Dlaczego prawko nie drożeje?

pieniądze

Ogromna konkurencja na rynku, dziurawy nadzór nad OSK, bezkarność szkolenia „na skróty” – czy tylko dlatego kursy na prawo jazdy kosztują dziś (prawie) tyle samo, co dziesięć czy nawet piętnaście lat temu? Przecież paliwa, naprawy aut, ubezpieczenia nie potaniały. Przeciwnie! Może więc czas wprowadzić cenę minimalną za kurs, za godzinę jazdy?

W 2002 roku benzyna kosztowała 3 zł (na przełomie 2005 i 2006 roku – 4 zł), ubezpieczenia komunikacyjne były dwa razy tańsze niż dziś, rachunki w warsztatach samochodowych niższe. Zmiany cen jeszcze wyraźniej widać, gdy podjeżdżamy z pełnym koszykiem do kasy w markecie albo kiedy płacimy za gaz, prąd i wodę. Rozmaite usługi – dentysty, fryzjera, hydraulika – również podrożały. Przynajmniej o kilkadziesiąt procent. A ceny kursów na prawo jazdy jakby zostały zamrożone. W 2005 roku, zapisując się na kategorię B, musieliśmy wysupłać około 1,1 tys. zł. Teraz można znaleźć podobne, a nawet tańsze oferty. Jak to możliwe? Właściciele OSK wynaleźli samochody na wodę? A może instruktorzy mają jakieś specjalne rabaty w sklepach?

Krawcowa ma lepiej

– Instruktor zarabia mniej niż krawcowa, a przecież ma bardziej stresującą pracę – komentuje z humorem Łukasz Szczypior, współwłaściciel OSK „Sukces-Plus” w Ostródzie. – Kurs na prawo jazdy jest, de facto, coraz tańszy. Dlaczego? Bo kosztuje tyle samo od co najmniej dziesięciu lat, a w tym czasie ceny samochodów, paliwa, ubezpieczeń znacząco wzrosły.

Zauważa, że na koszty funkcjonowania OSK wpływają nie tylko opłaty za eksploatację pojazdów, ale np. składki ZUS, które rosną z roku na rok. Dlatego ośrodki zarabiają coraz mniej.

– Nie stać nas na zakup nowego auta za gotówkę. Tylko w kredycie – wyjaśnia Szczypior. – Jeszcze pięć lat temu mieliśmy 50 procent na wkład własny.

Wszyscy właściciele OSK, z którymi rozmawialiśmy, podobnie diagnozują sytuację na rynku. Oceniają, że opłaty za kurs są sztucznie zaniżane.

– Nie da się przeprowadzić kursu za 800 czy 1 tys. zł, licząc wynagrodzenie instruktora, koszty paliwa, amortyzację – wylicza Damian Frankowski prowadzący szkołę Franki w Lesznie. – Jak zaczynałem pracować w branży, otrzymywałem sześć złotych na godzinę, teraz instruktorzy średnio zarabiają dwa razy tyle.

– Kurs nie może kosztować 1 tys. zł, jeśli rzetelnie realizuje się program szkolenia – stwierdza Anna Motyka, szefowa nauki jazdy Mila w Lublinie. – Niedawno widziałam ofertę za 999 zł. Tak się złożyło, że trafiła do mnie kursantka z tamtej szkoły. Mówiła, że nie miała wykładów, nie dostała podręcznika i płyty, jazdy trwały krócej niż godzinę.

U niej kurs na kategorię B kosztuje 1399 zł. Z badaniami – 1599 zł. Studenci mogą liczyć na 100 zł zniżki. Właścicielka Mili tłumaczy, że utrzymywanie nieracjonalnie niskich cen w branży OSK polega na cięciu kosztów i różnych sztuczkach.

– Są ośrodki, które swój szyld wieszają i ściągają. Dlaczego? – pyta pani Anna. – Bo wynajmują biuro tylko na czas kontroli. [Przepisy mówią, że auta szkoleniowe, jak i siedziba OSK muszą być ologowane]. Niektóre szkoły podpisują umowy na wynajem pomieszczeń, ale z nich nie korzystają. Ważny jest papier. Polacy mają taką cechę, że zawsze kombinują.

