Już prawie 10 tys. osób zadeklarowało w internecie, że chce, żeby piesi nie byli karani za przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju odpowiada jednak zdecydowanym nie, argumentując je troską o bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego.

Inicjatywa pod hasłem „Depenalizacja przechodzenia przez ulicę na czerwonym świetle” jest obecna przede wszystkim na portalach społecznościowych, gdzie zdobyła już rzesze zwolenników. Stoi za nią Stefan Tompson, Polak wychowany w Wielkiej Brytanii, który jakiś czas temu sam został ukarany mandatem za przejście na czerwonym świetle w sytuacji, jak podkreśla, niestwarzającej absolutnie żadnego niebezpieczeństwa. Rozpoczął więc zbieranie podpisów pod petycją, która ma na celu zmianę polskiego prawa.


- Proponujemy zmianę ustawy, która pozwalałaby pieszym bez mandatu przejść na czerwonym świetle na własną odpowiedzialność, o ile nie istniałoby ryzyko, że czyn ten spowoduje zagrożenie na drodze - przekonuje autor pomysłu. - Polska to jeden z nielicznych krajów w Europie, gdzie przejście przez ulicę w nieoznaczonym miejscu jest praktycznie zabronione i gdzie przechodzenie na czerwonym świetle lub pod złym kątem jest karane mandatem.


Ślepe posłuszeństwo?


Zdaniem przeciwników karania za niepodporządkowanie się sygnalizacji świetlnej, czekanie na czerwonym świetle, gdy ulica jest pusta, jest marnotrawieniem czasu zarówno obywateli, jak i policji, która w tym czasie mogłaby ścigać prawdziwych przestępców. Na dodatek zakaz ten „ogłupia Polaków i uczy ich ślepego posłuszeństwa, a nie bezpiecznego przechodzenia przez ulicę”.


- Każdy powinien mieć prawo do użycia zdrowego rozsądku, żeby zadecydować, kiedy, gdzie i jak chce przejść przez ulicę - argumentują zwolennicy nowelizacji przepisów. - Pora, żeby rząd zaczął traktować Polaków jak rozsądnych ludzi. Istnieje masa miejsc, gdzie nie ma świateł, a jednak piesi potrafią tam przejść bezpiecznie. W wielu miejscach samochody mają prawo skrętu wtedy, kiedy piesi mają zielone światło. Dlaczego kierowcom ufa się, że nie rozjadą pieszych w takiej sytuacji, a pieszym nie ufa się, że bezpiecznie przejdą przez ulicę?


Do tej pory pod petycją podpisało się 9670 osób. Pomysł trafił również na salę sejmową za pośrednictwem posła niezrzeszonego Marka Poznańskiego, który złożył w tej sprawie interpelację do ministra infrastruktury i rozwoju.


Resort nieprzychylny


- Mimo konsekwencji policji w egzekwowaniu kar za tego rodzaju wykroczenia liczba wypadków, w których piesi giną na przejściach, jest zaskakująco duża. Może więc warto zastanowić się nad sensownością przepisu, który nie tylko nie poprawia bezpieczeństwa przechodniów, a wręcz powoduje, że piesi bezmyślnie wchodzą na przejście, widząc zielone światło. Teoretycznie powinno ono zapewniać bezpieczeństwo pieszemu, jednak statystyki pokazują, że nie zawsze tak jest - przekonuje poseł Poznański.


Według niego, doświadczenia innych krajów pokazują, że bardziej elastyczne przepisy, dostosowane do warunków, poprawiają bezpieczeństwo, a także wzmagają czujność pieszych, którzy nawet przy zielonym świetle oceniają, czy przejście przez ulicę jest w danym momencie bezpieczne. Powołuje się przy tym na przykłady Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Szwecji i Norwegii.


Argumenty te nie przekonują jednak ministerialnych urzędników, odpowiedzialnych za regulacje ruchu drogowego. Odpowiadający na zapytanie posła Zbigniew Rynasiewicz również powołuje się na statystyki, mówiące o ciągle wysokiej, a nawet rosnącej liczbie wypadków z udziałem pieszych, jednak według niego, jest to argument przeciwko liberalizacji prawa.


- Należy mieć na uwadze, że najwięcej wypadków (ponad 58 proc.) powodują piesi, którzy nieostrożnie weszli na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd - wyjaśnia. - Dowodzi to, że do wielu tragicznych zdarzeń dochodzi w wyniku niewłaściwej oceny sytuacji na drodze, w tym prędkości i odległości zbliżającego się pojazdu. Gdyby zatem dopuścić możliwość przekraczania jezdni przez pieszego podczas wyświetlania się czerwonego sygnału dla jego kierunku ruchu, to liczba sytuacji, w których następowałaby kolizja ruchu pojazdu i pieszego zdecydowanie by wzrosła. Błędem jest bowiem założenie, że piesi podejmowaliby decyzję o wejściu na jezdnię tylko w przypadku, gdy nie nadjeżdżałby żaden pojazd.


Migające żółte światło


Pomysłem zachwycony nie jest również Andrzej Markowski, psycholog transportu, dyrektor Centrum Badań i Usług Psychologicznych.


- Nie widzę uzasadnienia dla takiej propozycji. Po pierwsze, patrząc z perspektywy norm i ograniczeń, jakie narzuca nam życie w społeczeństwie, do których należy między innymi zakaz przechodzenia na czerwonym świetle, uważam za niebezpieczne przyzwolenie na ich naruszanie czy też przymykanie oka na niestosowanie się do nich, bo wkrótce może postawić to pod znakiem zapytania zasadność kolejnych ograniczeń. Jeśli chodzi o tę konkretną kwestię, to moim zdaniem nie trzeba zmieniać przepisów, tylko usprawnić i uregulować sposób organizacji ruchu, tak aby był on jak najmniej dokuczliwy dla obywateli. Zgadzam się bowiem z tym, że nie wszędzie i nie zawsze czerwone światło jest niezbędne. Można je przecież w pewnych godzinach zastąpić migającym żółtym, które daje pieszym zupełną swobodę decydowania. I tutaj szukałbym rozwiązań.


Anna Łukaszuk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0