Wakacje za nami. Jak co roku ośrodki prześcigały się w pomysłach na edukację kierowców, a tym samym na przyciągnięcie jak największej liczby klientów.

Wszędzie można było zobaczyć takie kuszące przyszłych kursantów reklamy: „Zrób szybko prawko w wakacje”, „Wczasy z prawem jazdy”, „Wakacje, prawo jazdy i wypoczynek”. Szybko, przyjemnie i prawie ze stuprocentową pewnością, że wynik egzaminu będzie pozytywny. Turnus wczasowy trwa przeważnie 10-16 dni, w zależności od ośrodka, do którego się wybierzemy, i od intensywności zajęć prowadzonych w ciągu dnia. Zazwyczaj szkoły oferują swoim kursantom dowóz na miejsce egzaminu i opiekę w czasie jego trwania. Zadajmy sobie od razu pytanie czy 10-16 dni to kurs zgodny z przepisami? Przecież istnieją sztywne ramy czasowe, w których powinno się mieścić szkolenie kandydatów na kierowców.


Na forum www.prawojazdy.com.pl instruktor Adalbertus wyliczył, ile czasu powinien trwać najkrótszy kurs: 4 godziny teorii z zakresu udzielania pierwszej pomocy, 26 godzin z zakresu ruchu drogowego i kryteriów egzaminacyjnych. Teoria, załóżmy że będzie 8-10 godzin lekcyjnych dziennie, to daje od 3 do 4 dni. Praktyczna nauka jazdy może odbywać się po zakończeniu zajęć teoretycznych. Praktyka to 30 godzin zegarowych jazdy. I przepis określa, że przez pierwsze 8 godzin nie mogą być łączone więcej jak dwie jednostki lekcyjne (mamy więc 4 dni), a po nich nie więcej niż 3 jednostki w danym dniu (mamy więc co najmniej 8 następnych dni). Już widzimy, że kurs 10-14-dniowy to kurs niespełniający wymaganych kryteriów. Adalbertus twierdzi, że taki kurs to ściema totalna, wbrew przepisom. Przypuszcza, że na pewno jazdę będą realizowali równolegle z teorią. Ponadto instruktor może prowadzić zajęcia praktyczne z kandydatami na kierowców najwyżej przez osiem godzin na dobę. Według niego wczasy za kierownicą czy inny obóz to ciekawe rozwiązanie, ale przy obecnych przepisach raczej nie do zrealizowania, jeśli nie chce się odstąpić od zapisów prawa. Taką formę kursu skrytykował także instruktor podpisujący się xxxxx: „Czego się nie robi dla mamony. Nie chcę tu pisać i wytykać, ale co się robi z kartami zajęć i rozpisywaniem godzin to woła o pomstę do nieba. Jak się jeździ 14 godzin dziennie, to trzeba jakoś to upchać, no nie? Ale co ja będę pisał, tajemnica poliszynela”.


Warto poczytać także wypowiedzi samych uczestników takich kursów. Jak to wygląda od kuchni, czy są zadowoleni i jak im poszły egzaminy. Kursant albo kursantka Prawko-marzeniem dzieli się swoimi spostrzeżeniami: „warunki mieszkaniowe paskudne, wieś z dala od ludzi, od sklepów, budynek otoczony drzewami, obok jeden maleńki »plac manewrowy«, a następny w odległości 2 km od hotelu. Coś, co można porównać do placu, bez górki.


Wykład teoretyczny to nic innego jak jedynie rzut obrazu na zniszczoną ścianę w stołówce, siedzenie na twardych krzesłach pod ścianą, trwa to ok. 8 godzin - nie 30!!! Z przerwą na obiad i papierosa, po 2-3 godzinach większość zasypia. Praktyka: 8 dni jazdy, w tym praktycznie 16 godzin siedzenia za kierownicą, a nie 30!!! Jazda na placu i dojazd do miejscowości z trasą egzaminacyjną, który trwa naprawdę 3,5 godz., jednak instruktorzy wpisują 6 godzin. »Jazda« zaczyna się od pokazania rysunków i świateł, trwa to ok. godziny, jednak wpisuje się 3 godziny”.


Kursantka doszła do wniosku, że wczasy z kursem są wyłącznie formalnością dla osób, które potrafią jeździć, które odbyły już naukę w innych ośrodkach lub utraciły prawo jazdy (policja, punkty) i muszą ponownie odbyć egzaminy: „Nigdy, przenigdy dla początkujących. Kochani, nie polecam, wręcz przestrzegam przed tego rodzaju nauką jazdy. Takie wczasy to stracony czas i pieniądze!!!”.


Sebishion też uczestniczył w takich kursach i ma trochę odmienne zdanie: „Warunki mieszkaniowe ujdą, bo przecież nie wyjeżdża się tam na luksusowe wczasy, ale tylko żeby zrobić prawo jazdy. Jedzenie bardzo dobre.


Było nas w sumie 22 osoby i 6 instruktorów. Pierwszy raz miałem styczność z samochodem i pojąłem wszystko i zdałem za pierwszym razem. W sumie na egzaminie zdało nas 8 osób, 3 osoby oblały teorię. I moim zdaniem wczasy z prawem jazdy to bardzo dobry sposób na zrobienie kursu. Polecam”.


Mlong1234: „Ja tam jestem zadowolony bardzo. Przyjechałem z zagranicy żeby szybko zrobić kurs. Na kursie teorię mieliśmy w 2 dni a później jazdy. Z naszej grupy zdało razem 6 osób, a było nas 12 osób, i z tego co wiem, to na następny dzień poprawiły się jeszcze 2 osoby, które nie zdały w pierwszym podejściu”.


Snuj podzielił uczestników takich wczasów na trzy grupy : 1. Śpieszący się, czyli osoby, które chcą sobie w szybkim czasie prawko załatwić. Zwykle są to osoby zapracowane, które pracując, nie mają czasu uczęszczać na kurs. Można tu także dołączyć osoby przyjeżdżające z zagranicy. 2. Cwaniacy, czyli osoby które mają już pewne niepowodzenia w zdawaniu egzaminów na prawo jazdy. Łudzą się, że tutaj szybko i skutecznie uda im się zdać egzamin. A bo słyszeli że „prawie wszyscy zdają”, no i jadą na takie wczasy. Niektórzy zdają, niektórzy oblewają.


3. Przygodowcy - ludzie, którzy lubią wyzwania. Zazwyczaj to uczniowie, studenci, którzy korzystają z wakacji i chcą sobie w wakacje zrobić prawko. Zatem łączą wypoczynek z prawkiem.


No i jakie z tego wszystkiego można wysnuć wnioski? Jak zawsze, jednym ta forma nauki odpowiada, innym nie. Pewne jest, że zajęcia teoretyczne w bardzo szybkim, skróconym czasie, prowadzone równolegle z jazdami, są niedopuszczalne, tak samo jak ich brak. Podobnie jak sama praktyka, która jak wynika z obliczeń instruktorów, w większości przypadków jest przeprowadzana niezgodnie z rozporządzeniem o szkoleniu i egzaminowaniu. Zapisy na sam egzamin nagminnie przeprowadzane są przed ukończeniem kursu. O egzaminie wewnętrznym nie wspomniał nikt. Czyżby go nie było?


ella


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0