Tanio, na raty, nie zawsze za kierownicą

W środowisku krążą anegdotki o wirtualnych salach wykładowych i o zajęciach odbywających się tylko na papierze. Bardziej rzetelne OSK też muszą jakoś oszczędzać, więc np. rezygnują z zakupu nowych aut i szkolą innymi pojazdami niż egzaminacyjne.

– Od dziesięciu lat mamy najwyższą cenę w Opolu i czekamy, aż ktoś do nas dorówna – śmieje się Dawid Harynek (D-H Szkoła Nauki Jazdy). – Kurs u nas kosztuje 1399 zł. Uważam, że to nie jest dużo. A średnia cena w naszym regionie to 1,1 tys. zł. Niektóre ośrodki szkolą za 1 tys. zł! Ktoś, komu nie zależy na dobrym szkoleniu, tylko na czasie i kwitach, idzie do nich.

Jak to wygląda w praktyce?

– Słyszałem o przypadkach, kiedy część z 30 godzin obowiązkowych jazd kursanci zaliczają jako pasażerowie! – opowiada Łukasz Szczypior. – Takie są efekty utrzymywania dumpingowych cen.

W Sukces-Plus kurs na prawo jazdy kategorii B też kosztuje 1,4 tys. zł. Cena nie zmienia się od lat.

– A i tak wielu klientów prosi o rozłożenie płatności na raty – przyznaje pan Łukasz. – W warmińsko-mazurskim jest wysokie bezrobocie, niskie pensje. A przecież od zamożności mieszkańców zależy, jak funkcjonują różne firmy usługowe.

Podkreśla, że walka o klienta odbija się na jakości szkoleń. O negatywnych skutkach walki cenowej mówią też właściciele OSK w Lesznie, Lublinie, Krakowie.

– Niektórzy są tak tani i tak szybcy, że puszczają kursanta na egzamin po dwóch tygodniach – ironizuje szefowa jednej z bardziej znanych szkół w Małopolsce. – To jest parodia szkolenia, możliwa dzięki fałszowaniu dokumentacji – komentuje ostro. Zastrzega jednak anonimowość.

– Niektórzy tak bezczelnie manipulują przy profilach kursantów, że aż trudno uwierzyć, iż nadzorujące OSK starostwa tego nie widzą – stwierdza właściciel OSK w Wielkopolsce. Też nie chce, byśmy publikowali jego nazwisko i nazwę firmy.

– Kontrole są nieskuteczne, bo trzeba je wcześniej zapowiadać – przypomina Anna Motyka z lubelskiej Mili. – Wiele zależy od skrupulatności urzędników. U nas są dość dociekliwi, w  sąsiednich powiatach mniej.

Motyka proponuje, by obowiązkiem OSK było np. wysyłanie do starostw harmonogramów wykładów. Jej zdaniem to ułatwiłoby nadzór nad ośrodkami.

– Odrzucam argument, że w wydziałach komunikacji brakuje ludzi do takich kontroli. Mogą robić naloty na elki, z policją, na ulicach miasta, popołudniami, a nie mogą sprawdzić, czy wykład się odbył?

Kurs za dwa tysiące? Ważniejsza cena minimalna za godzinę

Ile musi kosztować szkolenie na najpopularniejszą kategorię B, żeby OSK zarabiały przyzwoicie? Zdaniem właścicieli Sukces-Plus przynajmniej 1,8-1,9 tys. zł.

– Kurs powinien kosztować ponad 2 tys. zł, żeby to był rentowny biznes i pozwalał się rozwijać dobrym OSK – przekonuje Frankowski.

Taką samą kwotę proponuje Harynek i szefowie innych ośrodków. Pozytywnie oceniają pomysł wprowadzenia tzw. cen minimalnych. Urzędowych, określonych ministerialnym rozporządzeniem. Podkreślają jednak, że lepsze byłoby określenie stawki za godzinę zajęć praktycznych.

– Ustalenie minimalnej ceny za cały kurs nie daje gwarancji, że również instruktorzy bądź pracownicy otrzymaliby podwyżki. Bo to właściciel ośrodka ustala stawki. I w tym przypadku zawsze może się tłumaczyć, że nie podniósł płac, bo podatki, raty, ZUS – wyjaśnia Szczypior. – A w przypadku ustalenia ceny za godzinę szkolenia, gdzie np. widać 50-procentowy wzrost, instruktor mógłby zaprotestować. Powiedziałby: „Halo, jazda kosztowała 45 zł i zarabiałem 12 zł, a teraz jest 80 zł i zdecydowanie powinno być więcej”. Wyższa stawka byłaby szansą dla instruktora na godziwe zarobki.

