Dojrzały kierowca

Krzysztof Ziemiec

– Tak się składa, że dawno temu, kiedy pracowałem w radiowej Trójce, byłem dziennikarzem, który zajmował się także motoryzacją. Pracowaliśmy z Magdą Nurkiewicz i Jerzym Iwaszkiewiczem w audycji „Wrzuć Trójkę”. Wtedy mogłem wsiąść do właściwie każdego auta! – wspomina w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” Krzysztof Ziemiec.

Jakub Ziębka: Samochód to dla pana tylko narzędzie spełniające określoną funkcję czy może coś więcej?

Krzysztof Ziemiec: Z racji mojego wieku jest to tylko narzędzie służące przemieszczaniu się. Czasem – jak podczas wakacji – liczy się komfort i bezpieczeństwo. W innym przypadku – jak w mieście – szybkość, łatwość dojazdu i zaparkowania. Zresztą samochodem po mieście jeżdżę już niemal tylko w weekendy. Nie opłaca się. To strata czasu i nerwów…

Czyli auto nie jest pana drugim domem…

– Sam po mieście jeżdżę, jak już wspomniałem, niewiele. Częściej wybieram się natomiast z rodziną poza miasto. Ale to tylko w wolne dni, a tych mam niewiele. No i wybieram samochód w jeszcze jednym przypadku. Zapomniałem przecież, że podczas wyjazdów na spotkania, np. z czytelnikami w różnych małych miejscowościach, też stawiam na auto. Z kilku powodów. Także dlatego, że nie dojeżdża tam kolej, a ostatni PKS często też już odjechał…

Jest coś, bez czego nie wyobraża pan sobie podróży samochodem? Chodzi mi o jakieś udogodnienia, gadżety.

– Tak naprawdę to nie ma nic takiego. Do tego też się dorasta. W takim autku dojazdowym nie muszę mieć w zasadzie niczego. No, może poza elektryczną szybą. Ale generalnie im mniej udogodnień, tym lepiej. Nic się nie psuje. Nikt nie kradnie. Nikogo nie interesuje złomek.

Trochę inaczej jest z moim autem rodzinnym. Mam troje dzieci, doceniam więc komfort i bezpieczeństwo. A najbardziej duuuży bagażnik. No i trzy oddzielne fotele dla dzieci z tyłu!

Na co zwraca pan szczególną uwagę podczas zakupu auta?

– Ważna jest wielkość (w przypadku auta rodzinnego), komfort, cena, bezpieczeństwo i marka. Na ten ostatni aspekt zwracam uwagę w dosyć szczególnym znaczeniu. Chodzi mi o to, żeby za kilka lat można było samochód łatwo sprzedać na rynku aut używanych.

Rozmawiamy o samochodach, a ja nawet nie spytałem jeszcze, czym pan jeździ. Teraz się poprawiam.

– Po mieście poruszam się starutkim fiatem palio. Nigdy mnie nie zawiódł! Z rodziną jeżdżę z kolei volkswagenem.

Ma pan jakieś motoryzacyjne marzenie?

– Tak się składa, że dawno temu, kiedy pracowałem w radiowej Trójce, byłem dziennikarzem, który zajmował się także motoryzacją. Pracowaliśmy z Magdą Nurkiewicz i Jerzym Iwaszkiewiczem w audycji „Wrzuć Trójkę”. Wtedy mogłem wsiąść do właściwie każdego auta! Więc dziś takich marzeń już nie mam! Choć nie, mylę się. Ale nie byłoby to żadne ferrari czy lamborghini, tylko youngtimer. Najchętniej czerwony fiat 125p z połowy lat 70.!

Skoro cofnęliśmy się w czasie… Pamięta pan swoje pierwsze auto?

– Tak, taki mój pierwszy to była zastava (nieistniejąca już marka serbskich, wcześniej jugosłowiańskich samochodów – przyp. red.) 1100p. Auto odziedziczyłem po ojcu. Było super. Miało doskonały silnik Fiata. Ale nie było pozbawione mankamentów. Chodzi mi m.in. o marnej jakości blachę i pozostawiającą wiele do życzenia jakość złożenia auta. W konsekwencji samochód nie dożył nawet dwudziestu lat, musiał iść na złom, bo zaczął zostawiać po sobie cztery ślady.

Nie wracajmy jeszcze do współczesności. Proszę opowiedzieć o kursie prawa jazdy i późniejszym egzaminie.

