji, a zarazem wzrost dokładności. Wart podkreślenia jest fakt, że poprawę odnotowano zarówno wśród graczy z prawem jazdy, jak i osób, które prawa jazdy nie posiadają. W ramach równolegle prowadzonego eksperymentu sprawdzono, czy znaczenie mają gatunki gier. Jedna z grup badawczych grała w gry strategiczne, a druga w wyścigi. Wzrost sprawności wizualno-motorycznej odnotowano tylko wśród osób grających w wyścigi. Zaledwie pięć godzinnych sesji wystarczyło, by reakcje na bodziec stały się szybsze i bardziej dokładne. Po kolejnych pięciu godzinach wyniki były jeszcze lepsze. Podsumowując eksperyment, naukowcy z New York University Shanghai stwierdzili, że dla początkujących kierowców najbardziej wskazane są gry samochodowe, które wymuszają wyrobienie nawyku pełnej kontroli nad pojazdem. Kiedy ten warunek jest spełniony, do treningu wystarczy już dowolnie wybrana gra akcji, np. strzelanina, która uczy szybkich i adekwatnych do sytuacji reakcji.

Dokładni i szybcy

Podobne zdanie mają pracownicy amerykańskiego University of Rochester. Zauważyli, że gracze do 25 proc. szybciej reagują na zastaną sytuację i lepiej kontrolują otoczenie, co może mieć dodatni wpływ na prowadzenie pojazdu. Reakcje na bodziec nie są przy tym bezmyślnie wykonywanym odruchem.

– Są tak samo dokładni, ale szybsi. Jeżeli jesteś chirurgiem albo znajdujesz się na polu bitwy, może czynić to kolosalną różnicę. Decyzje nigdy nie są oczywiste także za kierownicą. Mózg zawsze bierze pod uwagę różne scenariusze. Kiedy prowadzisz i coś pojawi się na kolizyjnym kursie, oszacuje, czy warto hamować, czy nie. Mózgi graczy nauczyły się efektywniej gromadzić informacje i je przetwarzać – podsumowała eksperyment prof. Daphne Bavelier.

Skoro nawet krótki (5-10 godzin) kontakt z wyścigami może mieć dodatni wpływ na zdolność kursanta do prowadzenia pojazdu, gry można uznać za ciekawe uzupełnienie klasycznego procesu szkolenia. Mogą pomóc, a nie zaszkodzą, o ile grający jest w stanie odróżnić świat wirtualny od rzeczywistego. Okazuje się, że granica nie jest wcale tak oczywista. Ze wspomnianych badań szkół BSM wynika, że 34 proc. młodych kierowców przyznało, że po sesji z grą wyścigową prawdopodobniej szybciej prowadziłoby samochód. Z kolei 22 proc. początkujących kierowców podczas jazdy przeszło przez myśl, że uczestniczą w grze symulacyjnej, co może być już potencjalnie niebezpieczne. Szczególnie w połączeniu z wysoką samooceną grających. Gracze ocenili swoje rzeczywiste umiejętności za kierownicą na 7,2/10. Z kolei Brytyjczycy, którzy nie mają regularnego kontaktu z grami, przyznają sobie 6,7/10. Może nie nastrajać to optymistycznie, jednak podkreślmy, że nie udało się nam dotrzeć do wyników badań, które wykazałyby występowanie zależności między grami i sprawstwem wypadków drogowych bądź braku takiej korelacji. Oczywiście pomijając przypadki skrajnej nieodpowiedzialności, czyli prób uruchamiania podczas jazdy aplikacji na smartfonie.

Łukasz Szewczyk

Wasze komentarze (11)

  1. Co za kretynizm. Przebiliście "Fakt" i Super Ekspres" razem wzięte. Żenujący już poziom publikacji.
    • Fakt? Super Express? Tam pisze się o rzeczach wyssanych z palca. A tutaj mamy twarde dane i badania. Można się obrażać na rzeczywistość, ale po co?
  2. Nie tylko w Polsce wyrosło całkiem nowe pokolenie . Pokolenie ,które żyję na co dzień w cyberprzestrzeni. Jednym ułatwia to życie w realnym otoczeniu innym nie. Z tym faktem trzeba się pogodzić i przyjąć to do wiadomości.
  3. Jakie twarde dane? A gdzie jest wielkość próby, warunki badań i jeszcze wiele rzeczy, które mają wpływ na statystyczną rzetelność całego badania i prawidłowość wyciąganych wniosków? Trzeba czytać ze zrozumieniem, a nie bezmyślnie patrzeć jak sroka w gnat.
  4. Gdzie tu kretynizm? Proszę bardzo: na podstawie nie wiadomo jakich badań tworzy się wrażenie, że aktywność komputerowo/symulatorowa pomaga w realnym opanowaniu bezpiecznego prowadzenia samochodu. A ja się pytam: jaka populacja została zbadana i w jaki sposób? I co statystyka mówi o wynikach tych badań? Bo jak idzie pastuch z krową przez most, to mają statystycznie po trzy nogi i czego to dowodzi?
    • Wiadomo jakie są to badania. Podano je w tekście. Może warto zajrzeć do źródła, tam znajdą się na pewno szczegółowe informacje o badaniach. Wystarczy trochę poszukać.
  5. Aha, to niby ja mam szukać potwierdzenia wiarygodności badań u źródła? A nie przypadkiem autor artykułu powinien to zrobić i przytoczyć odpowiednie dane w artykule, a nie tak bezmyślnie klepać w klawiaturę? Wiesz co ? Albo jesteś krańcowo naiwny albo masz w tym jakiś interes.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.