Skoro przez najbliższe lata jesteśmy skazani na udział w warsztatach szkolenia zawodowego, to w naszym interesie jest zapewnienie jak najwyższego poziomu ich organizacji. Z kolei społeczny nadzór nad rzetelnością i doborem właściwej formuły musi być kontrolowany do czasu unormowania ustawowego poprzez nasze branżowe stowarzyszenia.

Chcąc wyjaśnić moje zainteresowanie nową formą szkolenia i podnoszenia kwalifikacji instruktorów i wykładowców nauki jazdy, muszę jak zwykle cofnąć się w czasie do okresu poprzedzającego wprowadzenie tego obowiązku do ustawy o kierujących pojazdami. Chodzi o artykuł 37 pkt 2 - instruktor jest obowiązany corocznie uczestniczyć w warsztatach doskonalenia zawodowego, oraz pkt 3 - i do 7 stycznia każdego roku przedkłada staroście zaświadczenie o uczestnictwie w roku ubiegłym w warsztatach.


Dodatkowe wymagania


Koniec pierwszej dekady XXI wieku to apogeum krytyki jakości szkolenia i uporczywego poszukiwania sposobu na wyjście z tej fatalnej sytuacji. Nie muszę nikomu przypominać statystyk wypadków drogowych. Znamy je aż za dobrze. Przecież jeszcze dzisiaj, pomimo pewnej poprawy sytuacji związanej m.in. z postępem w budowie infrastruktury drogowej, znajdujemy się na fatalnym, bo przedostatnim miejscu w Europie pod względem wypadków drogowych. Polskie drogi nie bez przyczyny uważane są za jedne z niebezpieczniejszych w całej Unii Europejskiej.


Doniesienia z ostatnich dni o około 40-miliardowych wydatkach, jakie ponosimy jako społeczeństwo, mówią same za siebie i pokazują skalę problemu. Nic więc dziwnego, że istotnym, choć na pewno nie najważniejszym zagadnieniem dla rządu stała się sprawa organizacji szkolenia i funkcjonowania OSK. Zadanie wydawało się proste. Skoro szkoleniowcy postępując zgodnie z ustawą o działalności gospodarczej nie są w stanie zagwarantować odpowiednio wysokiego poziomu wyszkolenia kursantów, to należy odgórnie, oczywiście z zachowaniem wszystkich demokratycznych reguł, wprowadzić do pakietu zmian w ustawie m.in. obowiązek dodatkowych corocznych warsztatów szkoleniowych dla instruktorów i egzaminatorów. Jak pomyślano, tak zrobiono. W artykule 32 pkt 2 lit C ustawy o kierujących pojazdami możemy przeczytać: „Minister właściwy ds. transportu w drodze rozporządzenia określi program, warunki i sposób prowadzenia warsztatów doskonalenia zawodowego dla instruktorów i wykładowców nauki jazdy”.


Trzeba przypomnieć, że przedstawiciele naszego środowiska jak rzadko byli zgodni i jednomyślnie poparli projekt rządowy, który następnie uzyskał aprobatę Sejmu. Przy okazji powołano również OSK spełniające dodatkowe wymagania. Było to konsekwencją narzuconego stanowiska o nieskutecznej, słabej wręcz kondycji OSK. Niestety, wszystkie krytyczne głosy o błędnej diagnozie nieopartej na doświadczeniach bliskich nam krajów, nie tylko europejskich, gdzie śmiertelność na drogach jest wielokrotnie niższa niż w Polsce, nie zostały przyjęte do wiadomości i odrzucone. Rządzący przyjęli zasadę, że tylko wyspecjalizowane OSK są w stanie zapewnić odpowiednio wysoki poziom świadczonych usług.


Nagroda za aktywność


Skąd taka pewność? Na jakiej podstawie podjęto taką decyzję, skoro powszechnie wiadomo, że nigdzie nie stosuje się takich rozwiązań? W wielu dziedzinach naszego życia gospodarczego prowadzi się doszkalania pracowników. Istnieje jednak poważna różnica pomiędzy tradycyjnym doszkalaniem w formie wykładów i ćwiczeń a warsztatami doskonalenia zawodowego. Jeszcze nie tak dawno to właśnie ZDZ zajmowały się organizacją i prowadzeniem najróżniejszych szkoleń. Wielka szkoda, że zostały rozwiązane jako relikty poprzedniej epoki - dorobek zaprzepaszczony, tradycje zapomniane. Były nieśmiałe głosy z naszego środowiska, żeby, biorąc przykład z innych dziedzin gospodarki, organizacjom branżowym o ogólnopolskim zasięgu zajmującym się szkoleniem kandydatów na kierowców powierzyć tego typu zadanie. Dlaczego? Bo są przygotowane do tego typu działalności. Wielka szkoda, że te argumenty nie uzyskały poparcia większości sejmowej. Decydujące stało się twierdzenie, że skoro powołujemy do życia strukturę nową, choć niesprawdzoną w działaniu, jaką są Super OSK, to trzeba jej zapewnić ekonomiczne podstawy działania i skierować dodatkowy strumień pieniędzy do ich kas. To taka nagroda za aktywność gospodarczą.


