W minionym dwudziestoleciu gdzie popatrzymy jest postęp, ale zbyt mały jak na zapóźnienia i miarę czasu. Do Sejmu RP lub pod Sejm z całego kraju docierają zorganizowane grupy pracowników różnych branż, gdzie w rożnych formach protestów domagają się poprawy nie tylko ich bytu, ale również prawidłowego funkcjonowania stanowisk pracy.

W naszej branży zapowiadana od sześciu lat rewolucja w szkoleniu i egzaminowaniu ujrzała światło dzienne w postaci ustawy o kierujących pojazdami i zrazu wywołała protesty, w tym dotyczące niekonstytucyjnych zapisów o powołaniu od przyszłego roku „superośrodków”, które mają załatwić wszystko i wszystkich.


Pod koniec marca w Tomaszowie Mazowieckim odbył się Zjazd Delegatów Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców, gdzie w sposób zorganizowany starano się przykryć szum medialny, jaki ostatnio wytworzył się wokół tej ustawy. Pomimo nocnych rozmów i bezpośrednich zapytań na zebraniu do prezesa, kto wymyślił te superośrodki, które mają posiadać po jednym pojeździe na każdą kategorię i posiadają tak szeroki wachlarz uprawnień - delegaci nie uzyskali odpowiedzi, ale pomimo tego udzielili zarządowi PFSSK absolutorium przy kilku głosach przeciwnych i wstrzymujących się. Już dzisiaj w naszej branży są coraz większe kłótnie, bo sale wykładowe świecą pustkami, a co dopiero będzie za rok. Kryzys branży będzie widoczny na każdym kroku i nowa ustawa w niczym nam nie pomoże. Nie pomoże też naszym liderom, gdyż zamiast integracji jej dotychczasowi członkowie zaczną je opuszczać, nie tylko ze względu na kondycję finansową, ale i sposób podejmowania dla branży ważkich decyzji. Jeśli myślą, że otoczyli się „swoimi” zaufanymi poplecznikami i nie muszą już się liczyć z dołami, to grubo się mylą.


Problem w tym, że demokracja opleciona jest matnią popleczników patrzących jedynie przez pryzmat pieniądza i za wszelką cenę wyrugowania innych. Nadprodukcja instruktorów oraz wolny rynek przy takim niżu demograficznym rozregulowały naszą działalność gospodarczą, która miała być regulowana. Takie ustawienie w przepisach rynkowego szkolenia, zamiast ustabilizować ten rynek i potwierdzić, że konkurencja jest najlepszym lekarstwem na chałturę - właśnie ją umocniły, poprzez absurdalne ceny a tym samym obniżenie poziomu nauczania. Możemy tutaj mówić o chińskim tandetnym produkcie. Dla wzmocnienia zasad wolnego rynku przyszedł z pomocą „Kapitał Ludzki” i fundusz europejski, który jak się obecnie wydaje zostanie roztrwoniony na doszkolenia naszej branży bez istotnego nadzoru i pożytku. Bo kto im ustalił programy kursów i skąd wiedzą, czego potrzeba naszej branży? Mieliśmy nadzieje, że nasze organizacje pozarządowe przejmą rynek branżowego szkolenia. Tak się jednak nie stało, bo do koryta zawsze pierwszy dostanie się silniejszy lub mający stosowne koneksje. Tę tezę potwierdziły ostatnio nagrania wykładowcy z tematu szkoleń okresowych i kwalifikacji wstępnych ujawnione przez TVN, jak również tragiczne wypadki tirów, którymi to przypadkami w Bydgoszczy i Krotoszynie zajęli się obecnie prokuratorzy. Tezę tę również potwierdziło moje wyprzedzające ostrzeżenie w artykule o superośrodkach, jakie ukazało się miesięczniku „Szkoła Jazdy” nr 3/2011 (63). Zdziczenie na drogach kierowców ciężkich samochodów, aby „waliły po osobówkach” jest pokłosiem wadliwego szkolenia i egzaminowania oraz negatywnej selekcji. Niskie zarobki tych kierowców przy reżimowym czasie zatrudnienia powodują takie a nie inne zachowania i nie pomogą żadne sielankowe spotkania ministra infrastruktury z branżowymi przedstawicielami, którzy przede wszystkim zainteresowani są najwyższymi zyskami przedsiębiorstw, a nie kierowców. Do tego dochodzi sytuacja zaporowa na wschodniej granicy, gdzie w urągających warunkach kierowcy tirów nawet kilka dni oczekują na wjazd do Unii Europejskiej. Nasz kraj jest pierwszym, na którym chcą „nadrobić” stracony tam czas. Skutki tego widzimy, ale nie umiemy im zapobiec.


