Trzy osoby zostały aresztowane - to mechanik, pracownik techniczny i kierowca. Zdaniem prokuratury mężczyźni razem wyłudzali łapówki od kursantów - choć nie mieli żadnego wpływu na wynik egzaminu. Wyłudzili więcej pieniędzy niż były egzaminator.

Sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu trzech mężczyzn, którzy brały udział a aferze łapówkarskiej w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego. Zatrzymani to mechanik, pracownik techniczny i kierowca. Zdaniem prokuratury mężczyźni razem wyłudzali łapówki od kursantów - choć nie mieli żadnego wpływu na wynik egzaminu.


 


- W śledztwie pojawił się nowy wątek - przyznaje prokurator Maciej Rybszleger. - Okazuje się, że "koperty” brał personel pomocniczy.


 


Mężczyźni założyli, że wielu kursantów zdaje egzaminy bez żadnej nieuczciwej pomocy - więc dlaczego by na tym nie zarobić? Zasada działania była prosta.


 


Jeden z pracowników przyjmował od kursanta "zlecenie”. Kiedy później przyszły kierowca przychodził na egzamin, pracownik WORD-u informował o tym swojego kolegę, który pracował na placu egzaminacyjnym. Ten podchodził do egzaminatora i zamieniał z nim kilka słów na nieistotne tematy. Obserwujący scenę kursant był przekonany, że właśnie waży się wynik jego egzaminu. Wsiadał do samochodu i zdawał egzamin - wyłącznie dzięki swoim umiejętnościom, bo najczęściej egzaminator nie miał o niczym pojęcia.


 


- Jeśli kursant nie zdawał egzaminu, zatrzymani mężczyźni nie brali od niego pieniędzy - wyjaśnia prokurator Maciej Rybszleger. - Tłumaczyli, że "po prostu się nie dało, przecież są kamery”.


Mężczyznom został postawiony zarzut udziału w grupie przestępczej oraz działania na szkodę WORD-u. - Przez ich działalność wśród setek osób rozniosła się informacja, że toruńscy egzaminatorzy biorą łapówki - przyznaje Maciej Rybszleger.


 


Trzej mężczyźni wzięli znacznie więcej pieniędzy niż Jerzy S., były egzaminator, którego również zatrzymała prokuratura. Niewykluczone, że dojdzie do kolejnych zatrzymań. Wszystkim, którym postawiono zarzut udziału w korupcji, grozi do ośmiu lat więzienia.


 


Dyrektor WORD-u, Marek Staszczyk nie chce komentować całej sprawy, dopóki nie trafią do niego wszystkie dane z prokuratury. Ale wśród obecnych i byłych kursantów zawrzało. - To jakaś paranoja - śmieje się Maciej Michalak, student z Torunia, który w tym roku zdał egzamin na prawo jazdy. - Trzech obrotnych panów postanowiło rozkręcić nielegalny biznes, na który dały się nabrać setki osób.


 


- To, co się dzieje w Toruniu, to kpiny - pisze na forum "Pomorskiej" internauta podpisujący się pseudonimem "marcel". - Ludzie nie zdają po kilkanaście razy, oblewają na byle czym - wystarczy, że podczas skręcania wyłączy się komuś kierunkowskaz. Egzaminatorzy zachowują się, jakby tylko czekali na łapówę.


 


Marek Staszczyk nie zgadza się z zarzutami kursantów. - Egzaminy są trudne, bo egzaminator musi dopilnować, żeby kursant spełnił wszystkie warunki, jakich wymaga rozporządzenie ministra - wyjaśnia dyrektor WORD-u. - Zdarza się nawet czasem, ze egzaminator uważa, że kursant mógłby zdać egzamin, bo "czuje" samochód i umie prowadzić. Ale popełnił błędy, których według rozporządzenia popełnić nie powinien - więc niezależnie od opinii egzaminatora egzaminu zdać po prostu nie może.


 


W samym WORD-zie nastroje są minorowe, - Nie mogą być inne - przyznaje dyrektor ośrodka. - Przez kilka nieuczciwych pracowników zepsutą opinię ma kilkadziesiąt osób, które rzetelnie pracowało.


 


Wśród instruktorów nauki jazdy również rozgorzały dyskusje. - Kursant, który prosi instruktora o załatwienie łapówki, musi być bardzo zdesperowany - przyznaje jeden z toruńskich instruktorów. Woli pozostać anonimowy, bo nie chce, żeby jego nazwisko w jakikolwiek sposób łączyło się z aferą. - Mnie to się jeszcze nie zdarzyło. Szkoda tylko, że przez głupotę kilku osób reputację może stracić całe środowisko.


źródło: Gazeta Pomorska

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0