O trudnej drodze do kariery rajdowca opowiada wielokrotny mistrz polski Tomasz Kuchar.

Maciej Piaszczyński: Jak rozpoczęła się pana przygoda z motoryzacją?


Tomasz Kuchar: Plan był inny - miałem zostać koszykarzem. Mój ojciec jako trener ma na koncie kilka tytułów mistrza Polski, ponadto był selekcjonerem reprezentacji Polski. Wydawałoby się, że wybór mojej drogi jest naturalny Mnie jednak ciągnęło do urządzeń z silnikami. Jako że jestem jedynakiem, rodzice szybko zarządzili szlaban na pojazdy dwukołowe. Nawiasem mówiąc, jestem im za to wdzięczny, bo nie jest to najbezpieczniejsze hobby dla nastolatków bez wyobraźni. Padło na karting. Dostałem się do sekcji działającej przy szkole podstawowej i tak wpadłem po uszy w motosport. To rodzaj narkotyku, więc łatwo o uzależnienie. Moją pierwszą rajdówką był maluch. Potem przesiadałem się do mocniejszych samochodów. W swojej kilkunastoletniej karierze przetestowałem ich całkiem sporo, z kultowymi rajdówkami klasy WRC włącznie.


Jak zdobywał pan prawo jazdy? Czy łączy się z tym jakaś ciekawa przygoda?


Prawo jazdy zdobyłem najszybciej, jak tylko to było możliwe. W tamtym czasie wystarczyło mieć ukończone 17 lat. Kiedy rozpoczynałem kurs, potrafiłem już jeździć samochodem, dlatego ze zdaniem egzaminu nie miałem najmniejszych problemów. Ciekawostką jest to, że następnego dnia po zdaniu egzaminu wystartowałem w rajdzie dla amatorów (tzw. KJS). Zgłosiłem się swoim maluchem.


Kiedy poczuł pan, że chciałby zostać rajdowcem?


Jak już wspomniałem, przepadłem dla sportu, który uprawiam do dziś, kiedy rozpocząłem regularne wizyty na torze kartingowym jeszcze w podstawówce. Zaraziłem się tym błyskawicznie. Rozwój kariery nie był wtedy łatwy, ale nie zrażałem się. Dzisiaj wystarczy poszperać w internecie, poszukać porad, jak poczynić pierwsze kroki, pooglądać filmy instruktażowe, nawiązać kontakt z coraz liczniejszymi szkołami i fachowcami. W latach dziewięćdziesiątych było dużo trudniej. Wielu elementów rajdowego rzemiosła ja i moi koledzy uczyliśmy się na własnych błędach. Żeby naprawdę się rozwijać, musieliśmy wykazać się ogromną determinacją. Jednak dla prawdziwego fana motosportu przeszkody są po to, by je pokonywać.


Jakie samochody lubi pan prywatnie?


Wierzcie państwo lub nie, ale na temat samochodu na co dzień mam nietypowe poglądy. Wydawałoby się, że kierowca rajdowy potrzebuje non stop mocnych wrażeń. W moim przypadku jest inaczej. Dla mnie liczy się bezpieczeństwo i wygoda. Dotyczy to mnie i mojej rodziny. Dlatego jeżdżę dieslem z automatyczną skrzynią biegów, systemem automatycznego uruchamiania świateł i wycieraczek. Adrenalinę mam podczas zawodów, na publicznej drodze bardziej cenię komfort, bezpieczeństwo i małe spalanie. Oczywiście fajnie jest usiąść za kierownicą ferrari czy lambo, ale samochody te nie są w stanie zrobić na mnie większego wrażenia niż auta, którymi rywalizuję na odcinkach specjalnych rajdu.


Czy droga do kariery rajdowca jest długa?


Częściowo odpowiedziałem już na to pytanie wcześniej. Jeśli do wszystkiego trzeba dojść samemu, droga do kariery się wydłuża. Na pewno dzisiaj jest łatwiej. Nie zmienia to faktu, że i kiedyś, i dziś niezbędna była i jest determinacja oraz upór. Nie bez znaczenia jest wsparcie finansowe. Na początku trzeba dużo trenować, później bardziej efektywne są starty w zawodach i bezpośrednia rywalizacja. To wszystko kosztuje. Nawet największy talent nie poradzi sobie, jeśli nie będzie dysponował odpowiednimi warunkami do uprawiania tej pięknej dyscypliny sportu.


Jak pan ocenia umiejętności polskich kierowców?