Co z poziomem?


O jakie pieniądze chodzi? Trzeba bardzo ostrożnie założyć, że liczba instruktorów i wykładowców pracujących obecnie w polskich OSK wynosi 40 tys. Pod rygorem utraty uprawnień muszą odbyć warsztaty szkoleniowe. Przyjmując również z dużą ostrożnością, że koszt 10-godzinnych zajęć to 300 zł, otrzymujemy 12 mln zł! Biorąc pod uwagę kilkanaście funkcjonujących Super OSK, daje nam to pojęcie o skali zagadnienia. Nie powinny więc być zaskoczeniem wcześniejsze lobbingowe starania zainteresowanych, dotyczące uzyskania konkretnych rozwiązań ustawowych i dające dostęp do tak wielkiego rynku. Jednak to nie biznesowe rozwiązania stanowią problem, z którym powinniśmy się zmierzyć. Najważniejsze ze społecznego punktu widzenia stają się odpowiedzi na pytania: czy proponowane rozwiązanie zapewni skuteczny sposób na podniesienie jakości pracy instruktorskiej, czy kursanci będą opuszczać OSK lepiej przygotowani, czy uda się w ten sposób odwrócić, być może tylko zatrzymać, niedobry trend w statystykach, co już byłoby niewątpliwym sukcesem, czy dopuszczenie WORD-ów do organizowania warsztatów zmieni w znaczący sposób sytuację dotyczącą ich jakości.


Przecież to właśnie fala krytyki dotychczasowego sposobu prowadzenia zajęć stała się powodem stworzenia alternatywy dla wielu instruktorów powszechnie krytykujących niski poziom zajęć organizowanych przez Super OSK i agendy pracujące na ich zlecenie. Znane są też głosy dość licznej i bardzo krzykliwej grupy naszego środowiska, że WORD został powołany wyłącznie do egzaminowania. To, że dzisiaj prowadzi kilkanaście typów ustawowo przydzielonych szkoleń, jest nieporozumieniem i należy z tym walczyć. Na podstawie informacji napływających od uczestników warsztatów z całej Polski można stwierdzić, że podstawowym zarzutem wobec organizatora, czyli Super OSK, jest podpisywanie umów-zleceń ze zwykłymi OSK, które są podwykonawcą zadania przypisanego poprzez ustawę (artykuł 35 pkt 6).


Czy do wykonania zadania, do którego ustawodawca wprowadził wiele wymagań i zastrzeżeń dotyczących wyposażenia, stażu pracy, kwalifikacji instruktorów i wykładowców, sal wykładowych, można wykorzystać OSK niemający takich możliwości? Całkowicie niejasne jest dla mnie, jakie wymagania powinny spełniać ośrodki podpisujące umowy z Super OSK. Czy istnieje możliwość bezpośredniej kontroli poziomu zajęć, obecności w trakcie ćwiczeń i zajęć praktycznych przez zleceniodawcę z siedzibą odległą o setki kilometrów?


Gdzie jest nadzór?


Na koniec tych uwag i pytań rzecz najważniejsza dla oceny systemu, w którym odbywa się szkolenie (mające na celu zapewnienie wysokiego poziomu umiejętności): kontrola, a właściwie całkowite jej zniesienie! Tak, to prawda, ponieważ system kontroli i nadzoru nad szkoleniem ogranicza się praktycznie do jednego powiatu. Właśnie rozszerzenie zakresu działalności poprzez organizowanie warsztatów na terenie całej Polski uniemożliwia jakąkolwiek kontrolę. Chciałbym się dowiedzieć, czy decydentom o to właśnie chodziło? Jaki był efekt takich decyzji, przekonamy się na podstawie spływających już z całej Polski i przedstawianych w wielu mediach opinii na temat jakości prowadzonych za wcale nie tak małe pieniądze uczestników tych często pseudowarsztatów. Mam też pełną świadomość, że dla wielu z koleżanek i kolegów udział w tego typu zajęciach jest zupełnie niepotrzebną stratą czasu, nieprzynoszącą realnych korzyści.


