Z pasami na bakier. Budować świadomość czy dotkliwie karać?

kobieta siedząca na tylnym siedzeniu samochodu zapięta pasami

Teoretycznie wszyscy wiedzą, że ratują życie i należy je zapinać. W praktyce obowiązek ten jest lekceważony bądź wykonywany niestarannie, co przekłada się na realne zagrożenie zdrowa i życia.

Z liczbami trudno dyskutować. Szczególnie gdy są tak wyraziste, jak parametry opisujące wypadki drogowe – w większości krajów główną przyczynę śmierci osób w młodym lub średnim wieku. Ofiar mogłoby być mniej. Podstawowym, a zarazem najważniejszym systemem bezpieczeństwa w samochodach są pasy. Z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że zapina je 83 proc. kierowców i 87 proc. pasażerów przedniego siedzenia, a z tyłu zaledwie 59 proc. osób. W USA pasy są zapinane przez 90 proc. osób jadących z przodu. W Niemczech – i to bez względu na rząd foteli – zapina je 98 proc. (a przynajmniej tak twierdzi). Po klamrę pasa sporadycznie sięgają pasażerowie autobusów, a przecież w dużym pojeździe są one tak samo ważne. W przykładającej wagę do bezpieczeństwa Norwegii obowiązek zapinania pasów w autobusach lekceważy jedynie 25 proc. pasażerów. Kontrole są faktycznie przeprowadzane. Pierwsze przewinienie najczęściej kończy się pouczeniem, drugie – mandatem o równowartości 750 zł. Kary za niekorzystanie z pasów mogą być jeszcze wyższe. W Wielkiej Brytanii sięgają równowartości 2500 zł.

Czy pasy mogą zaszkodzić? Tak, ale w skrajnych przypadkach

Do używania pasów można przymuszać sankcjami. Kluczem do sukcesu powinna być jednak świadomość. Społeczeństwa wielu państw zrozumiały już, że palenie szkodzi. Szacunki mówią, że dym papierosowy odpowiada za 25–50 proc. chorób nowotworowych. Przejaskrawiając można stwierdzić, że rezygnacja z pasów bywa jeszcze bardziej szkodliwa dla zdrowia. Z badań przeprowadzonych w USA wynika, że 50–60 proc. osób, które zginęły w wypadkach, nie miało zapiętych pasów. Pasy chronią też przed średnimi i ciężkimi obrażeniami, redukując prawdopodobieństwo ich wystąpienia nawet o 60 proc. Niektórzy wychodzą z założenia, że pasy warto zapinać tylko na czas jazdy poza obszarem zabudowanym. Niestety, tego typu teorie nie znajdują pokrycia w rzeczywistości. Amerykańskie NHTSA podaje, że do większości tragicznych wypadków dochodzi w promieniu 40 kilometrów od domu i przy prędkościach poniżej 64 km/h.

Czy pasy mogą zaszkodzić? Owszem. Przykładem jest zakleszczenie się pasa w tonącym lub palącym się samochodzie – tego typu wypadki stanowią jednak mniej niż 1 proc. całości, co w kombinacji z zakleszczoną klamrą pasa czyni zjawisko skrajnie nieprawdopodobnym. Innym często używanym przykładem ma być wypadnięcie, z powodu niezapięcia pasów, z pojazdu rozrywanego przez drzewo lub inną przeszkodę i szczęśliwe ocalenie życia. Badania przeprowadzone przez amerykańskie NHTSA nie pozostawiają jednak złudzeń. Ginie 80 proc. osób, które podczas wypadku wypadły z pojazdu. Niemal zawsze rozbudowane struktury bezpieczeństwa auta są najlepszą ochroną dla pasażerów. Gdy pasy nie zostały zapięte, aktywowana w momencie zderzenia poduszka powietrzna staje się śmiertelnym zagrożeniem dla kierowcy. Jego ciało nie zostanie przytrzymane przez pas, by chwilę później uderzyć w airbag, z którego uchodzi już gaz, tylko rozbije się o napełniający się z ogromnym impetem worek. Energię, z jaką działają poduszki powietrzne, doskonale obrazują dziesiątki filmów w serwisie YouTube – jedną z bardziej popularnych warsztatowych „zabaw” jest detonowanie poduszek powietrznych, nierzadko z siedzącą na nich osobą.

