Coraz więcej właścicieli OSK sukcesywnie podwyższa ceny za kursy. Wszystko drożeje, poza tym dobrze przeprowadzone szkolenie musi kosztować – tłumaczą. Niektórzy chcieliby, żeby kurs na kategorię B docelowo kosztował 2000 zł, inni już do tej ceny mocno się zbliżają.

Od wielu lat duża część właścicieli szkół jazdy narzeka, że z prowadzenia szkolenia kandydatów na kierowców ledwo da się wyżyć. W takiej sytuacji ktoś mógłby spytać, dlaczego nie podnoszą cen swoich usług. Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta. Powodem jest to, że część autoszkół kusi bardzo atrakcyjnymi cenami, które wciąż przyciągają niezbyt bogate polskie społeczeństwo.

„Superokazja” za niecałe 700 zł


Rzeczywiście, wystarczy wejść do Internetu, żeby zobaczyć, że niektórzy szkolą za naprawdę bardzo małe pieniądze. Na Grouponie (najbardziej znanym portalu zakupów grupowych) swoje oferty wystawiają ośrodki szkolenia kierowców z całej Polski. Na przykład w Warszawie w jednej z autoszkół za kurs prawa jazdy kategorii B płaci się jedynie 799,99 zł. Jeśli chcemy wydać o 100 zł więcej, dostajemy w cenie trzy godziny jazd dodatkowych. Inne stołeczne szkoły oferujące swoje usługi na Grouponie nie żądają dużo więcej. Za kurs kategorii B trzeba zapłacić od 900 do 1100 zł.

W innym dużym mieście, Krakowie, też nie musi być dużo drożej. Za kurs prawa jazdy kategorii B nie musimy płacić więcej niż 850 zł. W Radomiu jest jeszcze taniej. Nożna trafić „superokazję” za 699,99 zł!

Niech minister określi cenę minimalną


Jak stosowaniu takich dumpingowych cen zaradzić? Niektórzy są zwolennikami wprowadzenia urzędowej ceny minimalnej za godzinę jazdy. Takie głosy pojawiają się w branży już od dawna. Ale kilka lat temu koncepcja stała się bardzo popularna. Wszystko za sprawą największej organizacji branżowej, czyli Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. W 2015 roku przygotowano nawet projekt zmiany ustawy o kierujących pojazdami, który następnie trafił do ówczesnego Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

Jakie zapisy znalazły się w zaproponowanym przez szkoleniowców projekcie? Cenę minimalną za godzinę szkolenia musiałby określić minister na drodze rozporządzenia. Miałby na to do sześciu miesięcy od wejścia w życie nowelizacji. Opłata nie mogłaby być jednak wyższa niż 25 zł za naukę teorii. Z kolei w przypadku praktyki cena nie powinna przekraczać 100 zł (w zakresie uprawnień prawa jazdy kategorii AM, A1, A2, A, B1, B, C1, D1 lub T i 200 zł (B+E, C1+E, C, C+E, D, D+E, D1+E).

Zignorowani branżowcy

W uzasadnieniu projektu czytamy: „wprowadzenie minimalnych stawek cenowych w szkoleniu kandydatów na kierowców efektywnie zmobilizuje przedsiębiorców do realizacji prawnie wymaganych standardów szkolenia, a organom kontrolnym zapewni łatwe ujawnianie ewentualnych nieprawidłowości i w konsekwencji ich egzekwowanie oraz sankcjonowanie. Wprowadzenie minimalnych stawek umożliwiłoby także podjęcie prac nad precyzyjniejszą standaryzacją procesu dydaktycznego, a następnie łatwe wdrożenie opracowanych standardów. Dzięki temu byłaby możliwość zastosowania bardziej szczegółowych i ujednoliconych wymagań w zakresie środków dydaktycznych oraz infrastruktury technicznej, a także właściwej i efektywnej metodyki nauczania. Proces szkolenia powinien przebiegać w identyczny i gwarantujący wysoką jakość sposób niezależnie od wielkości ośrodka szkolenia kierowców oraz od miejsca jego położenia na terytorium Polski. Byłoby to korzystne dla kandydatów na kierowców, gdyż umożliwiłoby uzyskanie tego samego poziomu wiedzy i umiejętności w każdym legalnie funkcjonującym ośrodku szkolenia”.