W przypadku braku nadzoru, a z tym mamy właśnie do czynienia, tajemnicą poliszynela jest możliwość uzyskania zaświadczenia w tzw. niesformalizowany sposób. Wiemy przecież, że jesteśmy krajem najlepszych kierowców, nauczycieli, lekarzy, inżynierów i oczywiście instruktorów wszystkich specjalności. To my uczymy innych i nie potrzebujemy pouczeń. Raz ukończony kurs wystarcza nam na całe życie. Dodajmy do tego bardzo niepokojące, potwierdzone przez wiele wypowiedzi, opinie na temat wykorzystywania dotychczas monopolistycznej pozycji Super OSK do prowadzenia swoich biznesowych interesów. Otrzymamy obraz, z którym absolutnie nikt, kto poważnie myśli o korzyściach dla środowiska, nie może się zgodzić.


Chyba już najwyższy czas z tej sytuacji wyciągnąć wnioski. Zastanówmy się, jak to się stało, że ze sprawy prostej i powszechnie stosowanej w całym cywilizowanym świecie stworzył się nowy kłopot i powód do niezadowolenia znacznej części środowiska.


Organizujmy, ale z głową!


Jak wiemy, artykuł 32 zobowiązał ministra ds. transportu do opracowania programu dotyczącego formy i przebiegu szkolenia. Zostało ono podzielone na dwie zasadnicze części, czyli teoretyczną poświęconą:


a) uzupełnieniu wiedzy w zakresie następujących tematów:


psychologia - godzina zajęć


metodyka nauczania - godzina zajęć


prawo o ruchu drogowym - godzina zajęć


technika kierowania pojazdem i obsługa pojazdu - godzina zajęć


bezpieczeństwo ruchu drogowego - godzina zajęć


zasady prowadzenia ośrodka szkolenia - godzina.


Z kolei zajęcia praktyczne obejmują następujące tematy:


przeprowadzenie, pod nadzorem instruktora, części praktycznej szkolenia dla kandydatów na kierowców na placu manewrowym, przy czym uczestnicy warsztatów występują w charakterze kandydatów na kierowców - co najmniej godzina zajęć


przeprowadzenie, pod nadzorem instruktora, części praktycznej szkolenia dla kandydatów na kierowców w ruchu drogowym, przy czym uczestnicy warsztatów występują w charakterze kandydatów na kierowców - co najmniej godzina zajęć


ocena sposobu przeprowadzania szkolenia kandydatów na kierowców przez instruktora prowadzącego warsztaty oraz omówienie błędów popełnionych przez instruktorów - co najmniej dwie godziny zajęć.


Dziesięć godzin zajęć, a tyle wątpliwości i zamieszania! Zapomnijmy o biznesie i wróćmy do najważniejszej i bardzo istotnej kwestii - podniesienia kwalifikacji instruktorów, różnicy w prowadzeniu tradycyjnego szkolenia i warsztatów. Chyba nie dla wszystkich jest to jasne. Widać to wyraźnie na podstawie interpelacji posła Łukasza Borowiaka, skierowanej do ministra transportu. Dotyczy ona możliwości organizacji warsztatów metodą szkolenia na odległość, czyli e-learningową.


Znaczna część czytelników zapewne już wie, że premiera warsztatów organizowanych przez WORD miała miejsce w Warszawie w grudniu zeszłego roku. Wzięło w niej udział około czterdziestu warszawskich instruktorów, także ja. Zajęcia zostały zaakceptowane przez uczestników szkolenia i na pewno staną się wzorem, który odbiega od stereotypów. To od organizatora, w tym przypadku WORD i jego partnerów, zależeć będzie jakość prowadzonych polemik i dyskusji, przekładająca się wprost na wzrost poziomu wiadomości uczestników!


Uważam, że skoro przez najbliższe lata jesteśmy skazani na udział w warsztatach szkolenia zawodowego, to w naszym interesie jest zapewnienie jak najwyższego poziomu ich organizacji. Z kolei społeczny nadzór nad rzetelnością i doborem właściwej formuły musi być kontrolowany do czasu unormowania ustawowego poprzez nasze branżowe stowarzyszenia.


Wojciech Szemetyłło

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0