Systemy wsparcia kierowcy: pokusy i konsekwencje

Współczesne samochody otrzymują coraz większą liczbę systemów wspierających kierowcę. Są pomocne i zmniejszają ryzyko zderzeń lub innych niebezpiecznych sytuacji, jednak nie można podchodzić do nich bezkrytycznie.

  • Główną przyczyną wypadków jest czynnik ludzki. Przyczynom mniej lub bardziej świadomego łamania przepisów zapobiegać trudno.
  • Można natomiast zmniejszyć liczbę zagrożeń będących następstwem nieuwagi czy słabego refleksu kierującego.
  • Dbają o to systemy wsparcia, które potrafią hamować przed poprzedzającym pojazdem lub pieszym w celu uniknięcia zdarzenia lub ograniczenia jego skutków, utrzymujące zadaną odległość od poprzedzającego pojazdu aktywne tempomaty, asystenci pasa ruchu ostrzegający o niezamierzonym opuszczania pasa (a w niektórych modelach także z funkcją automatycznej korekty toru jazdy) czy czujniki obecności innych pojazdów w martwym polu.

Obecność tego typu systemów nie jest wymagana prawem, jednak dodatkowe punkty w testach bezpieczeństwa Euro NCAP skutecznie motywują koncerny do ich oferowania w ramach wyposażenia standardowego lub w droższych wersjach samochodów. Wiele modeli z tego typu dodatkami – i to nie z wyższej półki, a już kompaktowych – potrafi przynajmniej przez kilkanaście sekund samodzielnie prowadzić auto, w szczególności po trasach ekspresowych lub autostradach, gdzie zakręty nie są zbyt ostre, a rozwój sytuacji na drodze w miarę przewidywalny. Cześć użytkowników nowoczesnych aut zdaje sobie sprawę z działania systemów asystenckich i niestety używa ich jako wentyla bezpieczeństwa w przypadku korzystania ze smartfonów czy tabletów lub długich podróży na granicy zaśnięcia za kierownicą.

Pokusa do prowadzenia pojazdu w stanie niewystarczającego skupienia uwagi nie jest jedyną, jaka wynika z systemów wsparcia. Za ich działanie odpowiadają elektroniczne sensory – kamery i ultradźwiękowe lub laserowe sensory odległości. Niestety nie zawsze działają poprawnie, o czym producenci pojazdów ostrzegają nawet w instrukcjach obsługi. Podkreślają przy tym, że za bezpieczne prowadzenie pojazdu odpowiada kierowca.

Niestety powinien mieć się on na baczności, gdyż elektronika potrafi odmówić posłuszeństwa w najmniej spodziewanym momencie. Na porządku dziennym jest wyłączanie się systemów wspomagania podczas jazdy w silnych opadach deszczu czy śniegu z powodu zanieczyszczenia obiektywu kamery lub głowicy radaru. Jak na ironię, elektronika odmawia więc posłuszeństwa wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. Niestety w grę wchodzą także jej zachowania, które powodują zagrożenia na drodze. Zdarza się, że fałszywe alarmy uruchamiają procedurę hamowania lub ostrzeżenie dźwiękowe – czy to na pustej drodze, czy przy omijaniu samochodu zaparkowanego w połowie na chodniku. Przy dużej liczbie linii na jezdni lub niedokładnie startych oznaczeniach tymczasowych, pogubić potrafi się też asystent pasa ruchu – zdarza się, że ściąga auto w niewłaściwym kierunku, na kurs kolizyjny z innymi pojazdami.

Elektronika jest przy tym tak skalibrowana, by ostateczna decyzja należała do kierującego. Bez trudu przezwycięży on pojawiające się na kierownicy siły, a dodając gazu przerwie procedurę hamowania. By fałszywy alarm nie przeistoczył się w realne zagrożenie musi on jednak czuwać nad pojazdem, o czym kursantom warto przypominać już podczas szkolenia teoretycznego. Dla wielu z nich już niebawem jazda częściowo zautomatyzowanymi samochodami będzie codziennością.

Łukasz Szewczyk

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Call Now Button
  • Brak produktów w koszyku.