Roszczeniowa postawa to w dzisiejszych czasach norma. Każdy czegoś chce, wymaga i straszy negatywną opinią w internecie.

Ostatnio byłem świadkiem niebywałej sytuacji. Po zakończeniu roku szkolnego w prywatnej szkole podstawowej rodzicie zażądali zmiany ocen na świadectwach swoich dzieci. Stanowczo oznajmili, że płacą ciężkie pieniądze za naukę. Przecież nie po to, żeby godzić się na tak niskie oceny…


Dzieci były z postawy rodziców bardzo zadowolone. Nie widziały w tym nic złego. Dyrektor szkoły nie ugiął się jednak pod presją rodziców. Ale miało to swoje konsekwencje. W internecie pojawiły się negatywne komentarze dotyczące poziomu nauki w szkole, uwagi dotyczące nauczycieli i ogólnej atmosfery.


Uczniowie, a mówimy tu o klasach I - III, doskonale wiedzą, że chodzą do prywatnej szkoły, za którą płacą rodzice. Więc po co się uczyć, skoro oceny można wynegocjować?


Wzrok utkwiony w telefonie


Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci… Kursanci również są bardzo roszczeniowi. Wymagają od szkoły jazdy cudów, a z siebie często nie dają nic.


Zajęcia teoretyczne to dla nich przykry obowiązek. Zamiast słuchać, często mają wzrok utkwiony w telefonach. Są zupełnie niezainteresowani tematyką zajęć. Moim zdaniem, wykładowca powinien reagować i wypraszać z sali takie osoby. Zajęcia teoretyczne nie są przecież obowiązkowe. Chodzi ten, kto chce i jest zainteresowany.


Kursanci, którzy na zajęciach teoretycznych słuchają i kodują podawane informacje, zdecydowanie lepiej radzą sobie podczas praktyki. Część tych, którzy uczą się samodzielnie w domu, klika w kolejne slajdy prezentacji, nie zadając sobie trudu zrozumienia treści. Kursanci, którzy sami przygotowują się do egzaminu teoretycznego, bez problemu go zdają, często za pierwszym podejściem, ale w ruchu drogowym mają duże problemy z interpretacją przepisów i szybkim ich zastosowaniem, odpowiednim do zaistniałej sytuacji.


Kursant się źle zachowuje? Przerwij zajęcia!


Część praktyczna kursu to często walka na noże. W rolach głównych: kursant i instruktor. Szkoleniowiec ma za zadanie nauczyć kandydata na kierowcę bezpiecznej, zgodnej z przepisami jazdy. Jednak wielu kursantów ma to gdzieś. Przychodzą na jazdy za karę, są obrażeni na instruktora, bo śmiał zwrócić im uwagę, że popełnili błąd. Czasami informują o tzw. złym dniu. Wtedy instruktor ma się nie czepiać, bo może być tylko gorzej.


Jeśli szkoleniowiec widzi, że kursant specjalnie popełnia błędy, robi mu na złość, bo jest zmęczony wczorajszą imprezą, powinien przerwać zajęcia i wyprosić go z samochodu. W umowie powinna znaleźć się informacja o prawach szkolonego, ale także o jego obowiązkach. Jakich? Chodzi o profesjonalne podejście do kursu oraz szacunek wobec instruktora. Często kursanci płacą za kurs prawa jazdy i uważają, że dokument im się po prostu należy, a kurs w zasadzie jest tylko przeszkodą, nie środkiem do celu.


Cienka granica


Uważam, że instruktor musi już przy zapisie na kurs uświadomić kandydatowi na kierowcę, że szkolenie to nie zabawa, tylko poważne wyzwanie, a w szkole jazdy obowiązują zasady. Tylko ich przestrzeganie spowoduje, że kurs minie w przyjemniej atmosferze. Oczywiście zawsze znajdzie się niezadowolony kursant. Na przykład taki, który na egzaminie wewnętrznym z teorii zdobędzie 40 punktów i będzie zdziwiony, zdenerwowany. Zacznie sugerować, że to wszystko wina szkoły jazdy, która chce od niego wyciągnąć pieniądze za poprawkę.


Zdarzają się kursanci, dla których jazda samochodem to wyścig. Próbują przekraczać granice wszędzie, gdzie tylko się da. Taki delikwent musi dostać jasną informację, że tak nie wolno. Jeżeli nie zrozumie, instruktor powinien przerwać zajęcia. Dla bezpieczeństwa swojego i kursanta.


Ostatnio głośno było o nagraniu instruktora przez kursanta. Pokazuje to, jak cienka jest granica między asertywnością a chamstwem. Wystarczyło przecież przerwać zajęcia. Wtedy do takiej sytuacji by nie doszło.


Instruktorowi puściły nerwy. Ewidentnie świadczą o tym słowa, które skierował do kursanta. Trzeba jednak zastanowić się, czy warto być gwiazdą internetu. Może po prostu lepiej przerwać jazdę, niż w potyczkach słownych z kursantem posunąć się o krok za daleko…


Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0