– Pamiętam wszystko doskonale. To była trauma! Rok 1984, chodziłem do drugiej klasy liceum, miałem szesnaście lat. Sam środek epoki Jaruzelskiego, benzyna na kartki, więc instruktorzy oszukiwali na maksa! Były lewe kursy, wypisywanie fikcyjnych jazd maluchem… Nikt z nas nie mógł się temu przeciwstawić, bo by wyleciał! Makabra!

Egzamin zdałem za drugim podejściem. Stało się tak dlatego, że egzaminator, wyjątkowa szuja, nienawidził każdego z nas i celowo dawał takie komendy, żeby się nie powiodło! Chodziło mu po prostu o łapówkę. Szkoła trudnego życia…

Teraz jest pan już doświadczonym kierowcą. Ale czy dobrym? Jakimi cechami powinna wyróżniać się taka osoba?

– Tak, uważam się za dobrego kierowcę. Mówię to bez wahania, bo były takie lata, kiedy robiłem nawet 90 tys. km rocznie! Jeździłem po kraju, ale także na trasie Warszawa – Anglia. Był to początek lat 90., drogi w fatalnym stanie. Sporo mi takie doświadczenie dało.

A cechy? Rozwaga! Ale chyba przede wszystkim zdolność przewidywania i myślenia. Za siebie, ale również za innych. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, refleks, ale i kulturę, która wręcz nakaże samemu sobie pewne ograniczenia, żeby pomóc w ten sposób innym. Kierowca dojrzewa także wtedy, gdy pojawią się w domu dzieci! To zmusza do pokory i zdjęcia nogi z gazu.

A potrafiłby pan wymienić siedem grzechów głównych, popełnianych przez polskich kierowców?

– Na pewno brak myślenia i wyobraźni. Wymieniłbym jeszcze pijaństwo, szarżowanie i agresję. To coraz większy problem. Na drogach pojawia się coraz więcej kiepskich kierowców, bez refleksu, powolnych, którzy irytują tych z ADHD, no i potem mamy kłopoty. Z bójkami włącznie. Brak nam kultury, np. wpuszczania do ruchu innych, nawet na autostradach! Za to jak wyjedziemy np. do Niemiec, to tam jest zupełnie inaczej! A u nas – bij, zabij, byle moje na górze! Ale chyba i tak jest coraz lepiej.

Jakie działania powinno się przedsięwziąć, żeby znacznie ograniczyć liczbę wypadków drogowych? Czy fotoradary i polityka restrykcyjnego karania kierowców za przekroczenia prędkości są krokiem w dobrym kierunku?

– Fotoradary? Tak. Pytanie tylko, gdzie. Na uliczce osiedlowej, znajdującej się tuż obok szkoły? Tak, bo tam często szarżują gówniarze w tuningowanych bmw. Ale gdzieś za miastem? Albo na ostatnich 100 metrach przed znakiem wieszczącym koniec obszaru zabudowanego? W tym przypadku stawia się je tylko po to, żeby nas złupić! Może zabieranie aut to nie jest głupi pomysł. Dla wielu młodych, jurnych kierowców na pewno dotkliwy…

Skoro o prędkości mowa… Czy jest pan energicznym kierowcą, lubiącym szybko jeździć?

– Szybko? Chyba nie najszybciej, bo zgodnie z przepisami. Ale jestem energiczny, to na pewno. Jeżeli zapala się światło, to ruszam, nie gapię się w lusterko. Takie reguły miejskiej jazdy…

 

Krzysztof Ziemiec (ur. w 1967 roku w Warszawie) – dziennikarz radiowy i telewizyjny. Obecnie związany z TVP1 i „Wiadomościami”, wcześniej m.in. z „Panoramą” w TVP2, TV Puls i TVN24. Twórca programów publicystycznych, m.in. „Niepokonani” (który otrzymał Grand Prix w konkursie „Oczy szeroko otwarte”) czy „Mam inne zdanie”. W 2011 roku wyróżniony wraz z twórcami filmu „JP2 – szukałem Was” „Totusem medialnym”. W 2012 roku nagrodzony Orderem Ecce Homo. Mąż i ojciec trójki dzieci. Od pokoleń związany z Warszawą.

zdjęcie: Piotr Drabik from Poland (Krzysztof Ziemiec  Uploaded by Dudek1337) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.