Surwiwal w wersji marokańskiej. Raport z podróży

Jazda samochodem po dużych marokańskich miastach jest nie lada wyczynem. Kierowcę zewsząd otaczają samochody, skutery, motory, motoriksze, minidostawczaki, a nawet… wozy zaprzęgnięte w osły. Każdy chce pokonać swoją trasę jak najszybciej, ignorując znaki drogowe. Nie ma miejsca na wymianę uprzejmości, toczy się ciągła walka. Ale gdy już opuścimy te miejskie dżungle i znajdziemy się na autostradzie, możemy nacieszyć oczy bajkowym wręcz widokiem na góry Atlas.

Maroko jest krajem, w którym każdy może znaleźć coś dla siebie. Fani leniuchowania z pewnością docenią niezwykle szerokie plaże nad Oceanem Atlantyckim, miłośników trekkingu zachwyci najwyższe pasmo górskie na Czarnym Lądzie, czyli Atlas. Niepowtarzalny urok ma także najludniejsze miasto Maghrebu (tym mianem określa się państwa północno-zachodniej Afryki: Maroko, Algierię, Tunezję, Libię i Mauretanię – przyp. red.) – Casablanca. Fanom egzotyki, lubiącym przyglądać się kobrom „tańczącym” do muzyki przygrywanej przez zaklinaczy węży, z pewnością do gustu przypadnie Marrakesz. To tam sporą część swojego życia spędził Yves Saint Laurent, jeden z najwybitniejszych projektantów mody. Zawiedzeni nie będą także kulinarni smakosze. Przyrządzany przez Marokańczyków tadżin (mięso i warzywa gotowane w specjalnym glinianym naczyniu nad rozżarzonym węglem lub drewnem) jest wręcz doskonały. Tak samo jak marokańska herbata ze świeżymi liśćmi mięty, zwana także berber whisky. Serwuje się ją praktycznie wszędzie, na ulicy, w bramach domów, w kawiarenkach. Mimo że podaje się ją na gorąco, doskonale gasi pragnienie.

O Maroku, państwie, w którym niepodzielnie rządzi król Muhammad VI, oraz jego mieszkańcach można utkać wiele fascynujących opowieści, jednak my skupimy się na tym, co z pewnością czytelników „Szkoły Jazdy” zainteresuje najbardziej. Spójrzmy na ten kraj pod kątem motoryzacji.

Socjoekonomiczny kataklizm

Statystyki pokazują, że poruszanie się po Maroku samochodem może być niebezpieczne. W 2015 roku liczba wypadków drogowych, które miały miejsce w tym prawie 34-milionowym kraju, wyniosła blisko 79 tys. Rok później wzrosła nawet do ponad 81 tys. W Polsce jest pod tym względem o niebo lepiej. W 2016 roku w naszym kraju doszło do ponad 33 tys. wypadków. Ciekawe jest jednak to, że liczba osób zabitych w wypadkach w Maroku nie odbiega już tak bardzo od polskich danych. W 2016 roku w Maroku śmierć na wskutek zdarzeń drogowych poniosło niecałe 3,6 tys. osób, w Polsce – niewiele ponad 3 tys.

Nie może dziwić, że marokańskiego resortu zajmującego się transportem i logistyką nie zadowalają przytoczone wyżej liczby. Mówi się nawet o „socjoekonomicznym kataklizmie”. Chodzi przede wszystkim o to, jak wysokie są koszty wypadków oraz jaki mają one wpływ na rodziny ofiar. Przeciwdziałać temu zjawisku ma wdrażanie specjalnej narodowej strategii. Plan? Do 2025 roku zredukować liczbę ofiar śmiertelnych aż o 50 proc.!

