Za gwałt kursantki należy się 5 tysięcy złotych

Niedawno sąd wydał prawomocny już wyrok w tej sprawie. Wojciech P., 55-letni dzisiaj instruktor, został uznany za winnego. Do więzienia jednak nie pójdzie. Otrzymał bowiem karę w zawieszeniu. A groziło mu nawet 12 lat pozbawienia wolności. – Pojawiły się okoliczności łagodzące – tłumaczy łagodny wyrok sędzia Jacek Przygucki.

Egzamin za pierwszym razem

Ta historia do końca jasna nie jest. Tym bardziej, że proces, jak zwykle w takich przypadkach, odbywał się z wyłączeniem jawności. Pewne są daty. W 2006 roku 18-letnia suwalczanka zapisała się na kurs nauki jazdy. Wybrała akurat tę szkołę, bo miała ona dobrą opinię. Potrafili nauczyć, a w dodatku mogli pochwalić się wysoką zdawalnością egzaminów przeprowadzanych przez suwalski ośrodek ruchu drogowego.

Wszystko szło dobrze aż do pewnego momentu. Już po zakończonych zajęciach Wojciech P., który jest nie tylko instruktorem, ale też właścicielem suwalskiej szkoły jazdy, miał zwabić 18-latkę do pomieszczenia biurowego. Nikogo tam więcej nie było. Zbliżał się wieczór. Tutaj doszło do gwałtu.

 

Dziewczyna nie tylko jednak nikomu o tym nie powiedziała, ale też kontynuowała naukę w tej samej szkole. Tak, jakby nic się nie stało… .

 Później tłumaczyła, że bardzo zależało jej na zrobieniu prawa jazda. Bała się, iż, gdyby nagłośniła sprawę, nigdy nie zdałaby egzaminu. A tak zaliczyła go za pierwszym razem. W Suwałkach nie jest to bynajmniej normą. Niektórzy podchodzą do egzaminu nawet po pięć-sześć razy.

Z prawem jazdy w kieszeni i traumatycznym wspomnieniem układała swoje życie. To, co ją spotkało zostałoby najprawdopodobniej jej tajemnicą. Wstydziła się o tym powiedzieć. A w dodatku nie bardzo miała komu. Bo matka przebywała akurat za granicą, ojciec zaś poważnie chorował.

Jednak o prawku zamarzyła jej siostra. Chciała wybrać tę samą szkołę, bo tak dobrze starszej z dziewczyn tam poszło. Egzamin zdany za pierwszym razem, możliwość rozłożenia płatności na raty. Starsza z sióstr dość gwałtownie odradzała młodszej taki wybór. Długo jednak nie chciała powiedzieć, dlaczego. W końcu wydusiła z siebie, co stało się nieco ponad rok wcześniej.

Rodzina zaczęła się zastanawiać, co z tym problemem zrobić. Wszyscy uznali, że tak tego pozostawić nie można. Dziewczyna złożyła doniesienie do organów ścigania.

 

To świństwo!

Wojciech P. nie przyznał się do winy. Twierdził, że żadnego takiego zdarzenia nie było. Uważał również, iż cała sprawa może wynikać z działania konkurencji, która chce go zniszczyć. – Nikt nigdy nie zrobił mi takiego świństwa – mówił nam w styczniu 2008 roku. – Jestem niewinny. Dodawał, że często szkoli młode dziewczyny i żadna nigdy uwag nie miała.

 Podejrzewał też, że oskarżenie może brać się z innego powodu. Dziewczyna “chodziła” z jego synem. A ten ją ostatecznie rzucił. Prokuratura w to nie uwierzyła. W kwietniu 2008 roku skierowała przeciwko Wojciechowi P. akt oskarżenia. Zarzuciła mu, że podstępnie zwabił młodą kobietę do biura, uderzył ją parokrotnie w twarz, a potem zgwałcił.

 

Dobra opinia?

Pod koniec tego samego roku suwalski sąd rejonowy wydał wyrok. Wojciech P. został uniewinniony. Dlaczego? – Ta sprawa to słowo przeciwko słowu – argumentuje jeden z sędziów. – Nie ma świadków, żadnych dowodów w postaci lekarskiej obdukcji, wszystko wydarzyło się już stosunkowo dawno. P. triumfował jednak niezbyt długo. Poszkodowana i prokurator odwołali się do sądu wyższej instancji. A ten zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Za drugim razem zapadł już zupełnie inny wyrok. Wojciech P. został skazany na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Miał też zapłacić poszkodowanej 10 tys. zł grzywny. Skąd ta zmiana? Dziewczynę przebadali biegli. Uwiarygodnili oni jej zeznania. Orzekli m.in., że nie ma skłonności do konfabulacji. Teraz z wyrokiem nie zgodził się Wojciech P. Złożył odwołanie. Domagał się m.in. tego, by także jego poddać specjalistycznym badaniom. Chodziło o stwierdzenie, że nie ma seksualnych zboczeń. Sąd ten wniosek jednak odrzucił. Bo gwałt na młodej kobiecie trudno traktować jako przykład zboczenia.

 

Przez tydzień sędziowie z suwalskiej okręgówki zastanawiali nad wyrokiem. Orzekli ostatecznie, że sąd pierwszej instancji błędu nie popełnił. Wyrok w zawieszeniu został więc utrzymany. Tyle, że sąd zmniejszył wysokość zadośćuczynienia o połowę. Za gwałt w tym przypadku należy się 5 tysięcy złotych. Tajność całego postępowania nie pozwala na ustalenie, dlaczego kara jest tak niska. Bo skoro zgwałcił, to powinien za to odcierpieć. Ale nawet prokurator nie wnosił o bezwzględne więzienie. Poszkodowana powiedziała zaś po ogłoszeniu wyroku, że ją on satysfakcjonuje. – Oskarżony ma dobrą opinię, nic nie wskazuje na to, aby mógł kiedykolwiek dopuścić się podobnego czynu – tłumaczy sędzia Przygucki.

 

Liberalne przepisy

Choć sąd mógł, nie zakazał Wojciechowi P. wykonywania funkcji instruktora nauki jazdy. A przepisy są w tym przypadku bardzo liberalne. Właścicielem szkoły nauki jazdy nie może być jedynie osoba, która popełniła przestępstwo w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, albo – sfałszowała dokumenty.

Instruktora nauki jazdy prawa wykonywania zawodu pozbawia zaś jedynie prawomocny wyrok za przestępstwo drogowe.

 

źródło: Gazeta Współczesna

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.