Elki niemile widziane

znak " zakaz wjazdu dotyczy pojazdów nauki jazdy "

Na prywatnych drogach w kilku miastach Polski pojawiły się znaki drogowe zakazujące wjazdu samochodom nauki jazdy. – Oczywiście pewne niedogodności są, ale kierowcy muszą się gdzieś uczyć – komentują zjawisko instruktorzy i egzaminatorzy.

We wszystkich miastach, w których znajdują się wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego i przeprowadzane są egzaminy na prawo jazdy, odnotować można zwiększony ruch elek. Są one szczególnie widoczne w pobliżu WORD-ów oraz na powszechnie znanych trasach. Oczywiście tych, na których najczęściej przeprowadzane są egzaminy. Instruktorzy w każdym mieście mają też swoje ulubione, upatrzone miejsca do prowadzenia szkoleń z konkretnych manewrów, jak parkowanie czy zawracanie w bramie. Zazwyczaj są to boczne uliczki, gdzie ruch jest niewielki. Jak łatwo zgadnąć, po to, żeby nie stwarzać utrudnień na drogach, gdzie jest on większy. Okazuje się jednak, że takie szkoleniowe jazdy uprzykrzają życie komuś innemu.

Zakaz wjazdu dla elek

Całkiem niedawno na kilku łódzkich osiedlach pojawiły się znaki zakazu wjazdu, jednak tylko dla samochodów nauki jazdy. Jak tłumaczyli przedstawiciele spółdzielni, którzy znaki zamontowali – zrobili to na wyraźną prośbę mieszkańców, skarżących się na wzmożony ruch, zwiększone niebezpieczeństwo na małych uliczkach czy nawet uszkodzenia aut na parkingach, na których adepci szkół jazdy mieli trenować niełatwą sztukę parkowania.

Podobna sytuacja miała miejsce w Bielsku-Białej, gdzie tablica ze znakiem zakazu wjazdu stanęła na drodze wewnętrznej przy ośrodku sportowym. W tym przypadku tłumaczono to zwiększonym ruchem samochodowym przy obiekcie, szczególnie przy okazji różnego rodzaju imprez, który był dodatkowo blokowany i spowalniany przez kursantów w elkach.

Prawnie – bez zarzutu. Ale czy to jest w porządku?

Z punktu widzenia przepisów prawa, jeśli mówimy o drogach wewnętrznych i prywatnym terenie – wszystko jest w porządku. Pozostaje jednak pytanie o to, czy takie ograniczenia w ruchu są w porządku wobec przyszłych kierowców. Problemem jest bowiem nie tylko to, że w tych miejscach nie mogą oni ćwiczyć jazdy. Chodzi także o to, że mogą zostać zaskoczeni na egzaminie koniecznością przejechania czy wykonania jakiegoś manewru na ulicy czy terenie, który wcześniej był dla nich niedostępny.

– Na sam egzamin tego typu oznakowanie nie ma wpływu, ponieważ dotyczy ono elek, a samochody egzaminacyjne nimi nie są, więc bez problemu mogą tam wjechać – tłumaczy dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi Łukasz Kucharski. – Natomiast przypadki te są mi znane i rozumiem, że z jednej strony nadmierna obecność samochodów nauki jazdy na jakimś niewielkim osiedlu z wąskimi uliczkami może być kłopotliwa dla mieszkańców. Ale z drugiej strony, dla kandydata na kierowcę problemem jest zakaz wjazdu na ulice, na których potem może być egzaminowany.

Szukając salomonowego rozwiązania, dyrektor zaprosił na rozmowę egzaminatorów, z którymi ustalił, że będą podczas egzaminów unikali „zakazanych” uliczek.

– Oczywiście nie mogę wpływać na trasę przejazdu podczas egzaminu, jednak wszyscy egzaminatorzy wykazali zrozumienie dla tej sytuacji – mówi Łukasz Kucharski. – Wszystkim nam zależy na stworzeniu takich warunków i atmosfery wokół egzaminów na prawo jazdy, żeby nikt nie miał poczucia krzywdy.

Zapomniał wół…?

Bardziej surowy w ocenie poczynań mieszkańców psioczących na elki jest Krzysztof Gońda z Auto Szkoły „Radek” z Łodzi.

– To świadczy o ignorancji społeczeństwa, bo przecież każdy z nas gdzieś musiał się uczyć – mówi. – Oczywiście są osoby, które źle patrzą na elki nie tylko pod swoim domem, ale nawet w centrum miasta. Nic na to nie poradzimy, ale oskarżanie nas o szkody na parkingach to już nieporozumienie. Zawsze podkreślam, że w elce są dwie głowy do myślenia i dwie pary oczu do uważania, czyli o jakieś zdarzenie trudniej niż normalnie. Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że są miejsca bardziej przez nas uczęszczane, jednak trudno coś na to poradzić, chyba że wrócimy z manewrami na plac.

Zielona Góra mniej rygorystyczna

– Nie spotkałem się z takim znakiem w Zielonej Górze, ale wiem, że mieszkańcy jednego osiedla również skarżyli się na ten problem, ale obeszli go inaczej – zwrócili się do dyrektora WORD-u z prośbą, aby ograniczył egzaminy w tym rejonie, co automatycznie miało zmniejszyć liczbę elek tam kursujących – relacjonuje Robert Mazur z OSK „Rondo” w Zielonej Górze. – Z tego, co wiem, w ten mniej drastyczny sposób udało się osiągnąć cel. Ja również widzę takie rozwiązanie, że egzaminatorzy powinni urozmaicać trasy egzaminacyjne, bo niektóre uliczki są wprost rozjeżdżane przez elki i egzaminy. Oczywiście może to być bardziej wymagające dla kursantów, ale jednak jeździć trzeba umieć wszędzie, a nie tylko wyuczonymi szlakami.

Anna Łukaszuk

 

Wasze komentarze (3)

  1. Ja tam się nie dziwiem. Jeśli droga jest prywatna to wlasciciel na pełne prawo postawic zakaz wjazdu nawet karocy. Inną sprawą jest mozliwość karania za złamanie zakazu.
  2. Oczywiście bogatemu wszystko wolno! Jedynym i skutecznym sposobem rozwiązania problemu najazdu Elek jest konsekwentne zwiększanie ilości miejsc egzaminowania oraz zwiększenie ilości godzin jazd szkoleniowych i egzaminacyjnych na drogach ekspresowych i autostradach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.