Zdobycie prawa jazdy w Indiach nie jest specjalnie trudne, choć tak naprawdę nie do końca przydatne, biorąc pod uwagę to, co się dzieje na drogach w tym kraju. Ale po kolei.

Zacznijmy może od tego, że Indie są parlamentarną republiką związkową. To oznacza, że cały kraj dzieli się na 28 stanów i siedem terytoriów (sześć terytoriów związkowych i jedno narodowe terytorium stołeczne). Co więcej, stany i terytoria dzielą się na dystrykty, których w 2011 roku było 640. Dlaczego to ważne? Ano dlatego, że każdy stan i każde terytorium działa w oparciu o inne przepisy wydawania prawa jazdy. Dobrze chociaż, że prawko wydane w jednym stanie obowiązuje we wszystkich innych. Zasady dopuszczania kursantów do egzaminu czy sama forma testów nieco się różnią w zależności od regionu kraju, ale można cały ten ogrom przepisów uogólnić, by mieć pewien pogląd na to, co musi zrobić Hindus i Hinduska, by móc zasiąść za kierownicą.

Najpierw należy ukończyć 16 lat ? tak młodzi ludzie mogą jeździć pojazdami z silnikiem o pojemności mniejszej niż 50 cm3. Sytuacja na drogach w Indiach, o której za chwilę, sprawia, że lepiej jednak poczekać dwa lata, by móc zrobić prawo jazdy na „normalne” pojazdy, zarówno motocykle, jak i samochody. Ci, którzy w pracy jeżdżą autem dostawczym, muszą ukończyć minimum 20 lat.

Egzamin teoretyczny jest bardzo prosty, bo składa się z dwudziestu pytań sprawdzających podstawową wiedzę o ruchu drogowym. By go zaliczyć, trzeba poprawnie odpowiedzieć na dwanaście pytań. Po zaliczeniu kursant otrzymuje tymczasowe, ważne przez pół roku prawo jazdy, które już uprawnia do poruszania się po drogach. Przez sześć miesięcy taka osoba musi jeździć z innym kierowcą, który posiada „prawdziwe” prawo jazdy. W tym czasie również należy podejść do egzaminu praktycznego, by zdobyć pełnoprawny dokument ważny przez dwadzieścia lat lub do 50. czy też w niektórych stanach do 40. roku życia, w zależności od tego, która granica czasowa zostanie najpierw przekroczona. Dla osób z grupy wiekowej 50+ prawo jazdy jest odnawialne, ale tylko na okres pięciu lat. Sam egzamin praktyczny też jest prosty ? trzeba na niego przyjechać swoim własnym autem, należącym do tej kategorii pojazdów, do której chcemy mieć uprawnienia. Egzamin to jazda po mieście i część, podczas której kursant tłumaczy, jak działają podstawowe elementy samochodu. I już, można jeździć! I wtedy dopiero zaczyna się zabawa…

Czasami mówimy, że sytuacja na polskich drogach to Trzeci Świat. No cóż, w Indiach naprawdę mamy do czynienia z sytuacją daleką od tej, jaką znamy na co dzień. Po pierwsze, drogi są w fatalnym stanie i zdarza się, że główna trasa biegnąca przez jakiś region to zwykła jednopasmowa droga tak wąska, że ledwo mieszczą się na niej dwa auta. Po drugie, na drogach można spotkać wszystko ? od pieszych, przez szalonych motocyklistów, riksze i samochody, na powolnie przechadzających się krowach i wołach skończywszy, a to wszystko w kakofonii krzyków i klaksonów, bo to jedyny sposób na zwrócenie na siebie uwagi. A propos krów ? z bezpieczeństwem i komfortem tych zwierząt liczą się bezwzględnie wszyscy kierowcy, co oznacza, że krowa na drodze to, no cóż, święta krowa. Podróżując po Indiach, należy się więc spodziewać wszystkiego. Po trzecie, zasady ruchu drogowego niby są, ale zdaje się, że nikt nie traktuje ich poważnie. Pasy na jezdni to tylko sugestia i właściwie nikt się nimi nie przejmuje. Przejeżdżanie skrzyżowań na czerwonym świetle to standard, podobnie jak jazda pod prąd (w Indiach obowiązuje ruch lewostronny, a przynajmniej powinien obowiązywać). Sześcioosobowa rodzina na skuterze? W Indiach to normalne. Autobus zaparkowany na środku drogi? Nie ma się czemu dziwić. Słonie jako pełnoprawni uczestnicy ruchu? Nic w tym nadzwyczajnego. Ba, w praktyce obowiązuje prawo szybszego, większego, silniejszego. Wszystko inne traci przy tym jakiekolwiek znaczenie. Hm, to po co właściwie zdawać egzamin na prawo jazdy?

Filip Otto

 

Dodaj komentarz