Projekt nie zyskał jednak akceptacji resortu. Został zignorowany.

 Dobrze zorganizowany kurs powinien odpowiednio kosztować

Co prawda plan regulowania ceny za szkolenie nie wypalił, ale na rynku coś się zmienia. Coraz więcej szkół jazdy zaczyna się cenić.
– Stawiamy na jakość, a to musi kosztować. Co jakiś czas cena szkolenia u nas rośnie – informuje Dariusz Tyrakowski, szef szczecińskiej autoszkoły Tyrakowscy. – Dlaczego mamy cenić się mniej niż inni specjaliści organizujący kursy? Skoro nauczycielka języka angielskiego bierze za jedną lekcję 55 zł, nie ponosząc przy tym prawie żadnych kosztów, my też nie powinniśmy być gorsi.

Cennik szkoły można łatwo sprawdzić na jej stronie internetowej. Kurs standard (30 godzin jazdy, 30 teorii, egzaminy wewnętrzne, karta z dostępem do testów, zajęcia z pierwszej pomocy) na kategorię B kosztuje 1899 zł. Jeśli chcielibyśmy mieć bonusy w postaci badań lekarskich i treningową jazdę po łuku w WORD-zie, zapłacimy już 2099 zł.
– W większości szczecińskich szkół jazdy nie znajdziemy kursów na kategorię B, które kosztowałyby mniej niż 1800 zł – mówi Tyrakowski.

Próbna podwyżka

Jednak nie we wszystkich miastach ceny za kurs sięgają 1800 zł. Ale podwyższać ceny można i tam. Znajdą się chętni.
– Przeprowadziłem pewien eksperyment – opowiada Łukasz Szura, właściciel rzeszowskiej szkoły ABC Prawo Jazdy. – Otóż zdecydowałem się podnieść cenę kursu na kategorię A o 400 zł. Teraz kosztuje u mnie już 1500 zł.

Szura mówi, że był pozytywnie zaskoczony reakcją klientów. Na kurs przyszli bowiem ludzie, którzy byli zainteresowani motocyklami, mieli już o temacie jakieś pojęcie. Nie było tzw. łowców okazji. Właściciel rzeszowskiej autoszkoły przyznaje, że po zmianie ceny w szkole pojawiło się mniej kursantów.
– Ale zdecydowanie lepiej się ich szkoliło – przyznaje Szura. – Duża część z nich była gotowa wykupować kolejne godziny jazdy, byleby być przygotowanym do egzaminu państwowego. Dla nich liczył się efekt, nie pieniądze.

Jest jeszcze jeden plus podwyżki. Mimo mniejszej liczby kursantów pieniądze w kasie się zgadzały, bo kurs podrożał.
– A ja mam trochę więcej czasu dla siebie. Zacząłem to mocno doceniać – śmieje się Szura.

Dlaczego właściciel rzeszowskiej szkoły jazdy zdecydował się przeprowadzić eksperyment cenowy na kategorii A?
– Powód jest prozaiczny. Szkolenia motocyklowe prowadzę sam. W razie niepowodzenia eksperymentu konsekwencje tej decyzji poniósłbym tylko ja. A jeśli chodzi o kategorię B byłoby inaczej. Zatrudniam przecież instruktorów, jestem za nich odpowiedzialny.

Wszystko drożeje, kursy też muszą


W Skierniewicach też coś ruszyło. Między innymi za sprawą Szkoły Nauki Jazdy „Arek”.
– W tym roku postanowiliśmy podwyższyć cenę za kurs na kategorię B o 100 zł – mówi Arkadiusz Stopiński, szef ośrodka. – Teraz szkolenie kosztuje u nas 1550 zł i tyle osiągają ceny w mieście. Powód, dla którego zdecydowaliśmy się na podwyższenie ceny, jest prozaiczny. Wszystko drożeje – paliwo, ubezpieczenie. Trzeba wymieniać pojazdy. Dbamy także o jakość oferowanych przez nas kursów. Oferujemy najlepszej jakości materiały dydaktyczne, przychodzi do nas doświadczony ratownik medyczny. To wszystko kosztuje.

