Samolubie, ja cię nie lubię!

Uczestnik ruchu drogowego to nie tylko kierowca, motocyklista, rowerzysta, ale także pieszy. Kultury na drodze powinno się zatem wymagać od każdego, niezależnie od tego, w jaki sposób się przemieszcza.

Mówi się: ile ludzi, tyle charakterów. Podejrzewam także, że każdy człowiek ma odmienne spojrzenie na ruch drogowy. Mimo wszystko można jednak napisać wzór, z którego wynika, że postrzeganie drogi zależy od tego, w jaki sposób się po niej przemieszczamy. Po głębszej analizie można wyodrębnić kilka odmiennych perspektyw.

Święte krowy

Ulica jak ulica. Powiedzmy, że poza centrum jakiegoś miasta. Ograniczenie do 50 km/h, przejście dla pieszych. Zwykły i typowy widok. Przepisy wszyscy znają, a przynajmniej powinni co nieco o nich wiedzieć. Niestety, z ich przestrzeganiem lub prezentowaniem jakichkolwiek elementów kultury większość ma spory problem.

Jak ulicę postrzega pieszy? Nie zna przepisów, bo nie musi. Tak przynajmniej z reguły się tłumaczy. Jednak dyskwalifikuje go to jako osobę, która szanuje swoje i cudze życie. Pieszy jest jak święta krowa. Łazi po całej ulicy, nie przejmując się nikim poza samym sobą. A już na pewno ma gdzieś pędzące z przepisową prędkością samochody.

Brak znajomości przepisów kodeksu drogowego da mu się we znaki dopiero, gdy dojdzie do nieszczęścia. W momencie, kiedy zaskoczy go auto na drodze. Błąd zrozumie, podpisując druk mandatowy. W najlepszym przypadku.

Nie trzeba dziś chodzić do biblioteki. Ciekawe książki dotyczące bezpieczeństwa, przepisów na drodze znaleźć możemy również w internecie. Czytając te nielubiane, głupie i bezsensowne przepisy dowiemy się na przykład, że podczas przechodzenia przez jednię pieszy powinien udać się na jej drugą stronę możliwie najkrótszą trasą. Żadne przechodzenie po skosie przez 300 metrów nie wchodzi w grę. A to nowość – stwierdzą niektórzy. Ta „nowość” ma jednak parę dobrych lat…

Rajdowcy

Jak ulicę widzi kierowca? Jadąc ciśnie gaz do dechy, sprawdza, ile jego auto wyciągnie na trzecim biegu. Depcze ostro w podłogę, jakby chciał pobić swój życiowy rekord, a tych kilka ulic to po prostu krótki OES. Ludzie na chodniku to nie są osoby, które chcą przejść. Piesi po prostu mu kibicują, dopingują, jak tylko mogą. Przynajmniej tak mu się wydaje. Dlatego nie myśli ani przez chwilę, żeby zdjąć nogę z gazu. Jedynie od czasu do czasu trafia na pomiar odcinka, czyli fotoradar, który przeważnie sprawia, że kierowca zwalnia… i przez kilkadziesiąt metrów jedzie wolniej.

Złoty środek

Jak w tej sytuacji robić? Należy iść na ustępstwa. Ulicą trzeba się po prostu podzielić. Zawsze musi się znaleźć ktoś, kto ustąpi pierwszy, bo inaczej dojdzie tylko do niepotrzebnych zgrzytów.

Pieszy powinien wiedzieć, że warto być bardzo ostrożnym. Zwłaszcza gdy jedzie samochód. Lepiej rozpocząć marsz na pasy, gdy auto już je minie. Serio, tak zawsze jest szybciej dla wszystkich. Po prostu ruch jest wtedy płynny. Kierowca – jeden z wielu w godzinach szczytu – również powinien zrozumieć, że pieszy to też człowiek. Człowiek, któremu się wiecznie wszędzie spieszy. Dajmy mu czas na przejście, pokażmy innym, że na coś nas stać. Dajmy dobry przykład. Dobro podobno wraca z podwójną siłą. Zło podobno też.

 Albin Sieczkowski, autor bloga StrefaKulturalnejJazdy

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.