Teraz za godzinę doszkalania w Olsztynie i okolicach trzeba zapłacić od 40 do 50 zł. Podobne stawki są również w innych regionach Polski. Niektóre OSK mają w cenniku 60 zł za godzinę, ale jeśli wykupi się np. pięć godzin, dostaje się rabat.

– 40 zł to powinna być stawka za godzinę pracy instruktora – przekonuje Anna Motyka. – Są szkoły, w których instruktorzy pracują za 10 zł. U mnie mają piętnaście na rękę. Więcej dać nie mogę.

– Przy obecnych cenach kursów ja też nie mogę pozwolić sobie na kolejną podwyżkę dla instruktorów – wtóruje Frankowski.

Właściciele szkół zastanawiają się, czy wprowadzenie cen minimalnych rzeczywiście ucywilizowałoby działalność branży OSK.

– Czyszczenie rynku dodatkowymi regulacjami, sankcjami, nigdy nie jest w stu procentach skuteczne. Zawsze znajdzie się sposób na obejście przepisów – komentuje Harynek.

– Postulat ceny minimalnej za kurs pojawia się od lat. Pytanie, jak to się ma do ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Przecież każdy może pracować, za ile chce. Teoretycznie może nawet dokładać do interesu – żartuje Szczypior.

Kto skorzysta na urzędowej cenie?

A już na poważnie dodaje, że na cenach minimalnych najbardziej mogłyby skorzystać nierzetelne firmy, oferujące niskie ceny za byle jakie szkolenie.

– Podniosłyby opłaty, a nie podniosły jakości – prognozuje współwłaściciel ośrodka Sukces-Plus.

– Niekoniecznie – ripostuje szefowa lubelskiej Mili. – Jeśli mimo podwyżki cen nadal by kiepsko szkolili, szybko poszłaby fama, że za te same pieniądze można się uczyć lepiej. Tak jak ze zmianą korepetytora: jeżeli tyle samo trzeba płacić za zajęcia u dobrego i słabego nauczyciela, wiadomo, do kogo się zapiszemy.

Właściciele OSK zauważają, że osoby starające się o prawko coraz bardziej świadomie wybierają miejsce nauki jazdy. Kierują się opiniami rodziny, znajomych, ale też biorą pod uwagę stan techniczny pojazdów czy wyposażenie sal dydaktycznych. Ważnym argumentem jest oczywiście tzw. zdawalność.

– Ośrodki, które grają tylko ceną, padają – zauważa Harynek. – Po zakupie nowego motocykla kurs na kategorię A zrobiliśmy za 1,8 tys. zł. Konkurencja oferowała go za 1,2 tys. zł. Nie inwestowała w tabor. I co? Za pół roku splajtowała.

Zauważa, że cena selekcjonuje klienta.

– Jeśli ktoś płaci za kurs kilkaset złotych więcej, to się bardziej przykłada, nie opuszcza zajęć – podsumowuje Harynek.

Co zrobić, żeby wszyscy – kursanci i instruktorzy – bardziej się przykładali? Współwłaściciel OSK w Ostródzie postuluje… wydłużenie kursu do 50 godzin zajęć praktycznych. To oczywiście przyniosłoby większe dochody OSK, a przede wszystkim…

– Dałoby gwarancję, że kursant, nawet z gorszej szkoły, będzie świadomy, na jakim jest etapie, czy jest gotowy do egzaminu – tłumaczy Szczypior. – Proponuję podniesienie progu godzin zamiast wymyślania kar i zwiększania presji na ośrodki, żeby po 30 godzinach jazdy wyczarowali stuprocentową zdawalność.

Tomasz Maciejewski

Dla „Szkoły Jazdy”

dr hab. Jarosław Korpysa, Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu Szczecińskiego

Oferty kursów za 700-800 zł, a takie już widziałem, trochę niepokoją. Tym bardziej że ich organizatorzy zastrzegą, iż kursant sam uczy się teorii. Nie jestem zwolennikiem cen minimalnych. Im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej. Ale aparat nadzoru nad ośrodkami szkolenia kierowców trzeba udoskonalać, ponieważ nauka jazdy to specyficzna usługa. Wzmocnienie mechanizmów kontroli, sankcje oczywiście spowodują wzrost cen. Trzeba będzie rzetelnie realizować program szkolenia, spełnić określone wymogi. Ale wydaje mi się, że opłata za kurs na poziomie 1,7 czy 1,8 tys. zł nie byłaby wygórowana, biorąc pod uwagę ceny innych usług i produktów. Wysoka jakość szkolenia kierowców jest w interesie społecznym. Im lepiej osoby ubiegające się i posiadające prawko radzą sobie za kółkiem, tym bezpieczniej na drogach.

