Czy warto się jeszcze organizować?

Kogo dziś winić za niekorzystne dla branży zapisy w Ustawie o kierujących? Wielu szkoleniowców uważa, że głównie wina leży po stronie liderów społecznych organizacji, którzy uczestniczyli w pracach podkomisji. Kogo dziś reprezentują tego typu organizacje i czy bez radykalnych reform mają jeszcze szansę mieć wpływ na kształt tworzonych przepisów?

To właśnie reprezentanci organizacji, takich jak Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Ośrodków Szkolenia Kierowców czy Polska Izba Gospodarcza Ośrodków Szkolenia Kierowców, przez cały czas procedowania ustawy jeździli do sejmu, aby walczyć o korzystne dla branży zapisy. Dziś, kiedy ustawa jest już podpisana przez prezydenta, trudno się dziwić, że za niektóre regulacje wini się właśnie liderów tych organizacji. A jest ich sporo. Wymienić tu można chociażby brak zadowalającego rozwiązania kwestii wymiany flot samochodów przez WORD-y czy pomysł wprowadzenia „ośrodków szkolenia kierowców spełniających dodatkowe wymogi”, czyli Super OSK, które mogą niebawem pozbawić chleba większość właścicieli mniejszych ośrodków. Nie dziwi więc, że nawet prezesi lokalnych stowarzyszeń nie ukrywają rozgoryczenia. „Po totalnej porażce w pracach nad Ustawą o kierujących pojazdami naszych przedstawicieli, musimy odpowiedzieć sobie na pytania, co dalej z naszą branżą – pisał w liście do redakcji Władysław Drzazga, prezes Stowarzyszenia Wykładowców i Instruktorów Szkolenia Kierowców w Gorzowie Wielkopolskim. – Jakie przyjąć kierunki działania na przyszłość w celu zmiany istniejącego stanu rzeczy? Co zrobić, aby powstrzymać degradację rynku szkolenia kierowców? Czy jest sens utrzymywania organizacji branżowych o zasięgu ogólnopolskim, skoro w najważniejszych okresach dla branży zawodzą?”.

O opinię poprosiliśmy kilku reprezentantów tych środowisk.

Krzysztof Szymański, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców

Mam świadomość, że trudno dziś znaleźć ludzi, którzy chcą robić coś społecznie. Kiedyś wyglądało to zupełnie inaczej. Dziś mamy kapitalizm i dla większości najważniejszy jest zysk. Człowiek dziś nie ma większego znaczenia. W tym systemie trudno jest znaleźć ludzi młodych, którzy chcą angażować się społecznie. Chociaż mamy na przykład pana Pawła Żurawia – młody człowiek z tytułem doktora, wykładowca akademicki, który sam mówi, że jako szkoleniowiec dojrzał, aby działać społecznie, bo jest przerażony tym, co się dzieje.

Biorąc udział w pracach podkomisji, stwierdzam również, że ważne jest, aby dziś liderzy organizacji społecznych byli czynnymi szkoleniowcami. Trzeba samemu doświadczyć wszystkich aspektów prowadzenia ośrodka, żeby mieć na ten temat jakieś zdanie. Doświadczenie jest niezbędne, aby sprawnie działać społecznie.

Roman Stencel jakiś czas temu proponował utworzenie forum, które miałoby skłonić do współpracy nasze organizacje. Nawet przygotował już materiały, które przedstawił nam do zaopiniowania i podpisania. Moim zdaniem nie chodzi tu jednak o takie urzędowe porozumienia i papiery, chodzi raczej o to, żeby w przypadku, gdy jest taka potrzeba, spotykać się i dyskutować o tym, co nas dotyczy. My przecież nie jesteśmy organizacjami, które nie rozmawiają ze sobą. Było spotkanie w Pile, w Warszawie i były pewne porozumienia. Jeśli ktoś twierdzi, że my jesteśmy tak bardzo skłóconym środowiskiem, to jest to po prostu nieprawdą. Inna sprawa, że nasze poglądy nieraz się różnią. Wszystko zależy, kto gdzie pracował, jaką działalność prowadzi. Wiele różnych czynników ma wpływ na poglądy. Niełatwo znaleźć konsensus nawet wśród głównych organizacji.

Ogólnie jestem zdania, że nie jest tak źle. Kolega Władysław Drzazga słusznie napisał w jednym z tekstów, że są w naszym środowisku takie symptomy, które sprzyjają jednoczeniu się, pomocy w sytuacji, kiedy nie jest nam łatwo. Powinniśmy do tego zmierzać. Moim zdaniem wciąż warto działać społecznie i warto coś dla ludzi robić. Stąd zachęcam kolegów z branży do działalności w ramach stowarzyszeń. Naprawdę warto.

