Trzeba zauważyć pierwsze ważne sygnały docierające z samego Olimpu, czyli Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. Dotyczą m.in. możliwości wykorzystania części placów będących własnością OSK do przeprowadzania egzaminów na kategorie A1, A2 i A. Równocześnie resort chce prowadzić prace zmierzające do dużych zmian w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego.

Warszawskie spotkania poświęcone aktualnym problemom w szkoleniu i egzaminowaniu, organizowane przez stołeczny WORD i SOSK dla całego środowiska szkoleniowców, mają już wieloletnią tradycję i renomę. Niedawno odbyło się kolejne. Tym razem celem było omówienie ostatnich opublikowanych rozporządzeń o egzaminowaniu i szkoleniu, będących uzupełnieniem od ustawy o kierujących pojazdami, która obowiązuje od stycznia 2013 roku. Chodziło o to, żeby poznać opinie i pierwsze reakcje szkoleniowców. Miało to pozwolić na sformułowanie wstępnych wniosków, wynikających z przedstawionych zmian.


Łatwo więc zrozumieć, że marcowe spotkanie wzbudziło zainteresowanie wielu instruktorów i działaczy nie tylko z Warszawy, lecz również z innych rejonów Polski. Rangę spotkania, swobodną, bezpośrednią wymianę poglądów i - co chyba bardzo ważne - możliwość zaprezentowania stanowiska resortu zapewnić miała obecność dyrektora Departamentu Transportu Drogowego z Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, Bogdana Oleksiaka. Niestety, z otrzymanego listu mogliśmy się dowiedzieć, że inne ważne sprawy i obowiązki uniemożliwiają mu przybycie. Miejmy nadzieję, że poznamy stanowisko resortu przy innej okazji.


Druki, książki, kilka poprawek


Początek spotkania polegał na omówieniu dwóch nowych rozporządzeń dotyczących egzaminowania i szkolenia. Okazało się, że był to najważniejszy punkt programu. Dlaczego tak sądzę? Dzisiaj, kiedy dla większości czytelników stało się jasne, z jakiej wagi zmianami w szkoleniu mamy do czynienia, poważna rozmowa i wymiana zdań na temat druku karty prowadzonych zajęć (na której brakuje miejsca na podpis instruktora prowadzącego), ważności starych, ale jeszcze niedokończonych książek ewidencyjnych, perypetii z pobieraniem i uwalnianiem numeru ewidencyjnego jest powrotem do odległej przeszłości. Jak zauważyli na różnych portalach internauci, jest to rzeczywistość żywcem wyjęta z kultowych dzisiaj filmów Barei.


W sumie to chyba nie powinienem pisać o tego typu sprawach, żeby nie zabierać nikomu cennego czasu, ale… Chcę podzielić się z czytelnikami kilkoma uwagami dotyczącymi wniosków, jakie wynikają z zaistniałej sytuacji. Jest chyba jasne i oczywiste, że wypracowane z tak wielkim trudem dokumenty, mające stanowić zakończenie przygotowanej z wielkim zaangażowaniem poprzez poprzednią ekipę reformy systemu szkolenia i egzaminowania, musiały zostać opublikowane i wprowadzone w życie. Wiemy, dlaczego! Po prostu dlatego, że nie ma dzisiaj lepszych, a ustawa określiła dokładnie terminy, w jakich poprzednio obowiązujące akty prawne traciły ważność. Poza tym wprowadzenie do zasad egzaminowania i szkolenia kilku naprawdę mało istotnych z punktu widzenia BRD poprawek nie spowoduje wielkich zmian i utrudnień. Wręcz przeciwnie. Może to trochę ułatwić i uprościć egzaminowanie oraz umożliwić dalszą naprawdę ciężką egzystencję ośrodkom szkolenia kierowców.


Ważne pytania bez odpowiedzi


Uważam, że doczekaliśmy się zakończenia etapu związanego z wprowadzaniem w życie znanej i powszechnie krytykowanej ustawy o kierujących pojazdami. Aktu prawnego, nad którym prace trwały ponad dziesięć lat. Ustawy dzisiaj w wielu punktach anachronicznej i niesprzyjającej poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego, generującej powszechne niezadowolenie większości użytkowników naszych szos. Prawa, które uniemożliwia szkolenie i doszkalanie w ośrodkach szkolenia kierowców dużej części chętnych!


Raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia złudzeń. Zakończenie procesu legislacyjnego powinno stać się początkiem pracy nad nowoczesnym i spełniającym europejskie aspiracje prawem. Czy środowisko szkoleniowe i jego reprezentanci mają przygotowane propozycje zmian, które mogą przedstawić rządowi i posłom? Czy są gotowi, żeby praktycznie od nowa, wobec zmieniającej się dynamicznie sytuacji na polskich drogach, przedstawić ministerstwu pakiet całościowych propozycji? Jak dotąd nie udało mi się trafić na tego typu dokument. Odbyły się zjazdy, trwają robocze spotkania. To wszystko, co można dzisiaj na ten temat powiedzieć. Informacja o pomysłach, sporach, zawartych porozumieniach, czasami koniecznych kompromisach jest nikła i enigmatyczna. Mogę więc powiedzieć, że praktycznie nie istnieje w przestrzeni publicznej.


Co należy oceniać?


Znacznie więcej dzieje się wokół problemów i spraw związanych z egzaminowaniem oraz organizacją pracy WORD-ów. Publiczną dyskusję, w której biorą udział znaczący przedstawiciele środowiska egzaminatorów, rozpoczął już w dniu ogłoszenia raportu NIK, podczas konferencji zorganizowanej przez ITS, Tomasz Matuszewski. W swoim wystąpieniu nawiązał do krytycznych ocen zawartych w raporcie dotyczącym egzaminowania i jego roli w budowie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Podkreślił, że należy zweryfikować rolę egzaminatora, system oraz kryteria oceniania kursanta w trakcie egzaminu. Po raz pierwszy otwarcie sformułował ideę rozwiązania problemu dotyczącego głębokiej, nie tylko formalnej zmiany podstaw prawnych i statutu działania nurtującą egzaminatorów zatrudnionych w WORD-ach. Od dawna znamy, choćby z artykułów publikowanych w „Szkole Jazdy”, wystąpienia wielu szanowanych dyrektorów wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego, którzy mają podobne zdanie. Uważają, że sprowadzenie egzaminatora do roli urzędnika wypełniającego bardzo skomplikowany formularz jest zaprzeczeniem istoty jego pracy i ograniczaniem kompetencji. Taki przebieg egzaminowania może podważać zaufanie do jego bezstronności i umiejętności w podejmowaniu decyzji w oparciu o własne doświadczenie, wykształcenie i znajomość obowiązujących standardów. W ocenie chyba wszystkich zabierających głos w tej sprawie do rzeczy, które należy obiektywnie ocenić należą:


- sposób wykonywania manewrów na drodze


- zachowanie wobec innych uczestników ruchu drogowego


- umiejętność oceny potencjalnych lub rzeczywistych zagrożeń na drodze


- skuteczność reagowania w przypadku powstania zagrożenia


- sposób używania mechanizmów sterowania pojazdem.


Wróćmy do korzeni!


Przecież od dawna znamy to wszyscy prawie na pamięć! Dlaczego więc trzeba o tych podstawach szkolenia i egzaminowania przypominać? Znamy też odpowiedź na tak postawione pytanie. To właśnie w ciągu ostatnich dwudziestu lat kolejne ekipy, reformując i tworząc nowe akty prawne doprowadziły do obecnej sytuacji, w której całkowicie zbiurokratyzowany system przestał efektywnie działać. Poziom bezpieczeństwa na polskich drogach osiągnął dno.


Trzeba wrócić do korzeni! Trzeba jak najprędzej stworzyć dokument, uwolniony od nadmiernej szczegółowości i biurokracji. Przekazać go ministerstwu, żeby został niezwłocznie skierowany do Sejmu. Jak dotąd to właśnie chęć doprecyzowania i uszczegółowienia prawa stanowiło największe zagrożenie dla jego jakości. Aż tyle czy tylko tyle? Czy możemy sobie wyobrazić w ten sposób skonstruowaną instrukcję egzaminowania? Czy nasza administracja może sobie to wyobrazić? Czy taka forma oceny byłaby do zaakceptowania przez ogół egzaminatorów? Czy oparty na tak zliberalizowanych podstawach dokument mógłby być zaakceptowany również przez zdających? Najtrafniej podsumował toczącą się dyskusję w swoim ostatnio opublikowanym wystąpieniu Grzegorz Matuszewski, egzaminator nadzorujący WORD-u we Włocławku. Zacytujmy: „Myślę, że szkoda czasu na eksperymentowanie w dziedzinie tworzenia nowego prawa szkoleniowo-egzaminacyjnego. Dziś należy wykorzystać wiedzę, doświadczenie oraz zaangażowanie najlepszych specjalistów, rozpocząć jak najszybciej pracę, która pozwoli dostosować prawo do realiów życiowych, co w moim przekonaniu może wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego”.