Jest kiepsko. Moja krytyczna ocena wynika z obserwacji innych kierowców podczas codziennych podróży, ale też z perspektywy właściciela Akademii Bezpiecznej Jazdy. Wynika to po części z systemu szkolenia kierowców. Kurs nauki jazdy jest bardziej przygotowaniem do zdania egzaminu niż faktycznym przysposobieniem do sprawnego i bezpiecznego prowadzenia samochodu. Niestety, wielu kierowców wraz z przejechanymi kilometrami nabiera nadmiernego zaufania do swoich umiejętności. Nawet jeśli spowodują wypadek, winy szukają poza sobą. Fatalne nawyki nabywane przez lata, kompletny brak świadomości ponoszonego ryzyka sprawiają, że na naszych drogach dochodzi do istnych horrorów. Brutalna prawda jest taka, że większość polskich kierowców nie wie, jak poprawnie usiąść za kierownicą, jak odpowiednio się nią posługiwać i jakie mogą być konsekwencje tej niewiedzy i popełnianych z tego powodu błędów.


Od stycznia wchodzi w życie ustawa o kierujących pojazdami. Będą nowe kategorie prawa jazdy, większa kontrola młodych kierowców. Czy sądzi pan, że poprawi to bezpieczeństwo na polskich drogach?


Liczę na to. Gorzej już chyba być nie może. Mamy fatalne statystyki, które można tylko poprawiać. Młodzi kierowcy zostaną zmuszeni do stawienia się na kursie z zagrożeń w ruchu drogowym już kilka miesięcy po uzyskaniu dokumentu prawa jazdy. Taki system funkcjonuje w Europie. Na pewno w jakimś stopniu poprawi to bezpieczeństwo. Jeśli dojdzie do tego lepszy system karania tych, którzy z publicznych dróg robią sobie tory wyścigowe, sytuacja musi ulec poprawie.


W ostatnim czasie modne stało się doskonalenie techniki jazdy. Czy widać już efekty takich szkoleń na naszych drogach?


Z roku na rok statystyki wypadków wyglądają coraz lepiej. Na tej podstawie można wysnuć wniosek, że pojawiają się efekty przeróżnych kampanii uświadamiających adresowanych do kierowców oraz szkoleń z doskonalenia techniki jazdy. Wprawdzie bardzo mało jest jeszcze ośrodków działających legalnie, ale coraz więcej firm, zwłaszcza dużych korporacji, wysyła użytkowników samochodów służbowych na szkolenia mające na celu zmniejszenie szkodowości. Gorąco zachęcam do udziału w takich kursach. Zbudowanie świadomości, jakimi kierowcami jesteśmy, naprawdę daje dobre efekty. Uczestnicy szkoleń przekonują się, jak wiele pracy przed nimi, by zostali naprawdę bezpiecznymi kierowcami. Ufam, że po zajęciach z większym respektem wsiadają do swoich samochodów.


Pan też posiada spory obiekt, gdzie można odbyć tego typu szkolenia. Co jeszcze oferuje dziś Rallyland?


Rzeczywiście, teren dawnego lotniska wojskowego Debrzno daje ogromne możliwości. Z racji moich zainteresowań większość aktywności związana jest z samochodami. W Rallylandzie funkcjonuje Ośrodek Doskonalenia Techniki Jazdy przystosowany do szkoleń dla kierowców wszystkich kategorii prawa jazdy prowadzony przez Akademię Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara. Stworzyliśmy cykl zawodów rajdowych dla amatorów o nazwie Motul Rallyland Cup. Frekwencja bije rekordy. Nie ma miejsca w Polsce, gdzie na podobne imprezy stawiałoby się tylu zawodników. Ponadto w Rallylandzie odbywają się prezentacje nowych modeli samochodów, szkolenia dla sieci dilerskich producentów motoryzacyjnych, sesje zdjęciowe do poczytnych czasopism branżowych. Nasz obiekt to także doskonały poligon pod kątem wszelkiego rodzaju imprez integracyjnych niezwiązanych z motoryzacją. Paintball, biegi przeprawowe, strzelanie etc. Wszystko zależy od wyobraźni organizatorów. Dookoła lasy i jeziora. Gorąco zachęcam do odwiedzenia tego malowniczo położonego miejsca.


 


Tomasz Kuchar (ur. 16 lipca 1976 we Wrocławiu), kierowca rajdowy, wicemistrz Polski (2007 i 2009). Syn Andrzeja Kuchara, byłego trenera kadry koszykarzy. Rozpoczął karierę w 1995 roku, zdobył cztery tytuły mistrza Polski (klasa N-3 w 1998, F-2 w 1999 i 2000, Super 2000 2009). Jest zwycięzcą Volkswagen Sport Trophy ’99, w sezonie 2002 był fabrycznym kierowcą zespołu Hyundai-Castrol World Rally Team. W latach 1999 ? 2003 startował w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Zasiadał za kierownicą takich samochodów rajdowych, jak: volkswagen golf kit-car, toyota corolla WRC, hyundai accent WRC, ford focus WRC, mitsubishi lancer evo VI, evo VII (gr. N), subaru impreza spec C (gr.N), fiat punto super 1600, peugeot 207 super 2000, peugeot 307 WRC.


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0