Jerzy Kociszewski, wiceprezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców

Czytając wypowiedzi, listy otwarte, opracowania czy analizy pisane przez Szanownych Kolegów z branży, można popaść w wielkie zakłopotanie. Szczególnie w sytuacji, kiedy czuję się w pewnym sensie po części odpowiedzialny za istniejącą sytuację. Odpowiedzialny, ponieważ jako jedyny członek Zarządu Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców działam (z przerwami) w tym statutowym organie od czasów jego powstania – kiedy prezesem był Janusz Ujma, poprzez autokratyczny – niedemokratyczny styl rządów w Federacji za czasów Aleksandra Igielskiego, aż do chwili obecnej, kiedy kieruje Federacją Krzysztof Szymański.

Dosięgający nas kryzys gospodarczy, niż demograficzny i ogromna konkurencja (konkurencja przede wszystkim cenowa, a nie jakościowa) powodują, że wśród właścicieli ośrodków szkolenia w kraju panuje lęk, strach i gniew, co prowadzi do jednostronnej i często niesprawiedliwej oceny sytuacji. Dosięga nas, o ironio, stres, z jakim mają do czynienia nasi klienci zdający egzamin państwowy na prawo jazdy. Powoduje on, że zaczynamy czynić zarzuty kolegom z branży, szczególnie tym, których wybraliśmy jako swoich przedstawicieli. Krzyczymy głośno – to przecież oni powinni nas reprezentować i dbać o nasze interesy!

Jeżeli jednak cofniemy się pamięcią o kilka lat, doskonale widać, że filozofia służąca określonej grupie firm szkolących doprowadziła w konsekwencji do podziału środowiska. Obok Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców powstały dwie izby gospodarcze – polska i ogólnopolska. Wydawało się, że te dwie organizacje scementują nasze środowisko, że będziemy mieli większą siłę w reprezentacji i większy wpływ na negocjacje z Ministerstwem Infrastruktury. Patrząc jednak z perspektywy czasu, okazało się, że główną troską izb gospodarczych OSK stało się zarabianie pieniędzy, a nie dbałość o bezpieczeństwo ruchu drogowego i rozwój firm będących ich członkami. Obydwie izby ledwo powstały, już dopadła je „społeczna znieczulica”, a ogromny dochód, w porównaniu z dochodami OSK, spowodował zaburzenia w działaniu statutowym tych organizacji odnośnie do obrony praw i interesów ich członków. Zabrakło demokracji. Trzeba uczciwie powiedzieć, że w zdecydowanie mniejszym stopniu dotyczy to Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców.

Sądzę, że skutkiem tego stał się brak jednomyślności i konsekwencji w działaniu wszystkich trzech organizacji. Zawiódł przede wszystkim system wymiany informacji pomiędzy nami. Nawet w sprawach priorytetowych dla środowiska nie potrafiliśmy wypracować jednego stanowiska.

Fakt, że Prezydent podpisał Ustawę o kierujących pojazdami, nie oznacza, iż wszystkie nasze zabiegi poszły na marne. Mamy ostatnią szansę, aby wreszcie się porozumieć i zaskarżyć ustawę do Trybunału Konstytucyjnego jako niezgodną z konstytucją. Mam nadzieję, że pomimo dotychczasowego braku porozumienia między nami uda nam się zaprezentować jednolite stanowisko, niezależnie od partykularnych interesów członków poszczególnych organizacji.

Natomiast na pytanie, czy Federacja jest potrzebna, odpowiedź otrzymamy 26.03.2011 r. podczas obrad XIII Zjazdu Delegatów Stowarzyszeń Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. Na dzień dzisiejszy wydaje się ono pytaniem retorycznym.

Roman Stencel, prezes OIGOSK, założyciel, wiceprezes PFSSK od listopada 1998 r. do listopada 2004 r.

Moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że ustawa z 5.01.2011 r. o kierujących pojazdami mogła zawierać o wiele więcej regulacji korzystnych dla OSK i kursantów, np. w kwestii dyspozycji pojazdów do egzaminowania na kat. A, B; udostępniania nagrań z przebiegu egzaminu; obowiązków informacyjnych OSK czy upowszechnienia e-learningu.

Niestety szansy tej nie wykorzystano w pełni, albowiem nie udało się wypracować przedstawicielom organizacji reprezentujących środowisko OSK, tzw. stronie społecznej, przy procedowaniu rządowego projektu ustawy – wspólnego, spójnego i jednolitego stanowiska w wielu obszarach.

Powód jest trywialny – zabrakło skutecznych, trwałych mechanizmów i procedur pozwalających na wypracowywanie opinii, postulatów środowiskowych.

Natomiast podejmowane ad hoc, głównie z mojej inicjatywy, spotkania i konsultacje przyniosły tylko cząstkowe rezultaty.

Osobiście robiłem co możliwe, aby zmobilizować liderów pozostałych organizacji środowiskowych, tj. PFSSK i PIGOSK, do realnej współpracy dla wypracowania skutecznych i mobilnych procedur konsultacyjnych.

