Zdanie egzaminu można było załatwić na parkingu

Sąd Najwyższy

Przed poznańskim sądem rozpoczął się proces dwóch egzaminatorów z poznańskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

Prokuratura zarzuciła im przyjmowanie łapówek od kursantów w 2006 roku. Na ławie oskarżonych towarzyszą im osoby, które miały wręczać pieniądze oraz policjanci, którzy jako funkcjonariusze Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu – nie bezinteresownie – zwracali zatrzymane dowody rejestracyjne. Jeden z nich nadal pracuje w drogówce, drugi został zawieszony i otrzymuje połowę wynagrodzenia, trzeci – przeszedł na policyjną emeryturę. Na wczorajszą, pierwszą rozprawę stawiła się cała dwunastka. Prokurator przedstawił akt oskarżenia, w którym najbardziej obciąża zarzutami Waldemara Z., 48-letniego prawnika i emeryta policyjnego, który przez siedem lat pracował jako egzaminator w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Poznaniu. Jednak sąd jako pierwszą przesłuchał oskarżoną, która wczoraj postanowiła dobrowolnie poddać się karze roku pozbawienia wolności – w zawieszeniu na 2 lata i 500 zł grzywny. Kobieta powiedziała, że jej córka kilkakrotnie podchodziła do egzaminu na prawo jazdy. Po ostatnim nieudanym podejściu rozpłakała się i powiedziała, że już nie będzie więcej próbować. Świadkiem tej sceny był mężczyzna, który podał matce dziewczyny numer telefonu do człowieka, który “może pomóc”. Spotkała się z nim na parkingu przed Tesco. Oczekiwał jej w samochodzie, który rozpoznała po podanym telefonicznie numerze rejestracyjnym. Poradził jej, żeby zafundowała córce prywatne lekcje jazdy i tabletki uspokajające. Wczoraj Maria B. powiedziała, że dała mężczyźnie w samochodzie 600 zł. – Miałam pieniądze, bo domyślałam się, że to o to chodzi. Mężowi nic nie powiedziałam. Dopiero po fakcie, kiedy córka zadzwoniła, że zdała egzamin – wyznała Maria B. Nie rozpoznała jednak wśród oskarżonych ani “życzliwego”, który podał jej numer telefonu, ani pana z parkingu przed Tesco, któremu wręczyła pieniądze. Gdy Maria B. złożyła wyjaśnienia, sąd zapytał prokuratora, jakie jest jego zdanie w kwestii dobrowolnego poddania się karze. Prokurator nie sprzeciwił się. Oskarżona została wyłączona ze sprawy. Potem proces toczył się według schematu: nie przyznaję się do winy; skorzystam z prawa do odmowy składania wyjaśnień, nie będę odpowiadał na pytania. Przypomnijmy, że w całej aferze łapówkarskiej w poznańskim WORD zarzuty przedstawiono dotąd ok. 150 osobom – kursantom, instruktorom, pośrednikom i egzaminatorom. Dwa lata temu podobną sprawę prowadzono w pilskim WORD – tam podejrzanych było 55 osób. Początek procesu przypadkowo zbiegł się ze środowym zatrzymaniem dyrektora poznańskiego WORD i jednego z naczelników wydziałów, ale nie miało nic wspólnego z tą sprawą. – Dyrektorowi zarzucamy przekroczenie uprawnień i poświadczanie nieprawdy – mówi Marek Kasprzak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Nieprawidłowości miały powstać m.in. przy kursach na zlecenie urzędu pracy. – Natomiast naczelnik wydziału podejrzany jest również o przestępstwa korupcyjne. Brał po kilkaset złotych i czasem alkohol za przyspieszenie terminu egzaminów i za załatwienie lewych zaświadczeń o ukończeniu kursów. Wyłudzał też poświadczenia nieprawdy i nakłaniał do tego osoby uprawnione do wystawiania zaświadczeń. – Będą kolejne zatrzymania – mówi już teraz Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. I przypomina, że zgodnie z przepisami nie zostanie ukarana osoba, która dała łapówkę, ale przyznała się do tego policji i prokuraturze, zanim śledczy wpadli na jej trop. Ani dyrektor WORD, ani naczelnik nie przyznali się do winy, zostali zawieszeni w czynnościach służbowych.

źródło: Głos Wielkopolski

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.