Jeśli tak, dlaczego inne szkoły z regionu oferują kursy na kategorię B za 1100–1200 zł?
– Nie chcę się wypowiadać o jakości oferowanych przez nie usług – wzbrania się Stopiński. – Ale opowiem pewną historię: ostatnio przyszedł do nas chłopak, który wcześniej szkolił się w innej szkole jazdy. Jakie materiały dydaktyczne dostał? Kartkę papieru i jakąś płytę.

Średnia cena za kurs kategorii B w Skierniewicach i okolicy to 1300 zł.
– Ja mam drożej, ale na brak klientów nie narzekam. Zadowolony kursant poleci OSK swoim znajomym, rodzinie, tak to działa – uważa Stopiński.

Coraz bardziej liczy się renoma


Z właścicielem skierniewickiej szkoły jazdy zgadza się Anna Motyka, właścicielka lubelskiej szkoły jazdy Mila. Twierdzi, że coraz częściej kursanci patrzą na renomę firmy.
– Coraz częściej kursanci wybierają szkoły renomowane, dobrze uczące, takie, które na rynku istnieją długo i dobrze się o nich mówi. Nie wierzą już za bardzo w promocje. Bo szkoła, która tak postępuje, długo na rynku nie podziała. Widziałam już takie firmy. Często zwijały się po roku.

Na przestrzeni dwóch ostatnich lat Motyka dwukrotnie podwyższała cenę za kurs kategorii B.
– Teraz cena ze zniżką dla osoby uczącej się wynosi 1600 zł. Do tego trzeba jeszcze dodać 200 zł za badania lekarskie. Mimo że cena jest jak na Lublin wysoka, nie narzekam na brak chętnych. Mało tego, co półtora tygodnia, kiedy zaczynam nowy kurs, muszę odmawiać średnio pięciu osobom. Dlaczego? Mam co prawda świetną kadrę instruktorską, ale trochę za krótką. Przydałoby się na rynku więcej wykwalifikowanych pracowników. Bardzo ich brakuje.

Cenę za kurs sukcesywnie podnosi także Tomasz Matkowski, prowadzący ośrodek szkolenia kierowców w Inowrocławiu.
– Teraz szkolenie na kategorię B kosztuje u mnie 1550 zł. Zauważyłem, że na kursach coraz częściej pojawiają się nie nastolatki, tylko osoby w średnim wieku, nawet seniorzy.

2000 zł to nie majątek


Spytani o to, ile według nich powinien kosztować kurs na kategorię B, żeby dobrze się im żyło, a instruktorzy nieźle zarabiali, właściciele OSK są dosyć zgodni.
– Chciałbym, żeby już niedługo kursy na kategorię B kosztowały ok. 1800 zł. Powoli do takiej ceny będę starał się dochodzić – mówi Arkadiusz Stopiński. – Podwyżki planuję stopniowo. Jeśli szkoły jazdy będą się ceniły, większe stawki będziemy mogli proponować instruktorom. A ich na rynku jest mało. Odchodzą z zawodu, wolą wykonywać lepiej płatne, mniej odpowiedzialne zajęcia.

O takiej samej cenie w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” wspominał Łukasz Szura. O większej kwocie mówi natomiast Anna Motyka.
– Cena za kurs powinna być wyższa. Moja jest kompromisem między rzeczywistością idealną, bo kurs moim zdaniem powinien kosztować ok. 2000 zł, a tym, co mamy teraz.

Podobnego zdania jest Tomasz Matkowski. Ciekawe tylko, kiedy kurs na prawo jazdy kategorii B będzie kosztował przeciętnie 2000 zł. Trzeba jednak zauważyć, że dla przeciętnego Polaka już teraz nie jest to przecież majątek.

Jakub Ziębka
Krzysztof Ledzion felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0