Część szkół jazdy z Poznania przed wejściem w życie nowych przepisów nie prowadziło ze swoimi kursantami zajęć praktycznych. Dlaczego? Wszystkim zależało na tym, żeby jak najszybciej zdać egzamin praktyczny - donosi "Gazeta Wyborcza".

Proceder w niektórych ośrodkach prawdopodobnie wyglądał tak: kursant miał już za sobą naukę teorii i chciał jak najszybciej zdać z niej egzamin. Co robił ośrodek? "Na lewo" podpisywał mu papiery, że zaliczył już cały kurs (choć w rzeczywistości jazdy były dopiero przed nim) - czytamy w Gazecie.


Co działo się potem? Kandydaci na kierowców w ogóle nie podchodzili do egzaminu praktycznego lub celowo go oblewali. Po co? Żeby wrócić do ośrodka szkolenia i zaliczyć praktykę.


- Często powtarzał się taki scenariusz: zdający wsiada do auta, wyjeżdża na plac i... z premedytacją wali w pierwszy pachołek! - tak opisuje całą sytuację "Gazecie Wyborczej" anonimowy informator z wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego.


Co na to poznański magistrat? Bartosz Pelczarski, szef tamtejszego wydziału komunikacji powiedział, że jeśli dostanie sygnał o konkretnej szkole obchodzącej przepisy, zacznie kontrolę.


Podobna sytuacja miała miejsce rok temu, kiedy nie było jeszcze wiadomo, że minister Nowak przesunie o rok wejście w życie ustawę o kierujących pojazdami.


red


 


 





 


 


 


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0