Rekordziści podchodzą do egzaminu w WORD-zie nawet osiemdziesiąt razy. Czy to oznacza, że są ludzie, których nie da się nauczyć jeździć? Eksperci są zgodni - każdy zdrowy człowiek może być kierowcą.

Ze sporządzonego w 2015 roku raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że zdanie egzaminu na prawo jazdy w Polsce, zwłaszcza w dużych miastach, nie jest łatwe. Dla niektórych okazuje się wręcz barierą nie do pokonania.


Najwyższa Izba Kontroli twierdzi, że poziom przygotowania polskich kursantów do egzaminu i bezpiecznej jazdy na drogach jest niski. Potwierdza to pokaźna liczba niezdanych egzaminów, a przede wszystkim przyczyny ich oblania. W zeszłym roku egzamin praktyczny przerwano w ponad 200 tys. przypadków (na ok. 690 tys. egzaminów przeprowadzonych w skontrolowanych WORD-ach), z czego blisko 60 proc. przypadków (120 tys.) dotyczyło egzaminu praktycznego w ruchu miejskim.


Sukces to tylko kwestia czasu. I pieniędzy


Instruktorzy są zgodni - nauczyć można każdego, jednak jednemu kursantowi wystarczy obowiązkowe trzydzieści godzin, inni potrzebują wyjeździć ich nawet dziesięć razy więcej.


- Jeżeli ktoś jest zdrowy psychicznie i ma pozytywną opinię od lekarza, będzie kierowcą. To tylko sprawa wyjeżdżonych godzin i pieniędzy, które ktoś jest skłonny wydać - mówi Konrad Wiśniewski z warszawskiego OSK „Lauto”. - Są ludzie, którzy po trzydziestu godzinach jazd idą na egzamin i zdają go bez problemu. Są i tacy, którzy muszą wyjeździć trzy kursy. To zależy też od determinacji. Ja nigdy nie spotkałem osoby, która absolutnie nie rokowała na stanie się kierowcą.


- Miałem kursantów, którzy uczyli się trochę wolniej niż inni - mówi Bogdan Sabała z Auto Szkoły „Lider” w Łodzi. - Jest takie powiedzenie, że kursant musi wyjeździć tyle godzin, ile ma lat. Mówi ono o tym, że im człowiek starszy, tym trudniej mu przyswoić pewne wiadomości. Mieliśmy np. 68-letnią panią, która zdała za dwunastym razem. Wyjeździła około 150 godzin, aż wreszcie się udało. I co więcej, cały czas jeździ samochodem. Ale w grupie osób od 18 do 30 lat, która jest na kursach najliczniejsza, bardzo rzadko zdarza się ktoś, kto jest naprawdę oporny.


Opinię tę potwierdzają wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego. Ich przedstawiciele twierdzą, że średnio kandydat na kierowcę zdaje za trzecim razem. Choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Ale nie są one częste.


- To są raczej pojedyncze przypadki - mówi Marcin Kiwit, rzecznik prasowy olsztyńskiego WORD-u. - Nie prowadzimy oficjalnych statystyk, jednak z obserwacji mogę powiedzieć, że są weterani. To znajome twarze, ludzie, którzy znają już wszystkich egzaminatorów. Często sami śmieją się z tego, że podchodzą kolejny raz.


Marcin Kiwit, zanim został rzecznikiem, był instruktorem w szkole nauki jazdy.


- Trafiali się kursanci, i nie ma tu żadnej zależności od wieku czy płci, którzy po trzydziestu godzinach ledwo byli w stanie opanować zmianę biegów. Potem czekało ich jeszcze dużo pracy, żeby nauczyć się poruszać po mieście i stać się bezpiecznym kierowcą - mówi. - Bywało i tak, że nic nie wskazywało na to, że kursant ma jakiekolwiek predyspozycje do bycia kierowcą. A np. w połowie kursu coś się w nim zmieniało i zaczynał sobie świetnie radzić. To tylko kwestia odpowiedniego uczenia.


