Wszyscy jesteśmy świadomi rozwoju techniki teleinformacyjnej, coraz częściej korzystamy z jej dobrodziejstw. Doświadczać tej wygody powinny także wszystkie podmioty biorące udział w procesie uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami.

Posiadając dzisiaj dostęp do internetu możemy bez wychodzenia z domu złożyć deklarację do urzędu skarbowego, zaktualizować dane w ewidencji działalności gospodarczej, w kilka minut złożyć wniosek do sądu o zarejestrowanie spółki. Tego rodzaju przełom powinien również nastąpić w procesie uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami. Podmioty biorące w nim udział, począwszy od szkolącego, poprzez ośrodek egzaminowania, aż po organ nadzorujący cały proces i wydający prawo jazdy powinny bezproblemowo wymieniać się danymi ograniczając konieczność przenoszenia dokumentów za pomocą „fizycznych podajników”, czyli najbardziej tym zainteresowanych obywateli.


Kto jest winny?


Niestety, chyba każdy dziś odczuwa istnienie nieznanego defektu, którego skutkiem jest to, że osoba pragnąca uzyskać prawo jazdy nie do końca może się skupić na przyswajaniu wiedzy i trenowaniu umiejętności kierowania pojazdem. Wydziały komunikacji gromadzą informacje o szkoleniach zarówno w formie elektronicznych danych jak i zapełniając segregatory papierami, wklepują ręcznie dane z elektronicznych wniosków spływających na skrzynki podawcze. Podmioty szkolące mimo istnienia normy prawnej nie mogą aktualizować danych za pomocą podpisu w formie profilu zaufanego, szkoły kształcące w zawodach wymagających posiadanie prawa jazdy są zmuszone do korzystania z jedynej dostępnej aplikacji przeznaczonej dla przedsiębiorców, a ośrodki egzaminowania mają nieustanną awarię systemu. O dziwo, choć to nie lata 50 ubiegłego stulecia, w środkach masowego przekazu jedyne, co można było usłyszeć o tej sytuacji to gromkie słowa ministra transportu niczym generalissimusa przywołującego WORD-y do podporządkowania się i zakupienia systemu teleinformatycznego od właściwego dostawcy. Czy można jednak za całą tą sytuację winić tylko dostawcę oprogramowania, czyli ITS/Sygnity? Jakoś trudno wyobrazić sobie, żeby w tak technicznej przecież instytucji pracowały osoby niekompetentne. Mało tego, już od stycznia 2011 r. istnieje możliwość składania wniosków elektronicznych o rejestrację pojazdów a od marca 2010 r. - wniosków o wydanie prawa jazdy (o ile nie jest konieczne zdawanie egzaminu). Niestety, chyba ze świecą szukać osób, które skorzystały z tego dobrodziejstwa, a jeśli już (a tego nie usłyszymy w mass mediach), to tylko na zasadzie ręcznego wklepania przez pracownika wydziału komunikacji danych ze skrzynki podawczej urzędu do systemu informatycznego KIEROWCA lub POJAZD.


Dwa systemy


Cóż, skoro nikt tych spraw nie nagłaśnia, a ministerstwo nie wyjaśnia, to chyba uprawnionym jest dokonywanie własnych spekulacji dotyczących tej dziwnej sytuacji. Przede wszystkim przyjrzeć się należy systemom, którymi dysponują wydziały komunikacji. Są to SI KIEROWCA i SI POJAZD. Służą prowadzeniu ewidencji kierowców i pojazdów, przekazywaniu danych do CEPiK oraz składaniu zamówień na produkcje stosownych dokumentów. Problem w tym, że starostowie nie są właścicielami tych systemów, bo zamówienie na ich stworzenie ok. 10 lat temu złożyło w PWPW ministerstwo transportu i odgórnie wdrożyło do wydziałów komunikacji. Jaka idea przyświecała składającym zamówienie? Trudno powiedzieć, ale na pewno nie znajdziemy jej w przepisach prawa, a przecież prawo, zgodnie z konstytucją RP jest podstawą działania wszelkich organów władzy publicznej. Mało tego, konstytucja gwarantuje samodzielność i ochronę sądową jednostek samorządu terytorialnego. No tak, ale jakie to ma znaczenie dla obecnej sytuacji?


