Po czterech miesiącach oczekiwania, w odpowiedzi na moje pismo, otrzymałem od pana Łukasza Twardowskiego, dyrektora w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, wiadomość o wyrazach szacunku, jakie tenże składa prezesowi OIGOSK, panu Romanowi Stenclowi.

Gwoli ścisłości, pan dyrektor zawarł, oprócz wyrazów szacunku, prośbę o to, żeby pan prezes ustosunkował się do dokumentów dołączonych do mojego pisma, skierowanego do pani minister Elżbiety Bieńkowskiej. W tym piśmie zwracam się o ponowne zbadanie, w trybie przewidzianym w ustawie o izbach gospodarczych, legalności wyboru pana Romana Stencla na prezesa OIGOSK. Wyrazy szacunku oraz uprzejma prośba pana dyrektora do pana prezesa, noszą datę 25 lipca 2014 roku. Tak się, zapewne przypadkowo, składa, że tego dnia wysłałem e-mail do sekretariatu pani minister Bieńkowskiej z informacją, że nie będę dłużej czekał na odpowiedź na moje pismo sprzed czterech miesięcy i zwrócę się w celu jej uzyskania do sądu administracyjnego. O co cały ten raban? Otóż od kilkunastu miesięcy usiłuję wyjaśnić sprawę członkostwa w OIGOSK i legalności sprawowania funkcji prezesa przez pana Romana Stencla. Zresztą nie ja sam. Zwracaliśmy się w tej sprawie do Komisji Rewizyjnej Izby. Nie mogąc doczekać się odpowiedzi, zwróciłem się w tej sprawie do ówczesnego ministra transportu Sławomira Nowaka. Zanim dostałem odpowiedź ? po trzech miesiącach ? pan prezes/nie prezes Stencel doprowadził do kolejnego wykluczenia mnie z Izby. Tym razem za to, że śmiałem skorzystać z przepisów ustawy o izbach gospodarczych. I tak członek wspierający z dwuletnim stażem drugi raz wyrzucił pełnoprawnego członka zwyczajnego, założyciela Izby. W tym miejscu przypomnę, że pan Roman Stencel nie mógł być członkiem założycielem z powodu ciążącego na nim wyroku w sprawie karnej. Niestety, ani ja, ani większość założycieli Izby do niedawna nie miała o tym pojęcia. Wracając do Komisji Rewizyjnej ? po wielomiesięcznym badaniu sprawy, opierając się na wyjaśnieniach pana Romana Stencla oraz analizie dokumentów, szczególnie znajdujących się w KRS, stwierdziła ona, że pan Roman Stencel nigdy nie był członkiem zwyczajnym Izby, a w KRS nie ma pełnomocnictwa uprawniającego go do pełnienia tej funkcji. Protokół podpisali wszyscy członkowie Komisji Rewizyjnej, łącznie z jej przewodniczącym. Minister infrastruktury i rozwoju na mocy ustawy o izbach gospodarczych sprawuje nadzór nad OIGOSK. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby urzędnicy podlegli pani minister Bieńkowskiej wykonali najbardziej oczywiste działanie w celu wyjaśnienia statusu pana Romana Stencla, czyli że zwrócili się do KRS. Zamiast tego proszą swojego pożytecznego partnera o nadsyłanie wyjaśnień, a ten przedstawia im to, co mu pasuje, w formie wygodnej dla siebie. Przy czym brak objawów zdziwienia, że wyjaśnienia pana Stencla nijak mają się do ustaleń Komisji Rewizyjnej oraz dokumentów znajdujących się w KRS. Brak profesjonalizmu i lekceważenie prawa porażające. Mówi się, że ministrowie się zmieniają, a dyrektorzy departamentów pozostają na stanowiskach. W tym przypadku zmienił się minister, wiceminister oraz dyrektor departamentu, ale styl funkcjonowania nic a nic się nie polepszył. Czyżby przyczyny tkwiły głębiej, niżej? Żeby być sprawiedliwym ? pogłębił się szacunek dla pożytecznych partnerów. Jaki to ma wpływ na jakość tworzonego prawa, wszyscy widzą i odczuwają. Bajzel na skalę europejską. Proszę wziąć do ręki tekst jednolity ustawy o kierujących pojazdami z dnia 5 stycznia 2011 roku. Przebrnięcie przez przypisy informujące o kolejnych zmianach tego bubla wymagają inteligencji na poziomie absolwenta dobrego uniwersytetu. A pamiętajmy, że zgodnie z propozycją ministra transportu zniesiono jakiekolwiek wymogi co do wykształcenia instruktorów nauki jazdy. Nie musi on mieć ukończonego nawet przedszkola. Jednakowoż, jak dowodził przed Trybunałem Konstytucyjnym prawnik reprezentujący Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, ustawa o kierujących pojazdami zwiększa wymagania wobec instruktorów itd., itp., itd. Taka logika i styl pracy ministerialnych urzędników byłyby nie do utrzymania bez wsparcia pożytecznych partnerów, którym pozwalamy uchodzić za reprezentantów naszego środowiska.


