- Nie znam nikogo, kto nie zdałby prawka za pierwszym razem - przekonuje Jan Pachlowski, reporter od czternastu lat pracujący w Stanach Zjednoczonych. Czy egzamin w USA to rzeczywiście taka łatwizna?

Korespondent polskich mediów w USA ponad dekadę mieszkał w Chicago i tam zgłosił się na egzamin, choć miał już prawo jazdy zrobione w Szczecinie.


- Przyjechałem „biegówką”, co jest rzadkością, bo tu prawie wszyscy jeżdżą automatami - tłumaczy Pachlowski. - Kiedy egzaminator to zobaczył i dowiedział się, że jeżdżę od ośmiu lat, uśmiechnął się. Stwierdził, że właściwie nie powinniśmy odpalać silnika, ale żeby formalności stało się zadość, trochę pokrążyliśmy po mieście - wspomina.


Przed jazdą był egzamin teoretyczny. W ocenie polskiego dziennikarza - bardzo prosty. Pytania dotyczyły przepisów ruchu drogowego, bezpieczeństwa, pierwszej pomocy.


- Odpowiedzi wydawały się oczywiste. Przynajmniej dla kogoś, kto już siedział za kierownicą - komentuje Pachlowski.


Dlaczego kierowca z wieloletnim stażem na drogach Europy musiał uzyskać amerykańskie uprawnienia do prowadzenia pojazdów? Czy polskie, niemieckie, hiszpańskie prawko nie jest honorowane na drogach Illinois, Colorado, Florydy, Kalifornii, Oregonu? Jeśli przyjeżdżamy do USA na wizę turystyczną - nie ma problemu. Prawo jazdy ze znaczkiem PL zwykle jest uznawane przez policję. Ale...


- Najlepiej dysponować międzynarodowym prawem jazdy - radzą Magdalena Czarnecka i Tomasz Pawlikowski, twórcy bloga „Not Born In The USA”, od lat przemierzający Stany Zjednoczone. - Taki dokument umożliwia wypożyczenie auta. Gwarantuje spokój podczas kontroli drogowej. Przydaje się również wtedy, kiedy chcemy kupić w sklepie alkohol - dodaje z humorem podróżniczka.


Międzynarodowe prawko trzeba wyrobić oczywiście przed wyjazdem z Polski. Złożyć stosowny wniosek w starostwie powiatowym, załączyć zdjęcie, uiścić opłatę 35 zł.


Ale jeśli zostajemy w USA dłużej, musimy tam zdać egzamin na kierowcę.


Nie ma kursu, jest Drivers Handbook


Magda i Tomek zrobili to pięć lat temu w Kalifornii. On już wcześniej jeździł. Ona była nowicjuszką. Jak żartuje - przemieszczała się tylko rowerem i nadal woli dwa kółka od czterech. Razem poszli na egzamin teoretyczny. On popełnił pięć błędów (dopuszczalnych jest sześć), ona ani jednego. Do praktycznego on podchodził dwa razy. Ona zdała za pierwszym.


- Trochę lepiej się przygotowałam - śmieje się Magda. - Tomek za poprawkę musiał zapłacić sześć dolarów - wyjaśnia.


Jak wygląda zdobywanie uprawnień krok po kroku? W USA nie ma obowiązkowych kursów na prawo jazdy (choć oczywiście można skorzystać z usług profesjonalnego instruktora, ok. 50 dolarów za godzinę), wymaganej liczby godzin szkolenia praktycznego ani ośrodków egzaminacyjnych, takich jakich jak WORD-y w Polsce. Kandydat na kierowcę zgłasza się do urzędu o nazwie Department of Motor Vehicle (w niektórych stanach funkcjonują: Department of Transportation - Wydział Transportu, Motor Vehicle Administration - Zarząd Pojazdów Silnikowych, Department of Public Safety - Wydział Bezpieczeństwa Publicznego). DMV jest odpowiednikiem polskich wydziałów komunikacji. Rejestruje pojazdy, wydaje tablice, pobiera opłaty, a także weryfikuje umiejętności kierowców. Na stronie internetowej DMV znajdują się różne formularze (rejestracja auta, zapisy na egzamin), aktualizowane przepisy, bezpłatne materiały edukacyjne.


