Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin chce uwolnić ok. 230 zawodów, z czego w pierwszej transzy - 49. Wśród nich znajdują się zawody instruktora nauki jazdy i egzaminatora. Dyrektorzy WORD-ów i przedstawiciele środowiska związanego ze szkoleniem kierowców uważają, że proponowane zmiany nie są krokiem w dobrym kierunku.

Zbigniew Józefowski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Gorzowie Wielkopolskim


Co do samej istoty pomysłu ministra Gowina się zgadzam. Duża część profesji jest w Polsce niepotrzebnie koncesjonowana. Jednak jeśli chodzi o zawód egzaminatora i instruktora, to nie wydaje mi się, żeby proponowane zmiany były fortunne. Złym pomysłem jest obniżenie posiadanego wykształcenia. Szkoła średnia, czy uczelnia wyższa są instytucjami, które wyrabiają u ludzi pewne nawyki, kładą nacisk na kulturę osobistą. Osobna sprawa to zmniejszenie długości posiadania prawa jazdy. Z perspektywy trwającego niżu demograficznego nie jest to propozycja trafna. Na rynku jest zbyt wielu egzaminatorów, którzy nie mają pracy. Teraz może być ich jeszcze więcej. Podsumowując: zmniejszenie kwalifikacji egzaminatora i instruktora nie wpływa na bezpieczeństwo w ruchu drogowym.


Marek Dworak, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego


Proponowane zmiany są niezasadne. Dalsze obniżanie rangi zawodu instruktora i egzaminatora nie przyczyni się do niczego dobrego. Szczególnie w przypadku obniżenia długości posiadanego uprawnienia do kierowania pojazdami. W moim odczuciu należałoby raczej zmienić sposób egzaminowania instruktorów. Niestety, w tej kwestii żadne propozycje jednak nie padły. Wydaje mi się, że 23-letni egzaminator z trzyletnim doświadczeniem w kierowaniu pojazdem to trochę mało… Proponowane zmiany nie są krokiem w dobrym kierunku, nie należy jednak bić na alarm.


Krzysztof Szymański, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców


W naszej ocenie przedstawione przez ministra rozwiązania nie są trafne. Podstawowym warunkiem dobrego wyszkolenia instruktora jest doświadczenie. Czy warto kosztem łatwiejszego dostępu do zawodu je skracać i narażać całą grupę ludzi szkolących się na obniżenie poziomu kursu? Moim zdaniem nie. Tym bardziej, że zawód instruktora nie należy do profesji sowicie opłacanych.  Co do wykształcenia - nie wyobrażam sobie instruktora nie potrafiącego sprawnie pisać i czytać. To przecież byłby absurd! Nie przekonuje mnie też argumentacja, że deregulacja będzie skutkowała powstaniem nowych miejsc pracy. Przecież ludzi wykonujących zawód instruktora nie brakuje.


Z kolei egzaminator powinien być osobą dojrzałą zawodowo i społecznie. Nie może ulegać emocjom, naciskom, musi mieć wyważone zdanie. Wszystko można uprościć, ale chyba nie o to chodzi. Proponowane zmiany dotyczące egzaminatorów także nie mają uzasadnienia. Będziemy starali się przekonać projektodawców, żeby nie weszły w życie.


Roman Stencel, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców


Mam nieodparte wrażenie, że propozycje ministra w kontekście egzaminatorów i instruktorów nic nie zmienią. Mogą jedynie przycyznić się do poprawy wizerunku rządu. W przypadku zawodu egzaminatora zwiększy się może liczba posiadających uprawnienia, ale nic ponadto. Liczba WORD-ów jest ograniczona, liczba egzaminów nie wzrasta, bo mamy do czynienia z niżem demograficznym. Zdobycie uprawnień nie jest przecież równoznaczne ze zdobyciem pracy. Podobnie rzecz się ma z instruktorami. Obniżenie poziomu wykształcenia może sprawić, że na rynku pojawi się więcej osób oferujących takie usługi. Pytanie tylko, czy właściciel ośrodka szkolenia kierowców mając do dyspozycji CV dwóch kandydatów na stanowisko instruktora wybierze tego, który ma gorsze wykształcenie? Mocno wątpliwe.


 


Not. jaz

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0