W nieszczęśliwym wypadku w Republice Południowej Afryki zginął kolejarz, miłośnik Gdańska i rowerów, wieloletni pracownik Urzędu Miejskiego w Gdańsku, dyrektor Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

Antoni Szczyt miał 58 lat. We wtorek w południe utonął w zatoce Mossel nad Oceanem Indyjskim w Republice Południowej Afryki. Jak poinformował Krajowy Instytut Ratownictwa Morskiego (NSRI), ratownicy otrzymali zgłoszenie o godz. 13 czasu lokalnego (godz. 12 w Polsce).


- Ratownicy po przybyciu na miejsce zdarzenia znaleźli 60-letniego mężczyznę, obywatela Polski, podczas próby ratowania przez dwóch innych obywateli polskich, po tym jak znalazł się w ciężkiej sytuacji w wodzie. Ratownicy natychmiast rozpoczęli reanimację, jednak mimo dużych wysiłków nie udało się go uratować - informuje na stronie internetowej Dawie Zwiegelaar, dowódca stacji NSRI w Mossel Bay.


Informację tę potwierdziła także polska ambasada w RPA. - Niestety doszło dziś do wypadku, w którym zginął obywatel polski, pan Antoni Szczyt. Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane - poinformowała nas Beata Brzywczy, radca ds. konsularnych i prawnych.


Wiadomo, że Antoni Szczyt był w RPA z grupą turystów z Polski, a wśród nich była także jego żona - Barbara.


Swoją karierę rozpoczął na kolei, gdzie przeszedł wszystkie szczeble od majstra do asystenta zarządu Dyrekcji Okręgowej PKP. W 1991 r. trafił do Urzędu Miejskiego w Gdańsku.


- Pracował wtedy na PKP. Ściągnąłem go do urzędu, gdzie został naczelnikiem wydziału infrastruktury - wspomina Franciszek Jamroż, prezydent Gdańska w latach 1991-1994. - Antoni był niezwykle kompetentną, uczciwą i lojalna osobą. Pamiętam, że codziennie rano, gdy o 6 przyjeżdżałem do urzędu, on już czekał i konsultował swoje decyzje. To był najlepszy urzędnik, jakiego miałem. Również prywatnie był wspaniałą osobą. Po prostu był dobrym człowiek.


Podobnie wspomina go kolejny prezydent Gdańska: - Pamiętam, że mówiło się, że Antoni zawsze jako pierwszy był u prezydenta Jamroża. U mnie, jak tylko miał jakąś sprawę, też przychodził jako pierwszy z samego rana - opowiada Tomasz Posadzki, prezydent Gdańska w latach 1994-1998. - Bardzo sobie ceniłem pracę z panem Antonim, bo był urzędnikiem bardzo pracowitym, dobrze zorganizowanym i niestandardowym. Dla niektórych poprzez swoje zachowanie być może był urzędnikiem kontrowersyjnym, ale wielu zapamięta go jako osobę niezwykle sympatyczną. Był nie tylko urzędnikiem, ale w Gdańsku, ale i na całym Pomorzu, był na pewno osobowością.


Po zakończeniu pracy w urzędzie, był szefem departamentu infrastruktury w urzędzie marszałkowskim, a od marca 2009 r. był dyrektorem Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego do którego trafił chwilę po tym jak wykryto w nim aferę korupcyjną. Miał odbudować dobry wizerunek ośrodka. Udało mu się. PORD stał się znany w całej Polsce. Ostatnią inwestycją dyrektora Szczyta było zbudowane przy ośrodku na Oruni miasteczko rowerowe. Otwierał je w listopadzie.


To właśnie rowery były jego wielką pasją. Z Gdańska chciał uczynić miasto najbardziej przyjazne dwóm kółkom w Polsce. Z jego inicjatywy powstały dziesiątki kilometrów ścieżek rowerowych.


- Był człowiekiem niesamowitym - wspomina Roger Jackowski z Gdańskiej Kampanii Rowerowej i Obywatelskiej Ligi Ekologicznej. - I nie tylko w kwestii rowerów. Był niespotykanym typem urzędnika, który potrafił spojrzeć na różne problemy od drugiej, tej nieurzędniczej strony. Jego odejście to wielka strata dla wszystkich, którzy coś chcieli zdziałać.


Regularnie chodził do Teatru Wybrzeże i Opery Bałtyckiej. Sam miał artystyczny epizod - występował w "Nie-kabarecie" prowadzonym w Gdańsku przez Macieja Nowaka. Wspomina o tym Bożena Ptak, poetka, działaczka opozycji, obecnie nauczycielka języka polskiego: - Poznałam go w stanie wojennym. Na zewnątrz niezaangażowany, wręcz koniunkturalista, ale wiem, że wielu ludziom po cichu pomagał. W takim właśnie domu ludzi niosącym pomoc opozycji poznałam jego i jego żonę. Potem była długa przerwa. Aż spotkaliśmy się "Nie-kabarecie" Macieja Nowaka. Otwarty, zawsze uśmiechnięty, wkraczał z szampanem. Zawsze bardzo stremowany przed występem. A w czasie występu autoironiczny. On się przecież naśmiewał z tej klasy urzędniczej, której sam był częścią.


- Cały czas jestem w szoku. Spotkaliśmy się niedawno. Umawialiśmy się na kolejne spotkanie właśnie na grudzień. Nie może do mnie dotrzeć, że do niego nie dojdzie - mówił Romulad Nietupski, wiceprezs spółki Gdańskie Inwestycje Komunalne, wcześniej dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni, który współpracował ze Szczytem od początku lat 90.


źródło: Gazeta Wyborcza


 


Redakcja miesięcznika „Szkoła Jazdy” składa pogrążonej w smutku Rodzinie Ś.P. Antoniego Szczyta kondolencje i głębokie wyrazy współczucia.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0