Elementarz amerykańskiego kierowcy - Drivers Handbook - napisany jest prostym językiem, bogato ilustrowany. I dostępny w różnych wersjach językowych, np. rosyjskiej, hiszpańskiej. Można skorzystać z e-learningu. Można sięgnąć po tradycyjną książeczkę.


- Znajduje się tam wiele praktycznych informacji, objaśnienia. Na przykład jakie zasady obowiązują na skrzyżowaniach równorzędnych - opowiada Magda.


To jeden z ciekawszych wątków dla europejskiego kierowcy, bo w USA nie ma zastosowania reguła prawej ręki. A skrzyżowań bez znaków określających pierwszeństwo jest bardzo dużo.


Kiedy już poznamy amerykańskie przepisy, umawiamy się na egzamin. Zanim przystąpimy do wypełniania arkusza z pytaniami, musimy uregulować opłatę (w Kalifornii 30 dol., w niektórych stanach 25 dol., w innych - 50 dol.) i poddać się urzędowej procedurze, która obejmuje m.in. pobranie odcisków palców i wykonanie zdjęcia. Obowiązkowe jest również badanie wzroku.


Część teoretyczna egzaminu (w Kalifornii) to 36 pytań testowych, każde z jedną poprawną odpowiedzią.


- Test zdaje się w takich boksach, przegródkach, przypominających pomieszczenia do głosowania. Wyniki sprawdzane są od ręki - tłumaczy Magda.


Zaliczenie oznacza tymczasowe pozwolenie na prowadzenia pojazdu (tzw. permit). Wtedy można jeździć po drogach publicznych, ale w asyście osoby dorosłej posiadającej prawko. Nauczycielem jest zwykle ojciec, wujek, starszy brat. 


Siadaj „behind the wheel” i nie stresuj się


Kiedy już pewnie czujemy się za kółkiem, umawiamy się na egzamin praktyczny, nazywany „behind the wheel”. Do oddziału DMV zgłaszamy się własnym samochodem. Musimy mieć przy sobie wspomniany „permit”, dowód rejestracyjny i dowód ubezpieczenia. W urzędzie pobieramy plakietkę z numerkiem, którą umieszczamy pod szybą, parkujemy w wyznaczonym miejscu (tzw. punkt startowy) i czekamy na egzaminatora.


„Do egzaminu praktycznego przystępuje się własnym samochodem. Podjeżdża się w specjalnej kolejce á la McDrive. Do pierwszego samochodu podchodzi egzaminator, sprawdza, czy kierowca wie, gdzie są kierunkowskazy, hamulce, światła. Wsiada i wskazuje, którędy jechać” - czytamy na blogu „Ja & On”, prowadzonym przez Sylwię i Kubę Górajków, którzy prawo jazdy robili w Kalifornii.


Jazda egzaminacyjna zwykle trwa kilkanaście minut. Magda wspomina, że z trudniejszych manewrów musiała wykonać parkowanie równoległe i cofanie wzdłuż krawężnika.


- Nie ma czegoś takiego jak „rękaw” (cofanie po łuku) czy innych bzdur służących do oblewania kursantów w Polsce - stwierdza. - Egzaminatorzy zwracają uwagę przede wszystkim na kwestie bezpieczeństwa, ze szczególnym naciskiem na kontrolę tzw. blind spotów (martwych stref) podczas skręcania czy zmian pasa ruchu - opowiada.


Co ciekawe, przed przystąpieniem do „behind the wheel” kierowca otrzymuje do podpisania arkusz papieru z przedstawionymi tam manewrami i rodzajami błędów.


- Popełnienie błędu krytycznego, np. zignorowanie znaku lub przekroczenie prędkości, oznacza koniec egzaminu - wyjaśnia Magda. - Pomniejsze błędy, typu najechanie na linię, nieutrzymanie odpowiedniej odległości od innych aut, problemy z płynną jazdą nie dyskwalifikują kandydata na kierowcę - podkreśla.


Jeśli drobnych błędów jest bardzo dużo, egzaminator zaprasza nas na poprawkę. Ale wcześniej udziela wskazówek, dokładnie opisuje wszystkie wpadki kierującego. Radzi, nad czym powinien popracować.


- Generalnie wszyscy w DMV są bardzo sympatyczni i pomocni. Jak lubią podkreślać: żebyś zdał i był bezpiecznym kierowcą - mówi Magda. - Po zdaniu egzaminu otrzymujesz potwierdzenie, że możesz samodzielnie prowadzić auto. A dwa tygodnie później przysyłają pocztą właściwy dokument.


