Co jeździ po polskich drogach? Zapłać, to się dowiesz

laptop

Ministerstwo Cyfryzacji, zarządzające systemem CEPiK, odmawia bezpłatnego udzielenia informacji na temat rejestrowanych w kraju pojazdów, ich średniego wieku, skali importu. Jak to tłumaczy? Ustawą o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego i prawem o ruchu drogowym.

Jak zwiększa się liczba aut na polskich drogach? Ile rejestrowanych jest fabrycznie nowych pojazdów? W których regionach najwięcej? Skąd Polacy najchętniej sprowadzają samochody? – odpowiedzi na te pytania możemy szukać na portalach motoryzacyjnych, w raportach firm ubezpieczeniowych (stawki OC/AC zależą m.in. od wieku pojazdów, liczby wypadków), w analizach Głównego Urzędu Statystycznego. Ale najbardziej aktualne i precyzyjne dane znajdują się w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców.

Końcówka systemu niewiele może

Do CEPiK-u podpięte są m.in. wszystkie starostwa powiatowe, a dokładniej wydziały komunikacji. Informacje o wydanych dowodach rejestracyjnych, prawach jazdy wprowadzane są na bieżąco. Urzędnicy samorządowi powinni być więc skarbnicą wiedzy o tym, co jeździ po ich terenie.

– Wprowadzamy dane, lecz nie mamy możliwości wyciągnięcia z CEPiK-u jakichś zbiorczych raportów, statystyk. Jesteśmy końcówką systemu, którym zarządza Warszawa – tłumaczy Piotr Gonerko, zastępca dyrektora biura obsługi interesantów UM Szczecin.

Przykład? Magistrat wie, ile nowych i używanych aut zarejestrował w danym miesiącu, roku. Może nawet określić liczbę pojazdów sprowadzonych w ramach „importu indywidualnego” i kupionych w Polsce. Gdy zapyta się jednak o szczegóły – np. średni wiek samochodów w danym mieście, najpopularniejsze marki, pojemności silnika – pracownicy referatu komunikacji rozkładają ręce.

– Musielibyśmy to liczyć na piechotę – komentuje Gonerko.

Podobne wyjaśnienia usłyszeliśmy w kilku powiatowych wydziałach komunikacji.

– Nie jesteśmy w stanie wygenerować z systemu informacji na temat średniego wieku pojazdów rejestrowanych w poszczególnych latach – potwierdza Andrzej Bednarek, starosta policki.

– Żeby przygotować te dane, w ministerstwie muszą dwa razy nacisnąć enter, a u nas trzeba by oddelegować do tego kilka osób. Na trzy tygodnie – ironizuje specjalistka od komunikacji w innym starostwie. – Ten cały CEPiK nie dość, że kilka lat opóźniony, to jest źle pomyślany, niefunkcjonalny – stwierdza. I prosi, żeby nie cytować jej pod nazwiskiem.

Ministerstwo może udostępnić. Odpłatnie

O ciekawe liczby pytaliśmy m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy, Wrocławiu. Zgromadzone dane chcieliśmy uzupełnić w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które wdrażało centralną ewidencję pojazdów. MSW wyjaśniło jednak, że systemem zarządza już Ministerstwo Cyfryzacji. A resort kierowany przez Annę Streżyńską poinformował, że udzieli odpowiedzi na pytania, lecz najpierw musi policzyć, ile to będzie kosztowało.

„Dane, o które Pan pyta, mogą zostać udostępnione w celach komercyjnych i niekomercyjnych odpłatnie. Zgodnie z przepisami ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego. Przypominamy, że z wnioskiem o udostępnienie informacji z centralnej ewidencji pojazdów należy zwrócić się do Departamentu Utrzymania i Rozwoju Systemów Ministerstwa Cyfryzacji, ul. Królewska 27, 00-060 Warszawa”. Oprócz dokładnego adresu w e-mailu z ministerstwa była też instrukcja, by zajrzeć na stronę internetową CEPiK i tam w zakładce „Dla obywateli i przedsiębiorców” szukać „Wniosku o dane statystyczne”. Odpowiedź brzmiała jak żart, a formularz wspomnianego wniosku nijak się miał do dziennikarskich pytań, ponownie poprosiliśmy więc o dane dotyczące samochodów jeżdżących po polskich drogach. Powołaliśmy się na Ustawę o dostępie do informacji publicznej. Odzewu nie było, zatem przypomnieliśmy się ministerstwu jeszcze raz. Po trwającej kilkanaście dni wymianie korespondencji otrzymaliśmy cięższego e-maila, z załącznikiem.

Pierwotny cel publiczny

Dyrektor Biura Ministra Dominika Waligórska w obszernym piśmie wyjaśnia, że „przepisy Ustawy o dostępie do informacji publicznej nie naruszają przepisów innych ustaw określających odmienne zasady i tryb dostępu do informacji będących informacjami publicznymi”. A komu i na jakich zasadach udostępniać dane z CEPiK-u, określa prawo o ruchu drogowym. I zgodnie z tą ustawą…

– Gdy informacje zgromadzone w ewidencji będą wykorzystywane przez użytkowników – osoby fizyczne, osoby prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej – w celach komercyjnych lub niekomercyjnych innych niż pierwotny publiczny cel, dla którego informacja została wytworzona, to informacje te będą przekazywane z zachowaniem przepisów ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego – rozwija wcześniejsze tłumaczenia Waligórska.

