Egzaminator nie jest nieomylny, ale…

Unieważnienia egzaminu na prawo jazdy można dokonać tylko wtedy, gdy naruszenie prawa przez egzaminatora nie budzi żadnych wątpliwości – orzekł niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie.

Rozpatrywana przez WSA sprawa dotyczyła przerwanego egzaminu praktycznego na prawo jazdy. Dlaczego egzaminator podjął taką decyzję? Powodem było nieustąpienie przez kandydata na kierowcę pierwszeństwa osobie znajdującej się na przejściu dla pieszych. Jak do tego doszło? Osoba egzaminowana jechała prawą stroną ulicy na wprost (jezdnia o dwóch pasach ruchu przeznaczonych do jazdy w kierunkach przeciwnych), zbliżając się do przejścia dla pieszych. W tym samym czasie chodnikiem (po lewej stronie drogi) szła piesza. Zbliżała się do tego samego przejścia. Ponadto w kierunku przeciwnym do pojazdu egzaminacyjnego dynamicznie poruszał się inny pojazd. Widząc go, piesza zatrzymała się przed przejściem. Gdy pojazd oddalił się od tego miejsca, kobieta ponownie zbliżyła się do jezdni, chcąc przejść na drugą stronę ulicy. Jednak gdy zauważyła pojazd egzaminacyjny, wchodziła na przejście dla pieszych powoli. Egzaminator uznał to za powód przerwania egzaminu.

Spór o bezpieczną odległość

Decyzję egzaminatora postanowił zaskarżyć instruktor nauki jazdy, który uczył wcześniej kandydata na kierowcę. Zgodził się z nim także marszałek. Jego zdaniem odległość dzieląca pieszą znajdującą się po lewej stronie jezdni od pojazdu egzaminacyjnego, jadącego po jej prawej stronie, pozwalała na kontynuowanie jazdy oraz bezpieczne przekraczanie jezdni przez kobietę. Jeśli bowiem wykonanie zadania egzaminacyjnego („przejazd przez przejście dla pieszych”) nie zagrażało życiu lub zdrowiu uczestników ruchu drogowego, brakowało podstaw do przerwania egzaminu. Zdaniem marszałka w tym przypadku należało po prostu powtórzyć zadanie.

Z decyzją marszałka nie zgodził się egzaminator. Dlaczego? Powody były trzy. Po pierwsze, organ pierwszej instancji nie wziął pod uwagę, że osoba zdająca egzamin nie zachowała szczególnej ostrożności oraz nie obserwowała należycie przejścia dla pieszych. Dlatego też nie zauważyła kobiety energicznie wkraczającej z lewej strony na zebrę. Egzaminator wskazał także, że marszałek przyjął błędne założenie dotyczące odległości, jaka dzieliła pojazd egzaminacyjny i pieszą. Zdaniem pracownika WORD-u nie była ona bezpieczna. To nie wszystko. Egzaminator zarzucił marszałkowi naruszenie art. 26 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Brzmi on: „kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu”.

SKO analizuje zapis egzaminu

Sprawą zajęło się Samorządowe Kolegium Odwoławcze, które dokonało analizy nagrania rozpatrywanego egzaminu. Jak je zinterpretowano? „W żadnym razie nie można uznać, iż w momencie zbliżania się pojazdu egzaminacyjnego do przejścia i rozpoczęcia przez egzaminatora manewru hamowania piesza znajdowała się na jezdni”. SKO pokusiło się nawet o analizę poklatkowych ujęć zapisu egzaminu. Co z niej wyniknęło? Pięć sekund po zatrzymaniu się pojazdu egzaminacyjnego piesza, idąc przez przejście, znalazła się na wysokości osi samochodu. SKO przyjęło, że w momencie zatrzymania się egzaminacyjnej elki kobieta znajdowała się w odległości ok. ośmiu metrów od niej. Jaki z tego wniosek? „Odległość dzieląca pieszą, znajdującą się po lewej stronie jezdni, od pojazdu egzaminacyjnego, jadącego po prawej stronie, była bezpieczna, pozwalała i zapewniała zarówno na kontynuowanie jazdy, jak i niczym niezakłócone przekraczanie jezdni przez pieszą. A zatem nie ziściła się przesłanka przewidziana w art. 52 ust. 2 ustawy o kierujących pojazdami, uzasadniająca zakończenie części praktycznej egzaminu przed wykonaniem wszystkich określonych zakresem egzaminu, tj. zaistnienie sytuacji, w której osoba zdająca zachowała się w sposób zagrażający bezpośrednio życiu i zdrowiu uczestników ruchu drogowego” – napisało w uzasadnieniu Samorządowe Kolegium Odwoławcze. I zdecydowało się podtrzymać decyzję marszałka o unieważnieniu egzaminu.