Wioletta Myszkowska, egzaminator nadzorujący w szczecińskim Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, twierdzi, że czasami jednak, w ekstremalnych przypadkach, warto odpuścić.


- Jeżeli ktoś nie może zdać za trzydziestym razem, to oznacza, że coś jest nie tak - mówi. - Może to kwestia ograniczonych zdolności motorycznych, może złego przygotowania. Oczywiście kluczem do sukcesu jest ćwiczenie. Ale kolejne niepowodzenie powinno być sygnałem, że może warto się zastanowić. A może sprawdzić, z czego ono wynika.


Sposób na opornych? Powtarzanie do znudzenia


Instruktorzy twierdzą, że nie ma specjalnych sposobów szkolenia tych, którym jazda autem nie wychodzi. Po prostu trzeba ćwiczyć.


- Tu nie chodzi tylko o czynności manualne, bo te większość ludzi jest w stanie opanować dość szybko - mówi Sabała. - To, co sprawia największą trudność opornym, to podzielność uwagi i orientacja w ruchu drogowym. Ale to jest do wyćwiczenia, tylko wymaga czasu. Podobnie jak trzeba dłużej pracować z tymi, którzy po prostu boją się jeździć.


- Uczenie ludzi to praca u podstaw - dodaje Wiśniewski. - Instruktorzy często chcą iść na skróty, a to i tak zawsze w końcu wyjdzie. Żeby jeździć samochodem, trzeba pewne rzeczy robić automatycznie, ale do tego trzeba być odpowiednio wyszkolonym. Nie chodzi o to, żeby nauczyć kogoś, jak zdać egzamin, tylko o to, żeby umiał jeździć.


Terapia psychologiczna sposobem na prawko?


Andrzej Markowski, psycholog transportu, na pytanie, czy każdy może nauczyć się jeździć, odpowiada bez wahania - tak.


- Mówię oczywiście o ludziach zdrowych i mających odpowiednio rozwinięte funkcje percepcyjne, mechanizm podejmowania decyzji, sferę intelektualną, osobowościową i psychomotoryczną - wyjaśnia. - A trzeba powiedzieć, że zdecydowana większość ludzi jednak ma te cechy rozwinięte. Jeżeli któraś z nich jest zaburzona, to dobrze przeprowadzone badanie psychologiczne to wykaże. Prowadzenie samochodu to nie jest sprawne kręcenie kierownicą, tylko to, co mamy w głowie. Jeżeli traktujemy samochód jako narzędzie do przemieszczania się, to nauczymy się jeździć. Jeżeli zaś jest to dla nas sposób na udowadnianie sobie czegoś lub rozładowanie napięcia - wtedy pojawia się problem.


Psycholog podkreśla, że ogromną rolę pełni instruktor, którego wybieramy na początku naszej drogi do prawa jazdy.


- Dojrzałość i podejście osoby uczącej jest znacznie ważniejsze niż to, czy kursant jest bardziej czy mniej bystry - twierdzi Markowski. - Pod okiem dobrego instruktora naprawdę każdy jest w stanie nauczyć się jeździć.


Okazuje się jednak, że problemem często nie jest brak znajomości przepisów ruchu drogowego, umiejętności czy przygotowania do jazdy samochodem. Wiele osób nie zdaje, bo nie umie… zdawać egzaminów.


- Egzamin jest jedyną sytuacją, kiedy egzaminujący powinien być traktowany przedmiotowo, jako element egzaminu, a nie człowiek, który nas ocenia - mówi psycholog. - Często właśnie z powodu takiego spojrzenia cały egzamin idzie dobrze, a pięć minut przed końcem przejeżdżamy na czerwonym świetle. Jeżeli ktoś zdaje dziesiąty czy dwudziesty raz bez skutku, to trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest powodem. Bo bardzo często jest to brak kontroli nad emocjami. I żeby z tym wygrać, wystarczy sześć, siedem godzin terapii.


Anna Łukaszuk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0