Aktualności Bielak poleca SPS

Zapraszamy na wywiad z Kubą Bielakiem, ekspertem w dziedzinie techniki doskonalenia jazdy, a także prezenterem telewizyjnym, prowadzącym na TVN Turbo program „Jazda polska”, który swoim wizerunkiem zdecydował się wesprzeć promocję Systemu SPS. Jego doświadczenie motoryzacyjne oraz medialna osobowość będą przekonywać - zwłaszcza młodych kandydatów na kierowców - do zalet systemu i ośrodków, które z niego korzystają.

Maciej Piaszczyński: Co Pan sądzi o nowoczesnych technologiach w szkoleniu kierowców?


Kuba Bielak: Wdrażanie nowoczesnych metod szkoleniowych jest naturalną cechą każdego szkolenia czy treningu sportowego, niezależnie od rodzaju dyscypliny czy przedmiotu szkolenia. Chodzi przede wszystkim o podniesienie efektywności szkolenia oraz dostosowanie metodyki do dynamicznie zmieniających się warunków. Świat nie stoi w miejscu. Szczególnie motoryzacja podlega stałym dynamicznym zmianom. Zmieniają się nie tylko samochody, ale warunki w których jeździmy samochodami, a więc natężenie ruchu, infrastruktura, przepisy oraz zagrożenia związane z jazdą samochodem. Zmieniają sie również metody uczenia i treningu, głównie jeśli chodzi o wykorzystanie nowoczesnych środków technicznych. Czasy zeszytów, tablicy i kredy już odchodzą w niepamięć. Jeszcze niedawno rzutniki multimedialne, DVD czy prezentacje komputerowe były uważane za nowoczesne, dziś są normalnymi środkami dotarcia do kursanta. Technologie informatyczne, w tym Internet, są najszybciej rozwijającą się dziedziną, dzięki której możemy poprawić nie tylko efektywność szkolenia, ale również obniżyć koszty. Sytuacja, w której każdy instruktor ma w swoim telefonie komórkowym dostęp do bazy danych wszystkich swoich kursantów z historią szkolenia każdego z nich opisem ćwiczeń błędów, które wykonuje, oraz całym blokiem metodyki, sugestiami ćwiczeń i programem szkoleniowym wydaje się być futurystyczną wizją. Okazuje się, że Winfor jest firmą, która może umożliwić takie rozwiązanie już za kilka lat.


- Jakie zalety widzi Pan w systemie SPS? Jak zachęciłby Pan do jego stosowania?


- Główną zaletą SPS-u jest ujednolicenie metodyki realizowanego programu szkolenia. Chodzi o to, aby niezależnie od miejsca w kraju, stopnia wyszkolenia instruktora, jego stanu psychofizycznego na dany dzień pracy kursant był szkolony według takich samych standardów. W obecnej chwili poziom wyszkolenia kursanta zależny jest głównie od indywidualnych predyspozycji instruktora. Tak nie może być. Kolejnym plusem SPS jest zdolność samouzdrawiania systemu. Wiadomo, że nawet najlepszy program może mieć wady, poza tym bez wprowadzania korekt dezaktualizuje się. Możliwość szybkiego reagowania operatora systemu na sugestie całego gremium użytkowników odnośnie do poszczególnych elementów jest olbrzymią zaletą. To instruktorzy i kierownicy szkół tworzą ten program. Uwagi dotyczące ewentualnych błędów w programie, aktualizacji mogą w bardzo szybki sposób być wprowadzane do systemu. Tak więc SPS jest programem samouzdrawialnym i wiecznym, dlatego że potrafi się szybko adaptować do ewentualnych zmian w systemie szkolenia.


- Czy miałby on zastosowanie przy szkoleniach praktycznych?


- Jak najbardziej tak! Każda dziedzina edukacji czy treningu opiera się na programie i odpowiedniej metodyce szkolenia. Wprowadzenie jednolitej metodyki we wszystkich szkołach jest najważniejszą sprawą z punktu widzenia ujednolicenia poziomu umiejętności kierowców zdających egzaminy i otrzymujących uprawnienia. Aby poprawić to, co jest złe, trzeba się dowiedzieć, co jest złe w systemie. SPS daje szansę na ustanowienie standardu szkolenia we wszystkich szkołach w kraju. Standardu, który można poprawiać i ulepszać. Wszystko z pożytkiem dla bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego. Oczywiście każdy instruktor ma swoje metody prowadzenia zajęć. Nie chodzi tu o to, aby je zastąpić, ale jedynie uporządkować.


- Był Pan obecny na spotkaniu w Bełchatowie? Proszę podzielić się wrażeniami.


- Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony troską uczestników o racjonalne podnoszenie poziomu nauczania. W umysłach szarego zjadacza chleba kierownicy ośrodków szkoleniowych to „samo zło”, które dba tylko o to, żeby zarobić. W zasadzie jest to zupełnie naturalne, bo menedżer firmy ma dbać o to, żeby zarabiała, ale ośrodek nauki jazdy to nie sklep spożywczy. „Materiał”, nad którym się tam pracuje, to żywi ludzie, a od poziomu nauczania zależy to, czy będą odpowiedzialnymi i przygotowanymi kierowcami, czy piratami drogowymi o wielkich wyobrażeniach o własnych umiejętnościach niosących śmierć na naszych drogach. Długie dyskusje na temat nowych przepisów, które niesie ustawa o kierujących pojazdami, i licznych błędów legislacyjnych wiążących ręce ośrodkom nauki jazdy, które chcą podnosić jakość szkolenia, dały mi obraz środowiska, które jest merytorycznie przygotowane na zmiany, jakie mają nadejść. Wszyscy są świadomi potrzeby głębokiej reformy. Ale są również świadomi, że pod pozorem reformowania szkolnictwa daje się odczuć zabezpieczenie interesów różnych środowisk, lobbujących za rozwiązaniami, które wprowadzają głębokie podziały na lepszych i gorszych w sposób sztuczny i niemający nic wspólnego z jakością szkolenia. Do tej pory zauważalne były podziały dotyczące zwolenników zmian i reformy oraz „twardogłowych” konserwatystów broniących się przed reformą. W tej chwili doszedł jeszcze jeden podział - na tych, którzy chcą opanować rynek, i tych, którzy muszą się bronić przed faktem, że z rynku szkoleniowego „ktoś” chce ich usunąć. Reforma, jeśli ma odnieść sukces, musi dotyczyć przede wszystkim poziomu szkolenia kursantów, a nie polegać na tworzeniu warunków, które zabezpieczają interes ekonomiczny jakiejkolwiek jednostki szkoleniowej i z pozoru tylko nazywać ma się reformą. Cieszy fakt, że coraz więcej osób ze środowiska przechodzi na „jasną stronę mocy”, czując potrzebę zmian na lepsze.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0