Szkolenie i Egzaminowanie Akcja „Elka” od kuchni

Dzięki uprzejmości szczecińskiej drogówki, wzięliśmy udział w policyjnej akcji „Elka”, która odbyła się na szczecińskich ulicach.

Wtorek, 9 listopada 2010 roku, Szczecin. Jest godz. 8.30. Spotykamy się z policjantami ze szczecińskiej drogówki przy ul. Wilczej. Nieprzypadkowo. Policjanci wybrali to miejsce, bo tędy prowadzi trasa egzaminacyjna. WORD znajduje się niespełna kilometr stąd, więc większość instruktorów tędy prowadzi swoich kursantów. Policjanci kontrolują samochody od godz. 7. W ciągu półtorej godziny sprawdzili już 15 samochodów szkoleniowych. Tym razem policjanci zwracają uwagę głównie na ogumienie, szczelność instalacji gazowych (za pomocą wypożyczonego detektora gazu), trzeźwość instruktorów, dokumenty szkoleniowe oraz prawidłowe oznakowanie i stan techniczny samochodów.


- W jednym przypadku zatrzymaliśmy „elkę” z województwa, w której jechało trzech kursantów. O jedną osobę za dużo. Instruktor próbował się tłumaczyć, że pasażerowie uczą się poprzez obserwację. Dwie osoby wysiadły i wróciły sobie do ośrodka na piechotę. Na szczęście nie miały daleko - mówi asp. sztab. Zenon Butkowski ze szczecińskiej drogówki.


Policjanci zatrzymują kolejny samochód szkoleniowy. Nie ma opon zimowych.


- O zimowkach mogę tylko pomarzyć. Wszystko zależy od właściciela szkoły, a nie ode mnie - tłumaczył się instruktor.


- Tylko cztery samochody na 16 miały zimowe opony. Mimo jesienno-zimowego okresu większość wciąż jeździ na letnich - mówi mł. asp. Ireneusz Kozak z Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Szczecinie. - To bardzo niebezpieczne. W niektórych sytuacjach instruktor jest w stanie zapanować nad pojazdem, ale na śniegu lub błocie pośniegowym nie ma szans. Ogumienie w „elkach” znacznie szybciej niszczy się. Kursanci ciągle hamują i ruszają, najeżdżają na krawężniki.


„Elka” na zimówkach to rzadkość. Ale instruktorzy mają świadomość potrzeby sezonowej zmiany opon.


- Aura już prawie zimowa. Nauka jazdy jest specyficznym środkiem transportu. Musimy dbać o ogumienie - mówił Zbigniew Sosik z Gryf Nauka Jazdy. - Dobrze, że są takie kontrole. Ja się ich nie boję. Oby jak najwięcej.


Przy kolejnej kontroli asp. sztab. Butkowski prosi kursantkę, by zaprezentowała czynności kontrolno-obsługowe. Ta ma jednak problem z pokazaniem, gdzie pod maską znajduje się wlew oleju, płynu hamulcowego i płynu do spryskiwaczy. - Dziewczyna jedzie na piętnastej godzinie i widać, że do tej pory nie zaglądała pod maskę. To trochę zastanawiające. Te pierwsze godziny są właśnie na to, by poznać budowę samochodu - dziwi się Butkowski.


Godz. 8.50. Tym razem kursant poprawnie wykonuje czynności kontrolno-obsługowe.


- Taka kontrola to dobra wprawka na przyszłość. Nie stresowałem się. To moja 28 godzina kursu, więc nie miałem żadnych problemów z opisaniem silnika - mówi Maciej Olechno.


Instruktor też nie wygląda na przestraszonego.


- Akcje przydają się. Niektóre firmy zaniedbują stan techniczny pojazdów. My mamy dziewięć samochodów, które są na bieżąco naprawiane. Szef kładzie nacisk, by zgłaszać wszelkie usterki jak najszybciej. Jednego dnia we wszystkich samochodach wymieniliśmy opony na zimowe - mówi Marcin Samson z Auto-Test Nauki Jazdy.


Policjanci nie ukrywają, że nieprzypadkowo na miejsce akcji „Elka” wybierają trasę egzaminacyjną.


- To część trasy egzaminacyjnej, dlatego każdy ją pokonuje. Poza tym to miejsce, gdzie kursant może swobodnie zatrzymać się do kontroli. Widzi z daleka policjanta i sygnał, jaki policjant mu przekazuje - mówi mł. asp. Ireneusz Kozak. - Akcja jest bardzo potrzebna. Niestety wielu instruktorów lekceważąco podchodzi do tematu nauki jazdy. Kształcą młodego kierowcę, a bardzo często zapominają o podstawach, choćby o zwykłym ładzie i porządku w samochodzie. Staramy się działać prewencyjnie. Nie zawsze zły stan techniczny to wina instruktora. To raczej sprawa właścicieli ośrodków szkolenia kierowców.


Policyjne akcje „Elka”, organizowane we wszystkich większych miastach w Polsce, cały czas budzą kontrowersje. Instruktorzy skarżą się, że drogówka karze ich nawet za drobne przewinienia. W Lublinie (pisaliśmy o tym w październikowym numerze „Szkoły Jazdy”) jeden z instruktorów otrzymał mandat za brak nazwy miasta w widniejącym na drzwiach samochodu adresie ośrodka. Policja tłumaczyła, że nie będzie dłużej przymykać oka na łamanie przepisów. Zdaniem policji niewłaściwe oznakowanie pojazdów szkoleniowych to jedynie wierzchołek góry lodowej. Zdaniem policji jest coraz gorzej; podczas niedawnej kontroli „elek” w stolicy z powodów uchybień zatrzymano prawie 60 proc. dowodów rejestracyjnych. Do najczęstszych wykroczeń stwierdzonych przez policję podczas kontroli należą: brak w dowodzie rejestracyjnym adnotacji o przeznaczeniu pojazdu, brak aktualnego badania technicznego, zbyt duża liczba osób w samochodzie szkoleniowym, braki w dokumentacji kursanta i instruktora, braki środków łączności samochód szkoleniowy - motor, braki w wyposażeniu takich elementów jak apteczka, gaśnica czy koło zapasowe. Zdaniem Wojciecha Szemetyłły - wiceprezesa Polskiej Federacji Stowarzyszeń Ośrodków Szkolenia Kierowców w Warszawie, nagminność wykroczeń wraz z fatalną jakością wyników szkolenia wywołują w szeroko pojętej opinii społecznej obraz bardzo negatywny dla całego środowiska. Wojciech Szemetyłło używa mocnych słów na „niedociągnięcia” swoich kolegów z branży: - Wymienione sytuacje są wynikiem całkowitej pogardy dla wykonywanego zawodu oraz braku poszanowania dla naszych klientów. Powinniśmy piętnować i wykluczać osoby, które nie stosują się do obowiązkowych przepisów. Myślę, że wraz ze wzrostem wymagań formalnych stawianych OSK musimy pamiętać o wzroście wymagań stawianych ludziom zatrudnionym w OSK.


Mikołaj Radomski


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0