Długa lista błędów

Z decyzją SKO nie zgodził się egzaminator. Jak to uzasadnił? Przede wszystkim zwrócił uwagę, że kolegium, podtrzymując decyzję marszałka, naruszyło art. 72 ust. 1 pkt 2 ustawy o kierujących pojazdami („marszałek województwa, w drodze decyzji administracyjnej, unieważnia egzamin państwowy, jeżeli był przeprowadzony w sposób niezgodny z przepisami ustawy, a ujawnione nieprawidłowości miały wpływ na jego wynik”). To nie wszystko. Wskazał także, że SKO nie dokonało dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego sprawy i wydało decyzję na podstawie niekompletnego materiału dowodowego, przy zaniechaniu przeprowadzenia z urzędu dowodu z przesłuchania egzaminatora oraz zasięgnięcia z urzędu opinii biegłego. Błędem, zdaniem egzaminatora, było także przyjęcie tezy wskazującej na to, że kandydat na kierowcę zachował szczególną ostrożność i należycie obserwował okolice przejścia dla pieszych oraz nie miał obowiązku ustąpienia pierwszeństwa pieszej. Kolejny błąd? Uznanie, że w chwili przejazdu pojazdu egzaminacyjnego przez przejście dla pieszych piesza znajdowała się w bezpiecznej odległości od trasy tego pojazdu, co nie wymagało podjęcia żadnych działań ze strony egzaminowanego.

Egzaminator wskazał także, że niezależnie od wcześniej wskazanych uchybień, art. 72 ust. 1 pkt 2 ustawy o kierujących pojazdami nie daje organowi uprawnień do negowania oceny dokonanej przez egzaminatora podczas wykonywania zadania egzaminacyjnego, jeżeli nie była ona poprzedzona uchybieniami całego procesu egzaminowania.

Sytuacja sporna? Decydujące znaczenie ma ocena egzaminatora

Sprawa trafiła więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Ten zdecydował, że skarga zasługuje na uwzględnienie, jednak nie wszystkie zarzuty podniesione przez egzaminatora okazały się trafne. Sąd stwierdził jednak, że podstawą unieważnienia egzaminu może być tylko jasne i niewątpliwie naruszanie przepisów regulujących sposób ich przeprowadzania. A SKO ich nie wykazało.

Przede wszystkim WSA odniósł się do analizy wideo rozpatrywanego egzaminu. Odnotował, że zapis z kamery nie był do końca czytelny, co nie pozwala na dokładne odtworzenie, jak wyglądała sytuacja na drodze podczas wykonywania zadania egzaminacyjnego. Przyjęte przez SKO założenie o bezpiecznej odległości dzielącej pieszą i pojazd egzaminacyjny, oparte o analizę kroków, jest więc bezpodstawne i hipotetyczne.

„W sytuacjach, w których ocena materiału dowodowego wymaga wiedzy specjalnej lub podlega uznaniu co do wagi ewentualnych błędów, należy decydujące znaczenie przypisać ocenie dokonanej przez egzaminatora, który w ramach przepisów prawa wyposażony jest przez władzę publiczną w kompetencje do tego, żeby stwierdzić, czy błędy popełnione przez kandydata na kierowcę w czasie egzaminu dyskwalifikują go z punktu widzenia możliwości uzyskania uprawnień do kierowania pojazdami. To bowiem egzaminator, obserwując na bieżąco sytuację na drodze, w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie, decyduje o przerwaniu egzaminu. Stąd zastosowanie instytucji unieważnienia egzaminu może mieć miejsce tylko w przypadku, gdy w świetle materiału dowodowego naruszenie prawa przez egzaminatora nie budzi żadnych wątpliwości” – czytamy w uzasadnieniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie.

Jakub Ziębka

Wasze komentarze (3)

  1. „Odległość dzieląca pieszą, znajdującą się po lewej stronie jezdni, od pojazdu egzaminacyjnego, jadącego po prawej stronie, była bezpieczna, pozwalała i zapewniała zarówno na kontynuowanie jazdy, jak i niczym niezakłócone przekraczanie jezdni przez pieszą". Pytanie, czy pieszy wejdzie na przejście, gdy widzi jadący pojazd? Ja nie wejdę. Czekam aż auta zatrzymają się po obu stronach.Nie dojdę przecież do połowy pasów, aby na drugiej połowie być rozjechaną przez kogoś, kto nie chce się zatrzymać. Nie będę też stać na środku jezdni i czekać czy pojazd się zatrzyma, czy nie.
    • U nas w OSK (a podobno we Wrocławiu w ogóle) wymagane jest wyhamowanie do zera, gdy tylko pieszy pojawi się przy krawężniku, a wjechać na przejście wolno dopiero, gdy pieszy "postawi obie nogi na chodniku". Można z tą zasadą dyskutować, ale nie czuję się kompetentna, więc dodam, że mnie - "zielonej" ona bardzo ułatwia życie.
  2. Takie problemy stwarzają egzaminatorzy, którzy nigdy albo niewiele mieli do czynienia ze szkoleniem kandydatów na kierowców. Mówię to z pełną odpowiedzialnością na podstawie mojego blisko 30- letniego doświadczenia w kształceniu osób obydwu płci i w różnym wieku. Przykładem bardzo dobrego i kompetentnego egzaminatora jest Pan Jerzy Żebracki pracujący w krośnieńskim WORDzie. Pan Jurek jest dobrze znany w środowisku szkoleniowym jako osoba doświadczona , posiadający ogromną wiedzę opartą przede wszystkim na praktyce. Życzę wszystkim aby w każdym ośrodku pracowali tak mądrzy ludzie jak Pan Jerzy z WORD Krosno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.