Jak Marokańczycy chcą to zrobić? Położyć większy nacisk na eliminowanie z ruchu drogowego pojazdów, które są w fatalnym stanie technicznym oraz zadbać o wysoką jakość infrastruktury drogowej. Ale to nie wszystko. Okazuje się, że głównym źródłem wypadków jest tzw. czynnik ludzki. Oszacowano, że aż 90 proc. wszystkich zdarzeń drogowych w 2016 roku doszło z powodu błędów kierujących. Jakich? Tamtejsze ministerstwo otwarcie mówi o niestosowaniu się do przepisów drogowych. Chodzi o takie naganne zachowania, jak ignorowanie znaku STOP. Normą nie jest także zapinanie pasów bezpieczeństwa. Dlatego Marokańczycy postawili na zwiększenie kontroli pojazdów. Wykonują je patrole tamtejszej drogówki, czasami wyposażone w wideorejestratory. Jakie będą efekty takich działań, przekonamy się wkrótce.

Uwaga na pasterzy!

W Maroku nieźle rozwinięta jest sieć dróg szybkiego ruchu. Zarządza nimi państwowa komórka o nazwie Société Nationale des Autoroutes du Maroc. Pod jej pieczą jest ok. 1800 km takich dróg. Są płatne, ich jakość nie pozostawia wiele do życzenia. Jedynym problemem, szczególnie gdy droga wiedzie przez tereny górzyste, np. Atlas Wysoki, jest ich szerokość. W niektórych miejscach na dwóch pasach ruchu trudno jest zmieścić się dwóm pojazdom ciężarowym. Wtedy jeden z nich częściowo porusza się po pasie awaryjnym. I jeszcze jedno. Trzeba być uważnym, bo co jakiś czas na drodze pojawiają się pasterze wraz ze swoim inwentarzem.

Nic dziwnego, że większość dróg szybkiego ruchu wiedzie w pobliżu atlantyckiego wybrzeża. Łączą najważniejsze marokańskie miasta, takie jak Rabat, Casablanca czy Tanger. Ale niektóre z nich wcinają się także w głąb kraju. Przykładem jest choćby autostrada A7, wiodąca z Agadiru do Casablanki. Przechodzi ona przez północno-zachodnią część Marrakeszu i Atlas Wysoki. Autostradą można także przemieścić się choćby ze stołecznego Rabatu do Fezu.

Na autostradach obowiązuje ograniczenie prędkości do 120 km/h. Co jakiś czas prędkość pojazdów mierzą fotoradary. Napisy na tablicach informacyjnych są w dwóch językach – arabskim (urzędowy) i francuskim. Tego drugiego używa się głównie w turystyce, biznesie i dyplomacji. Dlaczego akurat francuski? Bo od 1912 do 1956 roku Maroko było protektoratem Francji.

Górskie serpentyny dla kierowców o mocnych nerwach

Oczywiście nie wszystkie marokańskie drogi są bliskie ideału. Im dalej na wschód lub południe, tym są gorsze. Na przykład bardzo uciążliwe jest podróżowanie samochodem z Maroka do granicy z Mauretanią. Powód? Warunki klimatyczne. Chodzi m.in. o burze piaskowe. Przebycie samochodem 1800-kilometrowej trasy między Agadirem a granicą z Mauretanią trwa zwykle ok. pięciu dni. Dlatego trzeba zabrać ze sobą zapasy żywności, wody oraz paliwa. Niełatwe do pokonania są także wąskie i kręte drogi łączące osady położone w górach. Takie serpentyny są przeznaczone tylko dla kierowców o mocnych nerwach!

Jeżdżąc samochodem po Maroku trzeba oczywiście mieć świadomość obowiązującego tam prawa. Zarówno kierowca, jak i pasażerowie muszą mieć zapięte pasy bezpieczeństwa. Kierowanie pod wpływem alkoholu jest zabronione. Nie obowiązują tam żadne limity. Alkomat musi wskazywać cyfrę 0. O maksymalnej prędkości, z którą można poruszać się po autostradach, już pisaliśmy. W terenie zabudowanym limit wynosi 60 km/h. Żeby legalnie jeździć po marokańskich drogach, trzeba mieć skończone 18 lat.