Doświadczenia z uczestnictwa w procedowaniu pierwotnego przedłożenia projektu ustawy w 2007 r. jednoznacznie wskazywały, że dla uzyskania poparcia posłów i wprowadzenia do tekstu ustawy postulatów i propozycji środowiska OSK niezbędna jest pełna mobilizacja i wyartykułowanie jednolitego stanowiska przez stronę społeczną.

W celu wypracowania stałego mechanizmu konsultacyjnego oraz stworzenia podstaw stałej szerokiej współpracy już 8 września 2007 r. wysłałem do prezesów PFSSK i PIGOSK konkretny projekt umowy współpracy.

Projekt umowy przewiduje rotacyjne przewodnictwo oraz komisję arbitrażową do rozstrzygania sporów. Szczegółowo reguluje najistotniejsze kwestie organizacji spotkań, trybu wypracowywania i podejmowania decyzji, współfinansowania kosztu tych spotkań, bieżącej wymiany informacji, współuczestnictwa w organizowanych przedsięwzięciach o charakterze otwartym itp. Niestety propozycja ta pozostała bez odpowiedzi.

Moim zdaniem niepowodzenie w tym zakresie jest konsekwencją wielu czynników, tych samych, które wcześniej spowodowały opuszczenie szeregów PFSSK i pójście swoją, niezależną drogą.

Najistotniejsze z nich i ciągle aktualne to: indywidualne i rozbieżne ambicje niektórych liderów, przedkładanie partykularnych interesów nad dobro ogólne, brak powszechnej gotowości do kompromisów w interesie społecznym, trudność w wypracowywaniu przez PFSSK jednolitych, strategicznych decyzji, opinii z uwagi na duże zróżnicowanie poglądów oraz znaczny stopień indywidualności prezesów stowarzyszeń regionalnych skupionych w federacji. Animozje, niechęć i konflikty personalne. Jednym słowem zawiniło „polskie piekiełko”.

Władysław Drzazga, prezes Stowarzyszenia Wykładowców i Instruktorów Szkolenia Kierowców w Gorzowie Wielkopolskim

Przy wielkim osobistym zaangażowaniu kol. Janusza Ujmy z Krakowa udało się powołać PFSSK, która skupiła w swoich szeregach wiele stowarzyszeń regionalnych. Oczekiwania nas wszystkich były duże, bo i spraw do załatwienia było multum. Jednak z perspektywy minionego czasu doszedłem do wniosku, że na skutek różnych nieporozumień oraz osobistych aspiracji niektórych członków zarządów doszło do zmiany twórcy i w moim przekonaniu najlepszego znawcy obowiązującego prawa oraz potrzeby jego nowelizowania kol. Janusza Ujmy. W tym momencie już wiedziałem, że stało się coś bardzo złego. Na funkcję prezesa wybrano kol. Aleksandra Igielskiego i od tej pory zaczęło się mącenie, dzielenie na lepszych i gorszych oraz kłótnie wśród członków zarządu PFSSK. Doszło do podziałów na trzy organizacje, które, jak się okazuje, mają zupełnie inne priorytety w działaniu oraz rozbieżne interesy. Ta sytuacja spowodowała, że wiele lat pracy nad ustawą o kierujących pojazdami poszła na marne. Ustawa o kierujących pojazdami została uchwalona a takim kształcie, aby w krótkim czasie zniszczyć małe i dobrze funkcjonujące firmy szkolące kierowców.

Tak więc osobiście dochodzę do wniosku, że funkcjonowanie społecznych organizacji o zasięgu krajowym nie ma racji bytu, ponieważ zawodzą one oczekiwania swoich członków. Nie mają siły przebicia. A członkowie zarządów pracują społecznie i sami są właścicielami firm szkoleniowych, które muszą nadzorować, aby przynosiły spodziewane zyski. Były i są szanse na pozyskanie funduszy europejskich na działalność federacji, jednak tego nie uczyniono. Jeżeli federacji nie będzie stać na zatrudnienie dwóch, trzech osób na etacie, które będą dbać o interes, aby wszystkim członkom żyło się lepiej, to zostaniemy kółkiem wzajemnej adoracji i nic więcej.

 Not. mp

Wasze komentarze (7)

        • Tak naprawdę, to gdyby nie Roman Stencel, to byłaby już całkiem Polska Rzeczpospolita Igielska. Pozdrowienia Roman
          • Dziękuję wszystkim kolegom za telefony oraz propozycję w komentarzach objęcia funkcji prezesa PFSSK. Powiem, że prezes Szymański trochę się zagubił i potrzebuje pomocy.
          • Mamy nadzieję, że walne zebranie przyniesie jakieś zmiany. Władku to nie żart z tą prezesurą. To szansa żeby wyjść i coś zrobić w końcu,. Szymański zły nie jest gość, ale brak mu charyzmy.. Przypomnijcie panowie, do kiedy Szymański ma mandat na prezesa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.