Amerykanin na rondzie by zemdlał?


Do samochodowych wojaży po Ameryce zachęcają ceny paliwa (dwa razy niższe niż w Polsce!), stosunkowo tanie auta, szerokie drogi.


- Tu wszystko jest duże i proste w obsłudze. Samochody, skrzyżowania, autostrady, parkingi. Gdy przyjeżdżam do Polski i muszę zaparkować przy centrum handlowym, zastanawiam się, dlaczego jest tak wąsko - opisuje z humorem Pachlowski. - Wielu Amerykanów nie umie „koperty”. A gdyby któregoś mojego sąsiada przenieść na rondo w Szczecinie, to chyba by zemdlał - śmieje się reporter.


Ocenia, że Polacy technicznie jeżdżą lepiej od Amerykanów dzięki temu, że przez dziesięciolecia męczyli się w kiepskich samochodach, na dziurawych, wąskich drogach. Dziennikarz podkreśla jednak, że w USA kierowcy są bardziej odpowiedzialni. Przestrzegają przepisów. Przywołuje statystyki wypadków drogowych: ofiar śmiertelnych jest sześć razy mniej niż w Polsce (proporcjonalnie do liczby ludności). To efekt m.in. konsekwentnych działań policji i surowych kar dla piratów drogowych.


- Za znaczne przekroczenie prędkości możesz zostać aresztowany na 24 godziny - podkreśla Pachlowski.


Na prędkość trzeba szczególnie uważać, bo w różnych regionach kraju obowiązują różne „speed limits”. Na północnym wschodzie, np. w Connecticut, Vermont czy New Jersey, jeździ się maksymalnie 65 mil na godzinę (1 mila to 1,61 km). W Południowej i Północnej Dakocie, Oklahomie, Newadzie obowiązuje limit 75 mph. W Idaho i Utah 80 mph, a w Teksasie aż 85 mph. W Alabamie na trasach międzystanowych dopuszczalne jest 70 mph. Na drogach mających co najmniej cztery pasy - 65 mph, na innych - 55 mph. W dzielnicach mieszkaniowych tylko 25 mph, a w okolicach szkół 15 mil na godzinę. W niektórych stanach teren zabudowany, niezależnie od klasy drogi, oznacza maks. 30 mph. W innych urzędowym ograniczeniem jest 45 mph, chyba że znaki pokazują inaczej.


Młody kierowca... może słono kosztować


Każdy stan ma odrębne przepisy ruchu drogowego, swoje normy dotyczące wieku kierowców, swój system egzaminowania.


- Ograniczone prawo jazdy w niektórych stanach, jak np. Dakota Południowa, można mieć już w wieku 14 lat, w innych trzeba czekać do 17 - zauważa Magda.


- W Illinois prawko może zrobić szesnastolatek, ale przez dwanaście miesięcy musi mu w samochodzie towarzyszyć osoba dorosła, oczywiście z uprawnieniami do kierowania - dodaje Jan Pachlowski.


Ciekawe są także zróżnicowane zasady dopuszczania pojazdów do ruchu.


- Na Florydzie, gdzie teraz mieszkam, nie ma przeglądów technicznych. Jest tylko test spalin, dopasowany do wieku pojazdu, rodzaju silnika. Jeśli auto przejdzie ten test pozytywnie, można nim jeździć, choćby nie miało sprawnych hamulców - żartuje dziennikarz.


Z kolei w New Jersey są wymagane szczegółowe badania diagnostyczne. Robi się je za darmo. Ale co roku trzeba zapłacić 100 dolarów za naklejkę na tablicę rejestracyjną. Magda i Tomek płacą za coroczną rejestrację 122 dolary. Plus 40 „baksów” za „smog check”.


- No i jeszcze około 120 dolarów miesięcznie ubezpieczenia. To informacja dla tych wszystkich, którzy upierają się, że w Stanach wszystko jest tanie - dodaje z humorem blogerka.


Podkreśla, że nie jeździ nową limuzyną, tylko dziewięcioletnią toyotą. Koszty ubezpieczeń mocno biją po kieszeni amerykańskich kierowców. Opłaty zależą od rocznika, pojemności silnika, miejsca zamieszkania kierowcy, doświadczenia za kółkiem.