Zasadne wydaje zwiększenie liczby zajęć praktycznych, także w ośrodkach doskonalenia techniki jazdy. Warto zwrócić uwagę, że na rynku są oferty kursów ekspresowych. Oczywiście droższych, ale trwających dwa, trzy tygodnie. Wydaje mi się, że to zbyt ekspresowy sposób szkolenia. Tym bardziej że teraz większość osób od razu po zdaniu egzaminu wyjeżdża na drogę. Samochody są po prostu tanie, ogólnodostępne. Jakieś małe starsze autko można kupić za 1 tys. zł.

Skąd ten cenowy wyścig na rynku OSK? Duża konkurencja. Powstawało coraz więcej szkół, bo było coraz więcej klientów. Prawo jazdy robiły osoby z wyżu demograficznego lat 70. i 80. Duża podaż powoduje, że ustala się ceny dumpingowe, by przyciągnąć klientów. Później się te ceny trochę podnosi. Teraz w liceach i na uczelniach jest niż, a to są potencjalni klienci OSK, więc podaż spadnie. Ceny powoli będą podnoszone. Oprócz czynnika demograficznego decydujące są m.in. rosnące koszty ubezpieczeń komunikacyjnych. W tym roku stawki OC bardzo wzrosły.

Konkurencja zniweluje słabszych. Zostaną najlepsi. Pod względem zdawalności, nie tylko ceny. Bo to jest ważne dla klienta. O co pytamy znajomych, którzy już mają prawo jazdy? Gdzie się przygotowywali, czy instruktor był OK, czy zdali za pierwszym razem.

Wasze komentarze (6)

  1. Z tymi salami wykładowymi, biurami to też trochę szopki, bo obecenie co raz więcej kursantów decyduje się na kurs bez teorii i zdaje bezpośrednio w WORD. Kraje takie jak Niemcy czy Holandia mają cenę minimalną i jest ok. Jest to jakiś kierunek, próba uzdrowienia chorej sytuacji. Ps. widziałem kursy na gruponie za 599 PLN :)
    • Kursy sprzedawanie na Gruponie są dla osób lubiących mocne wrażenia. Teoria -sobota i niedziela po 15 godzin zajęć. Praktyka- całkowita dyspozycyjność, bo zajęcia mogą być wtedy, kiedy instruktor ma czas, czyli 5 rano w niedzielę, 23 w środę, a to i tak jest dobrze, bo cudem jest umówienie się na jakąkolwiek jazdę, co kursanci opisywali w necie.
  2. Jak w sklepie towar nie schodzi pojawiają się promocji i obniżki cen , niema kursantów też pojawiają się obniżki cen lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, to jest ekonomia popyt i podaż podnoszenie cen i jakości szkolenia w naszym kraju jest totalną głupotą ponieważ zasady gry rynkowej co chwilę się zmieniają i prawo jest niestabilne więcej o tych zależnościach mogą powiedzieć właściciele ODTJ Firmy krzak trzymają się mocno uważam właścicieli za dobrych strategów i ekonomistów bo umieją dopasować się do polskich realiów.
  3. Już ustalili cenę za badanie lekarskie, 200 zł. Państwo musi koniecznie ustalać, ile ja mam płacić oraz ile oni mają inkasować. Na koniec ustalą cenę minimalną za nalepkę z liściem klonowym barwy zielonej.
  4. Dziadostwo na własne życzenie, nie mogę zwiększyć ceny, bo konkurencja ma niską. Kur..a mać mamy kapitalizm jak firma nie przynosi zysków to ją zamykamy. Mam cenę 1700zł i klientów nie brakuje....tylko JAKOŚĆ SZKOLENIA jest to sama dla grupy 6 osób i 26 osób. Im więcej dziadów na rynku tym więcej mam klientów. Pozdrowienia dla dobrych OSK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.