Symulator, czyli lekcja przemawiająca do wyobraźni

Każda wsiadająca do auta osoba powinna mieć świadomość, że pasy zapina się wyłącznie dla własnego dobra. Jak ją zbudować? Wystarczyłoby, żeby każda szkoła jazdy została zobligowana do posiadania najprostszego symulatora zderzeń, czyli osadzonego na pochyłym stelażu fotela z pasem bezpieczeństwa. Nawet przeciętnie utalentowany mechanik amator jest go w stanie zbudować z elementów kupionych w punkcie skupu złomu. Przekonanie się na własnej skórze, jakie siły działają na ciało podczas uderzenia w przeszkodę przy prędkości 5–15 km/h jest lekcją przemawiającą do wyobraźni. Chcieć to móc. Tego typu symulatory zderzeń posiada m.in. Białostocka Akademia Jazdy Egzaminator, Skoda Auto Szkoła czy Szkoła Jazdy Drift.

Wielu kierowców traci cierpliwość, gdy kolejny raz musi przypominać pasażerom tylnej kanapy o konieczności zapięcia pasów. Inni, próbując przemówić im do wyobraźni, krótkim kopnięciem w pedał hamulca na pustym odcinku drogi zarządzają „zbiórkę u kierowcy” i obserwują, jak chwilę później pasażerowie sięgają po klamry pasów. Czasami poziom nieświadomości bywa porażający. Porsche prezentacje nowych modeli samochodów dla przedstawicieli mediów bardzo często urządza na torach wyścigowych, a jednym z koronnych punktów programu jest jazda na czas. Aby zajęcia przebiegały sprawnie, po każdym przejeździe kierowca zamienia się miejscami z pasażerem. Podczas jednej z imprez dziennikarka ze Wschodu uznała, że pasy będą jej niepotrzebne. Jak dużym było to błędem przekonała się już po pierwszym hamowaniu, gdy zatrzymała się na desce rozdzielczej porsche 911 carrera S. Szczęście w nieszczęściu, że skończyło się na urażonej dumie.

Fatalne wpadki

Raz na jakiś czas wpadki dotyczące pasów zaliczają też osoby ze świata show-biznesu, koncerny motoryzacyjne czy instytucje działające na rzecz bezpieczeństwa. W marcu na Twitterze pojawił się film z dziennikarzami TVP, którzy w szampańskich nastrojach wracali spod skoczni w Planicy po triumfie Kamila Stocha. Niestety, Włodzimierz Szaranowicz, Maciej Kurzajewski i Przemysław Babiarz nie zapięli pasów. O sprawie szybko zrobiło się głośno, a na dziennikarzy spadła fala hejtu.

W 2014 roku Volvo świętowało jubileusz wprowadzenia trzypunktowych pasów. Z tej okazji pojawiła się też informacja prasowa z pakietem zdjęć. Na jednym widać sylwetkę człowieka pochyloną w stronę środka samochodu z pasem wyraźnie odstającym od miednicy. Eksperci zajmujący się bezpieczeństwem natychmiast zauważyli, że gdyby doszło do kolizji, pas prawdopodobnie nie oparłby się na kolcu biodrowym, co mogłoby doprowadzić do obrażeń organów wewnętrznych.

Jeszcze poważniejszą wpadkę wizerunkową zaliczyła Generalna Inspekcja Transportu Drogowego. Na facebookowym profilu GITD pojawił się post promujący zapinanie pasów. Motywem przewodnim była grafika z dzieckiem siedzącym na podkładce, a nie w foteliku. Nie wystarczyła ona jednak, by pas ułożył się prawidłowo, czyli w połowie szerokości obojczyka. Z jednej strony przebiegał po szyi, a z drugiej pod pachą. W takiej sytuacji nawet lekkie uderzenie mogłoby spowodować poważne obrażenia ciała u dziecka, a do otarcia skóry na szyi wystarczyłoby już ostre hamowanie. Pod wpisem na Facebooku rozlała się fala krytyki. W końcu został on usunięty, a dociekliwi dowiedzieli się od przedstawicieli GITD, że to wpadka osoby zamieszczającej post. Pocieszenie to niewielkie – w końcu można oczekiwać, że w instytucji mającej działać na rzecz porządku i bezpieczeństwa na drogach pracują wyłącznie profesjonaliści.

Powtarzaliśmy to już dziesiątki razy, ale powtórzymy raz jeszcze. W Polsce brakuje pracy u podstaw. Większość działań realizowanych jest pod wpływem impulsu. Kary za jazdę pod wpływem alkoholu, i tak zaliczające się należące do najsurowszych w Europie, podniesiono po serii tragicznych wypadków. Ustawodawcy mają jednak mniej odwagi, by wzorem Zachodu na kilka miesięcy odbierać prawo jazdy za przekroczenie prędkości o 30 km/h, za 50+ wsadzać na kilka miesięcy do więzienia, a za jazdę bez pasów nakładać drakońskie kary. Szkoda, bo we wszystkie święta i długie weekendy od lat dochodzi do wielu tragedii, których można by uniknąć.

Łukasz Szewczyk

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.