Liczba wydanych praw jazdy pod rządami nowej ustawy spadła o ponad 50 procent. Powoli do dziennikarzy z dużych mediów elektronicznych dociera, że główną przyczyną nie jest niż demograficzny. Gdyby tak było, spadek wynosiłby około 10 procent. Wiele WORD-ów jest na skraju bankructwa, większość ośrodków szkolenia kierowców wegetuje, walcząc o przetrwanie. Nie dziwię się, że marszałkowie województw chętnie oddaliby WORD-y w ręce rządu. Zgodnie z zasadą, że kto nawarzył piwa, niech je wypije. Jak z niedrożnej i przepełnionej kanalizacji wypływają informacje o funkcjonowaniu szkoleń kierowców zawodowych. Jeżeli jakakolwiek państwowa instytucja, np. NIK, oficjalnie upubliczni informacje o funkcjonowaniu tych szkoleń, to ważnej gałęzi gospodarki narodowej, jaką jest transport drogowy, grozi załamanie. Przy całym szacunku dla sadowników i ogrodników, nie będzie to problem na miarę zbytu owoców i warzyw.


Brniemy w kolejne nowelizacje ustawy o kierujących, coś tam się rozwiązuje, coś tam komplikuje ? chocholi taniec w labiryncie. Ten proces to nieprzebrana skarbnica tematów np.:


? jak nie tworzyć prawa


? jak zniszczyć szacunek dla prawa


? jak sparaliżować wybrane dziedziny życia gospodarczego


? jak bardzo tzw. elity oderwane są od realiów życia w państwie


? jak zniechęcić obywateli do zachowań obywatelskich.


                W najlepsze odbywają się, z żałosnym skutkiem, państwowe egzaminy teoretyczne na prawo jazdy z użyciem, wyjętej spod kontroli państwa, bazy pytań egzaminacyjnych. Dlaczego społeczeństwo nie może poznać tych pytań natychmiast? Ile osób niesłusznie oblało tzw. teoretyczny egzamin państwowy na prawo jazdy i ile jeszcze zostanie skrzywdzonych? Kto za to odpowiada? Kto za to zapłaci? Nasuwa się jeszcze wiele fundamentalnych pytań, ale nie zadam ich publicznie, bo po co? Nie mam ochoty bawić uczestników pożytecznego partnerstwa. Mam w zanadrzu kilka prostszych pytań, np.:


? dlaczego doświadczeni instruktorzy z OSK nie mogą doszkalać osób posiadających prawo jazdy?


? jak to się ma do deklarowanej troski o BRD?


? dlaczego egzamin praktyczny na prawo jazdy kat. B nie może odbywać się także poza obszarem zabudowanym? Jednocześnie instruktor, który z kursantem nie odbędzie jazd w tych warunkach, doprowadzi do karnego zamknięcia szkoły. Skąd ten brak logiki?


? dlaczego egzaminator, kończąc warsztaty dla egzaminatorów, musi odbyć jazdy na każdym rodzaju pojazdów, na które ma prawo egzaminować, natomiast ten, który wybierze, traktowane jako równorzędne, warsztaty instruktorskie, będzie mógł legalnie ograniczyć się do przejażdżki motorowerem? Gdzie tu sens, gdzie logika?


Podlegając tym samym przepisom prawa jedne WORD-y ograniczają się do wyposażenia samochodu egzaminacyjnego w jedną kamerę za cenę w granicach 2 tysięcy złotych. Inne instalują cztery kamery za cenę blisko 8 tysięcy złotych. Formalnie od 24 sierpnia 2014 roku wszyscy mamy prawo do korzystania z samochodu OSK na egzaminie i do ograniczonej papierologii na styku OSK ? starostwo. Dlaczego w tym samym czasie nie wydano rozporządzeń do znowelizowanej ustawy?


Chcecie więcej? Nie muszę się wysilać. To wszystko już jest w ustawie i jej jedenastu nowelizacjach. Kolejne diabły będą co rusz wyskakiwały z tego gniota. Pamiętajcie, że jest to niekończąca się historia. Do stycznia 2016 roku zostało kilkanaście miesięcy. Na wejście w życie czekają, odsunięte nowelizacją, rozwiązania wagi ciężkiej.


Oczyma wyobraźni widzę, jak ministerialni urzędnicy i ich pożyteczni partnerzy, najdalej w marcu 2016 roku, ustawiają się do fotografii na wiadomych schodach, a w promieniach wiosennego słońca na ich piersiach błyszczą odznaczenia za zasługi w tworzeniu i wdrażaniu najbardziej niezwykłej w Europie ustawy o kierujących pojazdami. Żal mi tylko ministrów, wiceministrów, dyrektorów, specjalistów, którzy nie doczekają tej wzruszającej chwili na swoich stanowiskach. Mogę ich jednak zapewnić, że zostaną na zawsze w myślach i sercach wdzięcznego narodu. Wielkie nadzieje wiązałem z panem ministrem Rynasiewiczem. Nosił w sobie koncepcję radykalnej reformy szkolenia i egzaminowania, którą lada święta miał ogłosić. Niestety, pan minister urlopowany. Klątwa. Ale o tym już pisałem.


 


Eugeniusz Kubiś

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0