Sygnały z Olimpu


Trudno nie zgodzić się z taką opinią, opartą na całym dorobku i karierze zawodowej autora. Jestem pewien, że podobne zdanie jest reprezentatywne dla dużej części egzaminatorów i dyrektorów WORD-ów. Ciekawy i być może znaczący sygnał dobrej, szybkiej i oczekiwanej przez dyskryminowanych poprzez rozporządzenie grupy mającej problemy z pisaniem i czytaniem nadszedł z zielonogórskiego ośrodka, kierowanego przez Rafała Gajewskiego. Piszę o tym, ponieważ od dobrej woli i interpretacji przepisów na korzyść obywatela zależało przeprowadzenie egzaminu teoretycznego z wykorzystaniem egzaminatora-lektora. Zauważmy, że populacja osób cierpiących na dysleksję to nawet do 15 proc. uczniów polskich szkół. Upowszechniając taką pozytywną postawę możemy umożliwić osobom, które nie potrafią czytać w języku polskim (np. imigrantom) uzyskiwanie prawa jazdy. Wielkie brawa i uznanie za nieszablonowe działanie, zbliżające nas do standardów UE.


Co prawda jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale trzeba zauważyć również pierwsze ważne sygnały docierające z samego Olimpu, czyli Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. Oczywiście są to tylko zapowiedzi dotyczące np. możliwości wykorzystania części placów będących własnością OSK do przeprowadzania egzaminów na kategorie A1, A2 i A. Ciekawy i bardzo interesujący pomysł, do niedawna nie do pomyślenia i zrealizowania ze znanych powszechnie powodów. Równocześnie resort chce prowadzić prace zmierzające do dużych zmian w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego. Czy minister ma na myśli podporządkowanie egzaminatorów, a właściwie ich płac wojewodzie? A może, jak sądzą niektórzy koledzy, czeka nas bardziej zasadnicza zmiana, oznaczająca powrót do odległej, ale jak widać nie dla wszystkich przeszłości, przekazująca WORD-y wojewodom? Sądzę ,że przekonamy się o tym już niebawem.


Dobre czy złe koncepcje?


Uważam, że sprawa wcale nie jest tak oczywista, jak sądzi dzisiaj część poważnych działaczy. Trudno mi bowiem wyobrazić sobie system, w którym dyrektor czy właściciel nie ma bezpośredniego wpływu na jakość pracy podległych mu pracowników. Mielibyśmy do czynienia z dziwną sytuacją. Czy wyobrażamy sobie np. dyrektora prywatnego szpitala, organizującego pracę niepodlegających mu płacowo lekarzy? Jaką korzyść mieliby zdający egzamin na prawo jazdy z takiej raczej nikomu nieznanej konfiguracji? W ustawie kompetencyjnej egzaminowanie kierowców przypisano samorządom. Proponowane zmiany musiałyby więc dotyczyć także zmian ustrojowych państwa.


Wpisujący się w logikę minimalizowania na korzyść zwiększenia liczby godzin praktycznej nauki jazdy pomysł likwidacji praktycznej części egzaminu (jazdy pasem ruchu do przodu i do tyłu oraz po łuku) zyska z kolei akceptację całego naszego środowiska. Nie bez znaczenia jest fakt, że krok ten powinien przynieś korzyści ekonomiczne właścicielom OSK, szczególnie w aglomeracjach. Chodzi o oszczędności związane ze zmniejszeniem w przyszłości powierzchni placu manewrowego. Ten aspekt prowadzenia działalności gospodarczej jest już coraz częściej dostrzegany, również poprzez dyrektorów WORD-ów. Spadające dochody związane z emigracją i niżem demograficznym zmuszają wszystkich do szukania oszczędności i poprawy ekonomicznych wyników prowadzonej działalności. Czy fakt ten będzie miał wpływ na decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach władzy? Przekonamy się już niedługo. Pomijając misję, jaką mamy do spełnienia, przypomnę słowa jednego z największych prezydentów USA, Ronalda Reagana: Po pierwsze gospodarka!


Wojciech Szemetyłło

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0