Rywalizacja na ekranie

Czy gracz może być lepszym kierowcą? Wyniki badań oraz zestawienia statystyczne, o czym pisaliśmy już w „Szkole Jazdy”, nie pozostawiają wątpliwości. Warto wiedzieć, że od kilku lat rośnie pokolenie kierowców, którzy zdobywali szlify w wirtualnej rzeczywistości, jednak prawdopodobnie świetnie poradziliby sobie w wyczynowym aucie.

Zacznijmy od punktu wyjścia, czyli sportu elektronicznego. Zyskujący coraz większą popularność e-sport ma niewiele wspólnego z graniem dla przyjemności. Platformą do rywalizacji są bardzo często symulatory, a zmagania są traktowane z całkowitą powagą. Gracze miesiącami przygotowują się do turniejów, nad czystością rywalizacji czuwają sędziowie, a na najlepszych czekają cenne nagrody. Jedną z silniejszych grup w e-sporcie są pasjonaci wyścigów. Dla wielu z nich konsola z kierownicą, kubełkowym fotelem i dużym telewizorem jest jedyną szansą na zasmakowanie emocji towarzyszących zmaganiom na prawdziwych torach czy odcinkach specjalnych. Na sprzęt z górnej półki trzeba przeznaczyć najwyżej kilkanaście tysięcy złotych, co i tak jest ułamkiem kwot pochłanianych nawet przez amatorski motosport.

Wyższy poziom rywalizacji

Złośliwi powiedzą, że to wciąż zabawa. Nie można jednak zapominać, że wirtualną rywalizację autoryzowało już FIA (Międzynarodowa Federacja Samochodowa – przyp. red.). Na mocy umowy podpisanej z Polyphony Digital, wydawcą gry Gran Turismo Sport na PlayStation 4, organizacja certyfikuje cyfrowe mistrzostwa, a w założeniach skuteczna i czysta jazda ma otwierać graczom drogę do prawdziwej licencji wyścigowej.

Także w innych grach wyścigowych rywalizacja wchodzi na wyższy poziom. Każdej rundzie FIA WTCC (Mistrzostwa Świata Samochodów Turystycznych) towarzyszy eSports WTCC. Do spróbowania swoich sił zapraszani są także zawodowcy.

– Z przyjemnością dołączam do e-sportowych wyścigów, w których nie brakuje mocnych zawodników. Kiedy porównujesz swoje czasy okrążeń z ich wynikami, dochodzisz do wniosku, że nie jesteś tak dobry jak oni – bez owijania w bawełnę komentuje rywalizację Yann Ehrlacher z zespołu RC Motorsport.

Cenne nagrody

Z kolei Formule 1 towarzyszą oficjalne mistrzostwa F1 eSports Series World Champion. Platformą do zmagań trwających od września do końca listopada była w pełni licencjonowana gra F1 2017. Zmagania zostały podzielone na trzy etapy. W kwalifikacjach wzięło udział 63.827 graczy, którzy pokonali łącznie 976.870 okrążeń. Pozwoliły one na wyłonienie grupy 40 najlepszych e-kierowców z całego świata. Spotkali się oni na półfinałach w Londynie, gdzie grono zawężono do 20 graczy. Wśród nich znalazł się jeden Polak. Finały towarzyszyły ostatniej rundzie sezonu F1 – Abu Dhabi Grand Prix. Istotnie podniosło to prestiż rywalizacji, gdyż koronacja e-mistrza odbyła się praktycznie w tym samym miejscu i czasie, gdy gratulacje zbierał najszybszy z kierowców.

– To wydarzenie daje niezwykłą szansę naszemu biznesowi – zarówno ze strategicznego punktu widzenia, jak również sposobu, w jaki angażujemy fanów. Jest to rosnąca dyscyplina z oddanymi uczestnikami. Zamierzamy rozwijać projekt, by zapewnić naszym fanom najbardziej ekscytującą i ciekawą rozrywkę – wyjaśnia Sean Bratches, dyrektor w Formule 1.

