Ambasadorka zadurzona w Renault

Katarzyna Glinka

– W zasadzie wszystkie samochody, jakie mieliśmy w rodzinie, to auta Renault. Nietrudno więc pewnie zgadnąć, jaki był mój pierwszy samochód. Tata kupił mi przepiękne żółte sportowe megane! Bardzo je lubiłam. Wynika z tego, że moja miłość do Renault jest już wieloletnia. I trwa w najlepsze! – mówi w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” aktorka Katarzyna Glinka.

Jakub Ziębka: Czy Francja jest krajem, który darzy pani jakimś szczególnym uczuciem?

Katarzyna Glinka: Od razu domyśliłam się, o co chodzi. Z racji posiadanego samochodu – nawet bardzo dużym uczuciem.

Czyli Francję należy kochać głównie za Renault?

Też, ale nie tylko! Jest przecież jeszcze Lazurowe Wybrzeże i Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes, którym bardzo się interesuję. Tak bardzo, że w każdym roku sprawdzam, co się tam dzieje, jakie filmy zostały nagrodzone.

Pozwoli pani, że pozostaniemy jednak przy samochodach. Co takiego mają w sobie auta Renault, że już od kilku lat jest pani ambasadorką tej marki?

Zacznę może od tego, że moja przygoda z Renault miała swój początek dużo wcześniej, niż zaproponowano mi bycie ambasadorką tej marki. Mój tata był jej wielkim fanem. W zasadzie wszystkie samochody, jakie mieliśmy w rodzinie, to auta Renault. Nietrudno więc pewnie zgadnąć, jaki był mój pierwszy samochód. Tata kupił mi przepiękne żółte sportowe megane! Bardzo je lubiłam. Wynika z tego, że moja miłość do Renault jest już wieloletnia. I trwa w najlepsze!

Megane nie jest jednak na pewno jedynym autem marki Renault, którym pani jeździła. Zatem jaki model Katarzyna Glinka uważa za najlepszy?

Lubię samochody o zacięciu sportowym, więc pod tym względem moim faworytem jest megane RS. Ma niezłe przyspieszenie, można się nim fajnie pobawić. Ale znacznie bardziej wygodnym autem jest to, którym jeżdżę w tej chwili. Chodzi o talismana. Ma bardzo sprawną automatyczną skrzynię biegów, jest w nim bardzo cicho. To szczególnie mi odpowiada. Szczególnie kiedy jeżdżę po Warszawie. Wtedy nie muszę odgłosów tego miasta w ogóle słyszeć. Poza tym jest bardzo skrętny. Pomaga to w parkowaniu, we wjeżdżaniu w trudne miejsca. Po prostu doskonale się nim manewruje. Samochód jest też pełen elektroniki, co pewnie doceniają osoby, które potrafią ją w pełni wykorzystać. Ja akurat nie jestem w tym taka dobra.

Czyli gadżeciarą pani nie jest?

Nie, zdecydowanie nie! Wszystkie możliwości mojego talismana wykorzystuję może w 10 proc. Nie znaczy to jednak, że nie używam np. funkcji masażu fotela kierowcy. To jest niezwykle przyjemne, można się podczas jazdy nieźle zrelaksować.

A czy relaksuje panią jazda samochodem?

Nie, tego bym nie powiedziała. Ale na pewno jazda samochodem mnie nie męczy. To ważne, bo bardzo często muszę się przemieszczać. Mogę jechać za dnia, w nocy, podróż może być długa, a ja nie mam z tym żadnych problemów. Zresztą samochód traktuję trochę jak mój drugi dom. Nie chciałby pan chyba wiedzieć, co wożę w bagażniku swojego auta.

No właśnie chciałbym…

No to bagażnik porównałabym do damskiej torebki, można tam znaleźć dużo naprawdę nietypowych rzeczy. Skoro pan nalega, mogę je wymienić.

Nalegam!

