Boom na prawo jazdy

Strach to najgorszy z możliwych doradców. Straszą nas na przykład w kampanii wyborczej. Ale nie tylko. Obecnie blady strach padł na osoby, które chcą podjąć duże wyzwanie, czyli zdobyć prawo jazdy. Strach ma tak wielką moc, że 100 proc. ośrodków w Poznaniu do końca listopada nie ma wolnych terminów jazd.

Brakuje mocy przerobowych, żeby uczyć tych, którzy się zgłaszają na kursy oraz jazdy doszkalające. W Poznaniu nie ma instruktorów, a praca jest. Dziwne i straszne zarazem. Zmiany wprowadzone w 2013 roku, z obowiązkowymi warsztatami dla instruktorów, wyczyściły z rynku bardzo dużo szkół jazdy oraz szkoleniowców, dla których praca stała się nieopłacalna. Dziś z kolei mamy do czynienia z boomem. Co z tego, skoro nie ma możliwości, żeby wszystkich chętnych profesjonalnie wyszkolić…

Bez przygotowania nie ma sukcesu

Dla kursantów liczy się tylko to, żeby zdążyć przed odbiorem prawa jazdy przed 4 stycznia. Wiele kiepskich ośrodków wykorzystuje ten fakt i aktualizuje profile kandydatów na kierowców przed faktycznym zakończeniem kursu. Kursanci zapisują się na egzaminy, zupełnie nieprzygotowani się na nie udają, a w konsekwencji ponoszą porażkę. Dzwonią do swoich szkół jazdy i proszą o wyjeżdżenie ostatnich godzin, jakie im pozostały. Okazuje się jednak, że brakuje dla nich terminów. Zaczynają szukać w innych szkołach i… także nic z tego. Tam też nie ma już wolnych terminów. Znów idą więc na egzamin bez skończonego całego praktycznego kursu. Efekt? Kolejny wynik negatywny.

Fikcyjne godziny, fikcyjny egzamin wewnętrzny

Szkoły jazdy, które stosują takie praktyki, bardzo często wmawiają kursantom, że mogą odbyć kurs przyspieszony. To dziesięć godzin zajęć praktycznych w cenie normalnego szkolenia. Jak to możliwe? W karcie zajęć wpisuje się fikcyjnych trzydzieści godzin, następnie przeprowadza się fikcyjny egzamin wewnętrzny. Co potem? Aktualizacja profilu kandydata na kierowcę i sugerowanie kursantowi, że wszystko jest robione dla jego dobra. W końcu egzamin państwowy musi się odbyć jeszcze w tym roku. W takim przypadku nie będzie mowy o żadnych okresach próbnych…

Kursanci są tak zdeterminowani, żeby wyrobić się z kursem i egzaminem państwowym w tym roku, że ufają swoim instruktorom, gdy ci postępują nieuczciwie. Myślą sobie: „Im szybciej pójdę na egzamin, tym lepiej. Nawet jak nie zdam za pierwszym razem, to poprawka czeka mnie jeszcze w 2015 roku”.

30? To chyba za mało…

Zastanawiałem się ostatnio, czy to szaleństwo będzie miało wpływ na poprawę bezpieczeństwa na drogach w Polsce. Kursanci wyszkoleni byle jak, byle gdzie… Liczy się tylko to, żeby zapłacili. Tyle. Kursanci również nie przywiązują wagi do jakości szkolenia, interesuje ich tylko egzamin. Nic więcej. Szkolenie z ryzyka w ruchu drogowym to bardzo dobry pomysł, ale w polskich warunkach na początek trzeba pomyśleć o zwiększeniu liczby godzin szkolenia praktycznego z trzydziestu do 45, a nawet do 60 godzin. Każdy instruktor zgodzi się, że dla wielu kursantów trzydzieści godzin to naprawdę za mało, żeby się przygotować do samodzielnego poruszania się samochodem po drogach. O egzaminie już nawet nie wspominam. Może właśnie 60-godzinne szkolenia praktyczne, ale prowadzone uczciwie, dałyby więcej niż to godzinne z ryzyka w ruchu drogowym odbywające się w ośrodkach doskonalenia techniki jazdy.

Kto za tym stoi?

Nie wierzę w to, że w takim ośrodku ktoś pozwoli młodym kierowcom pojeździć po płycie poślizgowej. Nie będzie na to czasu ani pieniędzy. Bo utrzymanie ODTJ-u jest kosztowne, osób do przeszkolenia będzie dużo, a liczba instruktorów techniki jazdy jest bardzo ograniczona. Zresztą ośrodków doskonalenia techniki jazdy jest kilka. Jak znam polskie realia, szkolenia z ryzyka w ruchu drogowym sprowadzi się do wypisania zaświadczenia o jego ukończeniu. Rzeczywiście, ciężka praca na rzecz bezpieczeństwa na polskich drogach…

W 2012 roku straszono kursantów nowym egzaminem teoretycznym. Obecnie straszy się kursantów zielonym listkiem i szkoleniem, za które będą musieli dodatkowo zapłacić. Czy my naprawdę musimy szkolić w oparciu o absurdy prawne forsowane przez… no właśnie, przez kogo?

Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy

 

Wasze komentarze (5)

  1. Następny pożal się Boże spec od ODTJ - ów, którego skręca...Panie publicysta, weź no zajrzyj Pan do ogólnie dostępnych rejestrów ODTJ - ów w Urzędach Wojewódzkich i je policz zamiast pisać głupoty o kilku w Polsce. Ale pomysł 60 godzin w ramach nauki jazdy - zajefajny. Ja proponuję nie mniej niż 100, czemu nie? I to pytanie na końcu - kto za tym wszystkim stoi ??? Ja obstawiam Gumisie.
    • @andrej ty kołku. Tak, w Polsce jest kilka Odtjtow. Natomiast Odtjotow dzialajacych na podstawie podpisanej umowy z tymi kilkma jest kilkadziesiat a moze kilkaset. Gdybys myslalnto bys wiedzial zeobowiazkowe szkolenia na plytach beda przeprowadzane na infrastrukturze tych kilku a nie kilkuset. Obecna ustawa nie ma prawa wejsc 4 stycznia bo bedzie to kolejna porazka Polski
  2. ja skazuję kursantów na dożywotnie szkolenie będziemy najlepszymi kierowcami świata czyż nie oto tu chodzi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.