- Dopisanie nastolatka do ubezpieczenia komunikacyjnego rodziców oznacza, że będą płacić nie czterysta, a tysiąc dolarów lub więcej - ostrzega Pachlowski.


Umowę z ubezpieczycielem zwykle zawiera się na pół roku. Składki płaci co miesiąc. 


Przeprowadzka? Nowe prawko


Tak jak co roku trzeba przedłużać rejestrację pojazdu, tak samo trzeba pilnować terminów ważności prawa jazdy. W Kalifornii pierwszy dokument wydawany jest na dwa lata. Następny na pięć lat. Każdorazowo urząd kasuje 33 dolary. Bardzo słono kosztuje łamanie przepisów. I nie chodzi o sam mandat, 100 czy 200 dolarów, choćby za przekroczenie prędkości.


- Wysyłają cię jeszcze na kurs reedukacyjny. Musisz zaliczyć kilka godzin szkolenia i test dotyczący bezpieczeństwa. Jeśli w ten sposób nie skasujesz mandatu, będziesz miał go na tzw. rekordzie (w kartotece), co oznacza wysokie koszty ubezpieczenia nawet przez pięć lat - opowiada Pachlowski.


Za dwa, trzy poważne przestępstwa drogowe kierowcy grozi powtórny egzamin. Można też stracić prawo jazdy na kilka miesięcy.


- W różnych częściach kraju obowiązują inne przepisy. W Kalifornii prawko jest zawieszane za jazdę po alkoholu czy brak ubezpieczenia - precyzuje Magda.


Regulacje prawne obowiązujące w poszczególnych stanach porównuje do niejednolitych przepisów w krajach Unii Europejskiej. I dlatego np. kalifornijskie prawo jazdy po przeprowadzce do Nowego Jorku, Dallas czy Seattle trzeba aktualizować.


- Gdybym z Chicago przeniósł się na Hawaje, wymagaliby ode mnie tylko zdania testu. A gdybym zamieszkał w New Jersey, musiałbym powtórnie zdać cały egzamin. Teorię i praktykę. Ale są również takie stany, gdzie dokument z Illinois po prostu by przepisali. Uznali za ważny - podsumowuje Pachlowski. - Generalnie Stany są przyjazne dla kierowców. Nie znam nikogo, kto nie zdałby egzaminu za pierwszym razem. Jak robiłem prawo jazdy w Szczecinie, w 1998 roku, to była masakra. Cztery razy podchodziłem. Nadal tak oblewają? - dopytuje.


Tomasz Maciejewski


 


Ciekawostki


Prawo jazdy w USA pełni funkcję podstawowego dokumentu tożsamości.


Inne są oznaczenia benzyny - odpowiednikiem europejskiej 95 jest 87 (regular - dla większości aut). Możemy zatankować również wysokooktanową 89 lub 91.


Na skrzyżowaniach nie obowiązuje zasada prawej ręki. Pierwszeństwo ma ten, kto wcześniej dojechał do krzyżówki.


Parkowanie - tylko zgodnie z kierunkiem jazdy. Tak jak w Niemczech - jeśli staniemy przy krawężniku pod prąd, otrzymamy mandat.


Kolor krawężników określa, gdzie, na jak długo i kto może parkować. Przy żółtych liniach dozwolony jest bardzo krótki postój, przy zielonych można zatrzymać się na 15 minut. Niebieski krawężnik wyznacza miejsca dla niepełnosprawnych. Czerwony to zakaz zatrzymywania i postoju. Niepomalowany krawężnik (lub biały) oznacza ogólnodostępne miejsca parkingowe (bez limitu czasu).


Można skręcać w prawo na czerwonym świetle. Chyba że przy sygnalizatorze jest tabliczka z napisem NO TURN ON RED.


Carpool Lane to skrajny lewy pas tylko dla motocykli i samochodów, w których znajdują się co najmniej dwie osoby. Jeśli kierowca singiel zaryzykuje, bo nie chce tracić czasu w korku, może zapłacić nawet 400 dolarów mandatu.


Pieszy jest święty. Nawet jeśli wchodzi na jezdnię w miejscu niewyznaczonym lub sygnalizuje taki zamiar, samochody powinny się zatrzymać.

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0