O wzmocnieniu nadzoru nad szkoleniem i egzaminowaniem oraz ruchu drogowego mówimy od dwudziestu lat, ale są to tylko pobożne życzenia, bo urzędników przy czterokrotnym wzroście jak mówią jest za mało, a policja zajęta jest jeszcze pisaniem raportów na maszynach typu Łucznik. O naszych drogach i organizacji na nich ruchu nie ma co już pisać, bo każdy ją zna i nie ma recepty na tę ogólną chorobę. Wracając do walnego zebrania PFSSK, gdzie poddano między innymi krytyce nową ustawę o kierujących pojazdami, delegaci przegłosowali, aby przewodniczący zebrania zwrócił się do ministra infrastruktury o odwołanie ze stanowiska dyrektora DTD odpowiedzialnego za przeforsowanie jej w takim kształcie - bez uwzględnienia wielu postulatów naszego środowiska. Szkoda tylko, że nie zauważyli też negatywnych zjawisk popierania tych zapisów przez ich liderów. Jak to wszystko się potoczy, zobaczymy w dalszych konsultacjach i zapisach w rozporządzeniach. Przez sześć lat było wystarczająco dużo czasu, aby ustawa o kierujących pojazdami ukazała się w teście jednolitym. Teraz widzimy, że jeszcze przed wydaniem do niej rozporządzeń powinna być poprawiona na wniosek naszej branży, RPO i TK. Do tego bałaganu przyzwyczaiły się już wszystkie branże - co wyjdzie jakaś ustawa - to od razu widać niedopracowania i na zasadzie protestów poszczególnych branż nieco postulatów się uwzględnia i nowelizuje, a tym samym wyjdą nowe Dzienniki Ustaw i podręczniki z nadrukiem „NOWE” i koła młyńskie ciągle się kręcą, mieląc co dopiero wydane ustawy, druki i wydawnictwa dydaktyczne. To żadne novum, widocznie tak już musi być.


Na polskich drogach też koła się kręcą z lepszym lub gorszym skutkiem. Przez ostatnie lata ściągnęliśmy z Zachodu sześć milionów mniej lub bardziej zużytych i stukniętych samochodów. Dzięki temu 70 proc. tych pojazdów zmotoryzowało nasze społeczeństwo, a wiele jeszcze w komisach i prawie pod każdą stodołą czeka na chętnych.


Nasz branża szkoleniowców, pomimo przeróżnych perturbacji, stanęła na wysokości zadania i przeszkoliła na prawo jazdy miliony obywateli. Ci nowi kierowcy z pewnością posiadają o wiele większą wiedzę i umiejętności niż ich poprzednicy. Widzimy to z resztą w statystykach ciężkich wypadków drogowych, gdzie z najwyższego wskaźnika zmniejszyliśmy ich liczbę o ponad połowę, przy identycznym wzroście liczby samochodów i zagęszczeniu dróg. Cała nasza branża, prawie że sprywatyzowana w stu procentach, poważnie się umocniła. Egzaminy odbywają się już nie w kawiarniach, a w dużych obiektach WORD wyposażonych w odpowiednią infrastrukturę, powstało kilka organizacji branżowych o zasięgu ogólnokrajowym oraz wydawnictw specjalizujących się w zaopatrywaniu nas w pomoce dydaktyczne. Ośrodki szkolenia jako jednoosobowe z jednym odkupionym od LOK-u , PZMot-u czy ZDS-u „maluchem” lub starem „gruźlikiem” dorobiły się nowych samochodów o podwyższonym standardzie, pokaźnych wybrukowanych placów manewrowych, obiektów z salami wykładowymi wyposażonymi w najnowocześniejsze narzędzia dydaktyczne. Zatrudniają ponad 37 tysięcy instruktorów. Najlepiej funkcjonują i rozwijają się rodzinne ośrodki szkolenia oraz te, które poszły va banque z wykorzystaniem starych zażyłości z kolegami mających wpływ na rozwój tej branży. Sama przedsiębiorczość ma tutaj niebagatelny wpływ na proces szkolenia.


W każdej branży są lata tłuste i chude. Mówimy o cyklu siedmiu lat. W tych obecnych chudych latach wiele przypadkowych ośrodków zniknie z rynku samoistnie, jeśli wzmocnimy nadzór i wymagania do już istniejących i nowo powoływanych - ale nie na zasadzie Super OSK, bo to nie wytrzyma próby czasu, zmuszając przedsiębiorcę do posiadania samochodów w każdej kategorii prawa jazdy. Co mają zrobić te ośrodki szkolenia, które wyspecjalizowały się na jedną lub dwie kategorie i nie chcą spełniać nieekonomicznych norm superośrodków? A gdzie dbałość o dobro obywatela w „przyjaznym państwie”?


Do 19 stycznia 2013 roku mamy czas uporządkować sprawy związane z prawami jazdy według zaleceń Dyrektywy 2006/126/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 grudnia 2006 r. Wiemy, jaką drogą mamy iść celem dostosowania naszego prawa w tym zakresie. Minione dwie dekady udowodniły, że dyrektywy dyrektywami, a my ustalamy wymagania z podwójną nawiązką, a tam gdzie mamy wolną rękę, „eksperymentujemy” na zasadzie ustawy hazardowej. I takich przykładów można by znaleźć w każdej branży.


Janusz Ujma

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0