Skoro w obliczu wielu niewiadomych dokonujemy spekulacji, zastanawiającym jest kilka mało znanych faktów. Chociażby problemy, jakie spotkały samorządy przy budowie własnych, wojewódzkich platform administracji publicznej takich jak np. Wrota Warmii i Mazur i próbie stworzenia możliwości przekazywania danych ze skrzynek podawczych urzędów do owych systemów w wydziałach komunikacji. O co poszło? O kilkanaście tysięcy złotych rocznie. Z pozycji właściciela owych systemów, a więc podmiotu prawa handlowego trudno temu się dziwić. Dodajmy jeszcze fakt, że nowe systemy do starostw, podmiotów szkolących i ośrodków egzaminowania zostały wprowadzone w aktach rangi rozporządzeń, czyli nie przez władzę ustawodawczą tylko wykonawczą. Bez kontroli parlamentarnej nad chociażby stworzonej przez projektodawców finansowej ocenie skutków regulacji (OSR). Brakuje nam jeszcze jednego elementu, czyli analizy definicji systemów informatycznych. Zgodnie z właściwymi rozporządzeniami podmioty szkolące oraz ośrodki egzaminowania powinny mieć aplikacje umożliwiające pobieranie i przekazywanie danych do systemu, o którym mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 20 ust. 1 pkt 2 ustawy o kierujących pojazdami. Zgodnie z tymi przepisami wydziały komunikacji powinny generować profil kierowcy, udostępniać i otrzymywać dane od podmiotów szkolących i ośrodków egzaminowania za pomocą systemu teleinformatycznego współpracującego „z systemem teleinformatycznym ewidencji kierowców, z wykorzystaniem którego organ wydający prawo jazdy lub pozwolenie wykonuje czynności związane z wydawaniem praw jazdy lub pozwoleń, zamieszcza dane i informacje w bazie danych oraz składa zamówienia na wykonanie praw jazdy”.


Zapłata


Cóż, biorąc pod uwagę fakt, że przy wprowadzaniu nowych systemów w podmiotach szkolących i ośrodkach egzaminowania ich dostawcy mieli obowiązek i przeprowadzili udane próby połączeń, tyle że nie do systemu SI KIEROWCA, tylko do aplikacji starostów Nadzór OSK - systemu, który zgodnie z prawem powinien współpracować z systemem wykorzystywanym przez tych samych starostów do ewidencji kierowców i zamówień chyba jasnym jest, że te kilkanaście tysięcy złotych rocznie za możliwość przepływu danych z jednego do drugiego systemu powinny zapłacić nie WORD-y tylko posiadacz tych systemów, czyli jednostki samorządu terytorialnego. Rozwiązałoby to całą sytuację, zarówno korzystania z zaufanego profilu, otrzymywania danych z WORD-ów oraz wklepywania w wydziałach komunikacji danych z elektronicznych wniosków.


Dochodzimy więc, do wyjaśnienia dlaczego za cały ten bałagan odpowiedzialność zrzuca się na WORD-y i ITS/Sygnity. Ktoś przecież w końcu powinien zapłacić PWPW za wprowadzenie do starostw hermetycznych systemów KIEROWCA i POJAZD. Starostowie tego nie zrobią, bo zgodnie z zasadami prawnymi dla nich, pieniądze powinny zostać wyłożone z budżetu państwa. Organów wydających prawa jazdy jest 380, WORD-ów 59, rachunek chyba jest prosty. Co gorsze z działań przedstawicieli ministerstwa transportu nie widać szans na choćby próbę naprawy błędnych decyzji sprzed lat. Na całe szczęście w Polsce nie brakuje zdolnych ludzi, którzy mimo tylu kłód rzucanych pod nogi mają jeszcze w sobie zapał do działania i przedsiębiorczości. Na razie pomysł i remedium na wszystkie problemy jest w fazie projektu, ale całkiem prawdopodobne, że już za rok za naprawdę niewielkie pieniądze zarówno ośrodki szkolenia jak i wydziały komunikacji będą mogły bez ograniczeń korzystać z dobrodziejstw techniki teleinformatycznej i kto wie, czy wtedy nie zrezygnują z odgórnie narzuconych systemów.


 


Janusz Aziewicz,


współzałożyciel i prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Wydziałów Komunikacji.


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0