Dobrze, proszę bardzo: zeszyty przedszkolne, książki, kurtki na zmianę, buciki – to rzeczy mojego syna. Ale mam też kilka swoich drobiazgów. Na przykład buty, gazety, całą torbę ze sportowymi ciuchami, mam też torbę „basenową”. Mamy teraz sezon zimowy, więc postanowiłam nie wyjmować z samochodu moich butów narciarskich… Właśnie uzmysłowiłam sobie, że mojego talismana najbardziej lubię za obszerny bagażnik!

Wróćmy jeszcze do rzeczy bardzo przyjemnych. Są kierowcy, w tym także pani, dla których jazda autem nie jest jakoś szczególnie ekscytująca, ale takie potrafią być już widoki obserwowane zza szyby auta.

Prawda, są takie malownicze trasy. Kiedy miałam okazję brać udział w samochodowej podroży przez USA, szczególnie utkwiły mi w pamięci stany Arizona i Nevada – typowa amerykańska autostrada, w tle przepiękne góry i pustkowia. Niesamowita przestrzeń! Ale francuskie Lazurowej Wybrzeże też pięknie wygląda z perspektywy kierowcy auta. Jeszcze lepiej, gdy mamy do dyspozycji kabriolet. Problem tylko w tym, że gdy mamy do czynienia z mocnym słońcem, oparzenia skóry są gwarantowane.

Cofnijmy się teraz do początków pani przygody z autami, czyli kursu na prawo jazdy i egzaminu.

Na kurs zapisałam się tak szybko, jak tylko mogłam. Chyba nie miałam wtedy jeszcze siedemnastu lat. Skończyłam go, a potem tylko czekałam na egzamin. Z nim na szczęście nie miałam żadnych problemów, zdałam za pierwszym razem!

Muszę się przyznać, że w zasadzie od momentu, gdy po raz pierwszy wsiadłam do auta i musiałam nim kierować, czułam się dość pewnie. I tak też jest teraz. Jazda autem nigdy mnie nie spinała, nie denerwowała. Nie miałam problemów z ruszaniem na dużym wzniesieniu, parkowaniem tyłem. Nie budowałam sobie w głowie żadnych złych scenariuszy. Może dlatego, że bardzo chciałam prawo jazdy mieć? Wtedy kojarzyło mi się to z niezależnością, takim poczuciem, że będę decydowała o sobie i swoich losach. Człowiek był młody…

A nie myślała pani o tym, żeby kiedyś wystartować w jakimś rajdzie?

Myślę, że byłoby to coś, co sprawiłoby mi niezwykłą frajdę. Chciałabym kiedyś spróbować. Tym bardziej że mam już za sobą kurs jazdy na torze i bardzo mi się to wszystko podobało. Wychodzenie z trudnych sytuacji, np. poślizgu, nieważne, że symulowanych, uczy pokory. Uważam, że każdy kierowca powinien odbyć taki kurs na specjalnym torze, pod okiem profesjonalistów. Oczywiście nie po to, żeby potem na drogach odznaczać się brawurą, tylko wiedzieć, że w pewnych momentach należy bezwzględnie zdjąć nogę z gazu, np. gdy mamy do czynienia z trudnymi warunkami atmosferycznymi.

Właśnie takie szkolenia mają wkrótce przechodzić tzw. świeży kierowcy – między czwartym a ósmym miesiącem po otrzymaniu prawa jazdy.

To bardzo dobry pomysł! Może na naszych drogach będzie bezpieczniej. Szkoda tylko, że taki obowiązek nie będzie obejmował wszystkich kierowców, bo szkolenie przydałoby się także tym doświadczonym. A wracając do mojego kursu, szło mi bardzo dobrze. Instruktor, który mi wówczas asystował, myślał, że nie jest to moja pierwsza wizyta na takim torze. Sprawiało mi to dużą frajdę, myślę, że z rajdami byłoby podobnie.

 

Katarzyna Glinka – aktorka filmowa i teatralna. Najbardziej znana z ról w filmach „Och, Karol 2”, „Wyjazd integracyjny” czy „Na układy nie ma rady” oraz serialach, takich jak „Tancerze” i „Barwy szczęścia”. Brała także udział w programach „Gwiazdy tańczą na lodzie”, „Taniec z gwiazdami” i „Twoja twarz brzmi znajomo”. Występuje w Teatrze Kwadrat.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.