Skutery w wąskich uliczkach medyn

Prawdziwym wyzwaniem dla każdego kierowcy jest jazda po dużych marokańskich miastach, takich jak Casablanca (3,5 mln ludności), Fez, Tanger czy Marrakesz (w każdym żyje prawie milion ludzi). Z różnych powodów. Jednym z nich jest wprost ogromna liczba poruszających się po ulicach pojazdów. Pojazdów, bo tylko część z nich to samochody. Bardzo wielu Marokańczyków jeździ różnego rodzaju skuterami, motorami czy motorikszami. Takie pojazdy można także spotkać w wąskich uliczkach medyn (starych dzielnic), choć wydawałoby się, że mogą spacerować po nich tylko piesi. Z kolei w Marrakeszu bardzo często zobaczyć można wozy zaprzęgnięte w osły.

Jeśli chodzi o samochody, największym powodzeniem cieszą się pojazdy francuskie. Jest bardzo dużo citroenów i peugeotów, rzadziej nowych, częściej kilkunasto- lub kilkudziesięcioletnich. Sporym powodzeniem cieszą się także japońskie marki. Jakie? Honda, Mitsubishi, Nissan czy Toyota. Często zobaczyć można także minidostawczaki marki Isuzu.

W jakim stanie technicznym jest duża część marokańskich pojazdów, świadczyć może ogromna liczba warsztatów samochodowych, które mieszczą się w zasadzie na każdej ulicy w centrum dużych miast. I praktycznie każdy jest niesamowicie oblegany przez właścicieli skuterów czy samochodów. Nie ma jednak czemu się dziwić. Maroko nie jest krajem bogatym. A może inaczej – większości Marokańczyków nie żyje się dostatnio. To m.in. z tego powodu tak wielu wybrało życie na emigracji. Duża część mieszka choćby w Holandii i Belgii.

Miejska sztuka przetrwania

W centrach dużych marokańskich miast nie ma czegoś takiego jak godziny szczytu. Tam szczyt jest zawsze. Korki? Nic nowego. Ciągłe wciskanie klaksonów? Normalka. Jazda po dwóch pasach ruchu jednocześnie? Standard. Ale marokańskie korki mają to do siebie, że pojazdy posuwają się naprzód, wcale nie tak powoli, jak mogłoby się wydawać.

Marokańczycy uwielbiają ronda. Zazwyczaj są to bardzo rozległe wyspy, którym, poprzez wetknięcie w ziemię nawet kilkunastu flag państwowych, nadaje się bardzo poważny wygląd. Ale zarówno wjazd na rondo, jak i wyjazd z niego, nie jest zadaniem prostym. Chyba że (co zdarza się nie tak rzadko) ruchem kieruje policjant. Wtedy jest łatwiej, ale na pewno nie łatwo. Każdy kierowca chce bowiem dotrzeć do punktu docelowego jak najszybciej. Stosowanie się do znaków drogowych nie jest w Maroku popularne.

Ciekawe jest to, że ruch po rondach w Maroku odbywa się inaczej niż choćby w Polsce. Tam pojazdy wjeżdżają na skrzyżowanie, pokonują połowę ronda, po czym… się zatrzymują. Wtedy inni kierowcy mają okazję włączyć się do ruchu.

Ciężkie życie w Maroku mają piesi. Przekraczanie przejść w Casablance czy Marrakeszu to prawdziwy surwiwal, mimo że w wielu miejscach jest sygnalizacja świetlna. Jednak kierowcy nie przejmują się zanadto pieszymi przechodzącymi na zielonym świetle. Przecież gdyby mieli się zatrzymywać na każdym czerwonym, szybko nie dotarliby do celu… Dlatego omijanie przez samochody kolejnych grup piechurów nie jest niczym niezwykłym.

Marokańskich pieszych także nie można nazwać niewiniątkami. Notorycznie starają sobie skrócić drogę i szerokim łukiem omijają zebry. Często przekraczają jezdnię, np. „na cztery”, kilkukrotnie zatrzymując się nawet na środku jezdni, żeby przepuścić mknące samochody.

Co ciekawe, zarówno piesi, jak i kierowcy z godnością przyjmują zasady rządzące się tą „miejską grą” i starają się jej poszczególne etapy wygrać. Nie narzekają, po prostu robią wszystko, co pozwoli im odnieść choćby małe zwycięstwo…

Jakub Ziębka

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.