I przedstawia ofertę dla redakcji: „Koszt przygotowania zbioru we wskazanej poniżej strukturze: 850 zł. Maksymalny czas realizacji wniosku: 14 dni”. Pieniądze to nie wszystko. Mimo że płacisz, za każdym razem musisz informować o „źródle pozyskanych danych”. A nieco tajemnicza „struktura zbioru” to po prostu odpowiedzi na pytania. O jakie dane nam chodziło? Liczba samochodów zarejestrowanych po raz pierwszy w Polsce w 2016 roku w podziale na nowe i sprowadzone z zagranicy oraz w podziale na województwa, liczba samochodów osobowych w podziale na województwa według stanu na: 31 grudnia 2015 roku, 31 grudnia 2014 roku aż do roku 2010 i jeszcze dane z grudnia 2005 roku oraz średni wiek samochodów osobowych w podziale województw według stanu na 31 grudnia 2015 roku.

Cena z kosmosu

Bez wątpienia publikacja prasowa jest czymś innym niż „pierwotny cel publiczny, dla którego informacja została wytworzona” w systemie CEPiK. Ale czy można ją uznać za cel komercyjny, jak np. analizy firmy ubezpieczeniowej czy producenta samochodów, który chce dokładnie prześwietlić polski rynek motoryzacyjny?

– Zasady dostępu do danych z ewidencji pojazdów określone są w ustawie o ruchu drogowym. Raczej jest to nie do przewalczenia – komentuje Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Ale pojawia się kwestia postawienia zarzutów do oferty. Moim zdaniem cena jest z kosmosu – stwierdza.

Prawnik przypomina, że przepisy dotyczące ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego obowiązują w Polsce od 2011 roku (implementacja dyrektywy Parlamentu Europejskiego). Miały ułatwić uzyskiwanie informacji, ale…

– Od samego początku procedura, kwestie możliwości naliczania opłat oraz możliwość wyznaczania warunków budziły zastrzeżenia oraz wątpliwości co do tego, czy to będzie epokowa zmiana. Wprowadzone zmiany w roku 2016, nowa ustawa, nie zmieniły filozofii ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego. Moim zdaniem ta ustawa pokazuje, jak można przeregulować rzeczy, które powinny być proste i przyjazne – ocenia Osowski. – Kwestionowanie opłaty nakładanej ofertą poprzez sprzeciw i dalej wydanie decyzji oraz ewentualne odwołanie, wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy, i następnie skarga jest rozwiązaniem mogącym zrodzić się tylko u osób, które nie mają wyobraźni. Przepraszam za takowe sformułowanie, ale od samego początku podnosiłem, że sposób implementacji dyrektywy o ponownym wykorzystaniu informacji sektora publicznego jest niewłaściwy i wypacza jej sens. Dodać należy, iż brak spójności pomiędzy ustawą o dostępie do informacji publicznej i przepisami o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego tylko pogłębia chaos dostępności i wykorzystywania informacji publicznej i informacji sektora publicznego – mówi prezes Watchdog Polska.

Watchdogowcy swoją działalność opisują hasłem „Ciągniemy władzę za język”. Walczą m.in. o transparentność finansów publicznych, dostęp do informacji, przejrzystość urzędowych procedur. Sprawą dostępności do danych z CEPiK-u też chcą się zająć.

– Jestem ciekaw, jakie byłoby uzasadnienie wyceny? Za jakie konkretnie czynności urzędników mielibyście zapłacić 850 złotych? – zastanawia się Osowski.

Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało, na jaki numer konta należy dokonać wpłaty, wyjaśniając przy tym, że ofertę można zaskarżyć (14 dni), a „brak zawiadomienia o przyjęciu oferty jest równoznaczny z wycofaniem wniosku”. Czyli w eleganckiej formie przekazali nam, że e-mail z pytaniami o rejestrowane w Polsce samochody trafił do kosza.

Tomasz Maciejewski

Poniżej pytania, które zadaliśmy Ministerstwu Cyfryzacji. Koszt przygotowania odpowiedzi wyceniony został na 850 zł.

Jaka jest liczba samochodów zarejestrowanych po raz pierwszy w Polsce w 2016 roku w podziale na nowe i sprowadzone z zagranicy oraz w podziale na województwa?

Jak jest liczba samochodów osobowych w podziale na województwa według stanu na: 31 grudnia 2015 roku, 31 grudnia 2014 roku aż do roku 2010 i jeszcze dane z grudnia 2005 roku?

Jaki jest średni wiek samochodów osobowych w podziale województw według stanu na 31 grudnia 2015 roku?

4 komentarze do “Co jeździ po polskich drogach? Zapłać, to się dowiesz”

  1. Pingback: dk7

  2. Pingback: magic boom bars

  3. Pingback: sig p320 carry

  4. Pingback: check over here

Dodaj komentarz