O swoim sukcesie i planach na przyszłość opowiada Tomasz Zimnoch zwycięzca tegorocznego konkursu Instruktora Roku.

Maciej Piaszczyński: - To już drugie pana zwycięstwo w konkursie na Instruktora Roku. W Krakowie udowodnił pan, że nie zawsze wygrywają gospodarze. Jak się to panu udało?


Tomasz Zimnoch: - Tym razem nikt wcześniej nie wiedział, jak będą wyglądały poszczególne trasy i konkurencje. Nikt nie miał okazji, aby wcześniej potrenować. Myślę, że tym razem wszyscy mieli równe szanse.


- Uczestnicy oceniali, że z konkurencji sprawnościowych najtrudniejsza była tzw. perfekcja poleceń. Czy również panu sprawiła ona trudność?


- Tak, bowiem jej wynik był w dużej mierze uzależniony od partnera. Ja już kiedyś startowałem w tej konkurencji w Krakowie. Uczestniczył wówczas ze mną kolega, który nie bardzo sobie radził i zająłem dużo gorsze miejsce niż w tegorocznej edycji. Tym razem bardzo dobrze mi się współpracowało z Piotrem Wysockim, więc wynik był bardzo dobry. Jeżeli chodzi o samą konkurencję, to jest co prawda ciekawa, ale moim zdaniem nie do końca sprawiedliwa, dlatego że dwie osoby pracują na wynik jednej.


- Dwa lata temu wspominał pan, że sporo problemów sprawiła panu konkurencja sprawdzająca wiedzę z pierwszej pomocy przedlekarskiej. Jak było tym razem?


- Tym razem było podobnie. Jest to dla mnie za każdym razem stresująca konkurencja. Z jednej strony, przez cały czas ktoś patrzy nam na ręce, a z drugiej, wiadomości z tej dziedziny są dość ulotne. Człowiek się uczy, ale po roku niestety część z tym informacji zapomina. Za każdym razem procedury trzeba przyswajać na nowo.


- Od jak dawna jest pan instruktorem nauki jazdy?


- Instruktorem jestem od 2004 roku. Pracuję w „mechaniku”, czyli Zespole Szkół Mechanicznych w Białymstoku. Posiadam uprawnienia jedynie na kat. B, jednak jestem w trakcie kursu na kat. A.


- Czy łączy pan swoją przyszłość z zawodem instruktora?


- Obecnie u nas w regionie zarobki instruktorów nauki jazdy są niezadowalające. Obserwuję również, że coraz mniej ludzi jest zainteresowanych tą pracą i ja również zastanawiam się, czy nie poszukać dla siebie czegoś innego. Czekam jeszcze, co rynek pokaże.


- Nie myślał pan o założeniu własnego ośrodka?


- U nas tych szkół jest naprawdę dużo, a ceny za kurs bardzo niskie. Utrzymać się na rynku to dziś nie lada wyzwanie. Jeszcze kilka lat temu mogło to mieć jakiś sens, ale teraz już raczej o tym nie myślę.


- Podobno zajmuje się pan również motokrosem?


Postanowiłem wystartować w Pucharze Polski w klasie E1. W weekend po konkursie na Instruktora Roku odbywała się trzecia i czwarta runda Pucharu Polski Enduro w Cieszynie. Po tych rundach w klasyfikacji generalnej zajmuję drugie miejsce. Wszystkich rund jest dziesięć, więc myślę, że mam jeszcze szansę powalczyć o zwycięstwo.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0