Analogicznej rywalizacji doczekała się elektryczna Formula-E. Zwycięzca inaugurującego sezon wyścigu Visa Vegas eRace zgarnął 200 tysięcy dolarów i… kolejne 25 tysięcy za uzyskanie najlepszego czasu w kwalifikacjach. To blisko 800 tysięcy złotych! O takich nagrodach zwycięzcy wielu rajdów czy wyścigów mogą jedynie pomarzyć.

Kuchar przekonuje się do gier

Czy pierwszoligowym nagrodom towarzyszy realistyczny model jazdy? W wywiadzie udzielonym serwisowi autostuff.pl Tomasz Kuchar bardzo pozytywnie wypowiadał się na temat nowej gry Dirt 4.

– Powiem szczerze – wcześniej nie byłem zbyt dużym fanem gier samochodowych. Sądziłem, że to wręcz może uczyć niewłaściwych nawyków, jeżeli chodzi o kąt skrętu kierownicy, reakcje samochodu na naciśnięcie pedałów gazu i hamulca. Niewielu moich kolegów kierowców potrafiło dobrze jeździć na symulatorach i grach. Natomiast w Dirt 4 realizm jest niesamowity – samochód reaguje w grze dokładnie tak jak mój rallycrossowy. Do tego twórcom udało się oddać emocje, jakie daje ten typ pojazdów. I mimo że nie mamy żadnej fizyki bezpośrednio oddziałującej na kierowcę gracza, to całość wprowadza nas w taki trans, że przestaje nam to przeszkadzać. Nie mogłem się oderwać od kierownicy. Jeszcze do niedawna uważałem, że gra nie może zastąpić rajdowego treningu. Myślałem, że to co najwyżej dobre ćwiczenie na koordynację. Natomiast po zagraniu w Dirt 4 zupełnie zmieniłem zdanie i uważam, że to absolutnie może zastąpić trening – mówi Tomasz Kuchar.

Od komputera do… toru wyścigowego

Kto nie miał kontaktu z grami, może nie dowierzać Kucharowi. Podważenie jego słów staje się trudniejsze, gdy prześledzi się karierę Jakuba Brzezińskiego. W 2002 roku zwyciężył on w turnieju gry Colin McRae Rally. W kolejnych latach wygrał jeszcze 46 innych e-zawodów, a za pieniądze ze sprzedanych nagród kupił samochód do występów w amatorskich rajdach. Po zaledwie stu metrach odcinka specjalnego Brzeziński zakończył jazdę na dachu – zwykła corolla nie zareagowała na polecenie, tak jak profesjonalna rajdówka z gry. Nie zniechęciło to jednak kierowcy. Przy okazji któregoś turnieju Brzeziński spotkał Kuchara, który zaproponował mu współpracę w roli tzw. załogi szpiegowskiej, odpowiedzialnej za sprawdzenie stanu drogi tuż przed zamknięciem dla ruchu odcinka specjalnego. Później Brzeziński zaczął szkolić kierowców w Akademii Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara, a w 2013 roku rozpoczął pierwsze poważne starty. Niedługo później, bo już w 2015 roku, wystąpił już w rundach rajdowych mistrzostw Polski fiestą w topowej specyfikacji R5, a w kolejnym sezonie pojawił się za sterami fiesty R2T w rajdach zaliczanych do mistrzostw świata. W 2005 roku, jeszcze za czasów wirtualnej kariery, Jakub Brzeziński brał udział w mistrzostwach Polski w grze Colin McRae Rally 2005. Do rywalizacji przystąpił też Robert Kubica. Czy musimy dodawać, kto okazał się szybszy? Jeżeli nawet zaprawiony w bojach gracz może mieć problem ze sprostaniem utalentowanemu kierowcy, dowodzi to, że prawa fizyki rządząca wirtualnym pojazdem są takie same, jak w rzeczywistym świecie.

Łukasz Szewczyk

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.